Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-05-2014, 18:28   #1
Warlock
Konto usunięte
 
Warlock's Avatar
 
[PFRPG, FR] Cienie Neverwinter [18+]



Akt I: Klejnot Północy


Muzyka

Zamek Never, Neverwinter
5 Mirtul, 1469 DR
Zmierzch

Snop bladego światła na końcu wydawałoby się nieskończenie długiego tunelu nie był zwiastunem upragnionego raju, lecz wrotami do piekła, które oczekiwało przybycia przerażonej dziewczyny prowadzonej korytarzem przez dwóch strażników więziennych.
Już dawno to wszystko przestało mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie, ale teraz czuła się obco nawet we własnym ciele, kiedy każdy krok przybliżał ją do haniebnego końca. Z każdą dłużącą się w nieskończoność minutą serce biło coraz szybciej, a dłonie drżały nie tyle z zimna, co z emocji. Ciepłe łzy cicho poczęły spływać po jej gładkim licu kiedy wrzawa na zewnątrz fortecy narastała z każdym pokonanym krokiem.
Trzymana pod ręce przez uzbrojonych mężczyzn odwróciła głowę na bok rażona przez snop wpadającego do tunelu światła zachodzącego słońca, by zaraz poczuć na skórze żar dziesiątek płonących pochodni. Młoda hrabina wkroczyła na środek wielkiego placu miejskiego, w centrum którego znajdowała się drewniana platforma z gilotyną i katem stojącym u boku.
Brutalnie pchnięta do przodu przez jej oprawców upadła na twarde deski potykając się o krępujące jej ruchy żelazne kajdany. Zebrany wokół niej motłoch głośno rechotał, skandował obelżywe słowa i pluł na jej podartą suknię będącą jedynym wspomnieniem jej dostatniego życia. Plebs bowiem zawsze żył w cieniu szlachty, którą otwarcie podziwiał i zarazem skrycie nienawidził.

Arystokratka siłą została uniesiona w powietrze i postawiona na równe nogi, by chwilę później zaliczyć prawy sierpowy prosto w podbrzusze od zakończonej ćwiekami rękawicy wartownika. Poczuła ogromny wybuch bólu i towarzyszący mu syk powietrza uciekającego z płuc. Upadła na kolana plując krwią na twarde dechy pod sobą, by zaraz zostać podniesiona raz jeszcze.
- Nie, proszę! - wymamrotała z twarzą wykrzywioną potwornym grymasem bólu.
Cios nie nadszedł. Chwiejąc się na nogach spojrzała przed siebie na najmłodszego z synów zaprzyjaźnionego z jej rodziną rodu szlacheckiego wchodzącego na platformę z gilotyną. Był panicznie przerażony; trząsł się jakby dopiero co wyszedł z lodowatej kąpieli i podobnie jak ona nosił ślady brutalnego pobicia.
Z bruzdami i ociekającymi krwią siniakami na twarzy położył posłusznie głowę na ramieniu gilotyny przed zamaskowanym katem, który niepokojąco wygodnie opierał się o dźwignię obsługującą mechanizm zwalniający ostrze. Herold stojący na samym brzegu platformy zaczął odczytywać listę rzekomych przewinień skazańca.
- Braenie De`Mortis, skazano Cię na śmierć w majestacie panującego w Neverwinter prawa za… - rozwinął długi pergamin, po czym kontynuował donośnym oficjalnym głosem, który echem odbijał się po placu - podżeganie ludzi do zbrojnej rebelii przeciwko prawowitemu władcy miasta, za liczne morderstwa i finansowe oszustwa… - wyliczał tak przez jeszcze długi czas, robiąc pauzę przy każdym punkcie, by nie zostać zagłuszonym przez tłum wtórujących mu głośnym buczeniem mieszkańców miasta.

Hrabina nie miała wątpliwości, że wszystko to zostało sprytnie ukartowane, albowiem żadne z tych oskarżeń nie miało pokrycia w prawdzie, a już na pewno nie mieli na to żadnych dowodów. Owszem, byli w politycznej opozycji Lorda Dagulta Neverembera, ale nie podżegali nikogo do zbrojnej rebelii przeciwko niemu, nie wspominając już o morderstwach i finansowych przewinieniach.
Po zakończeniu swej przemowy herold odsunął się od gilotyny dając katowi skinięciem głowy znak do czynienia honorów. Mężczyzna skryty pod czarnym jak popiół kapturem podszedł do leżącego szyją na ramieniu gilotyny Braena i zacisnął dyby unieruchamiając go w pozycji, która umożliwiała gładkie, niemalże bezbolesne ścięcie głowy, po czym wrócił się do dźwigni zaciskając dłoń na jej okrytej cienkim sznurem rękojeści.
Wrzawa podniosła się, pochodnie i szable uniosły się w powietrze, a tłum skandował obelżywe hasło “Zabić psubrata!” machając to w przód, to w tył gniewnie zaciśniętymi pięściami. Wprawna ręka kata pociągnęła za dźwignię, a ważące ponad czterdzieści kilogramów ostrze opadło ze świstem w dół.

Młoda hrabina odwróciła głowę nie chcąc być światkiem tej brutalnej rzezi, lecz głośny ryk zdziczałej radości, który echem przetoczył się po całym mieście tylko potwierdził, że życie jej dawnego przyjaciela zostało właśnie okrutnie zakończone.
- Proszę, nie… puśćcie mnie! - Krzyczała zapierając się nogami. Nie chciała zginąć w ten haniebny sposób. Nie przed oczami dziesiątek łaknących jej krwi obywateli miasta, którzy na widok śmierci szlachetnie urodzonego człowieka jeszcze bardziej pogrążyli się w ekstazie.
Wszelki opór był jednak nieskuteczny; pchnięta z całej siły wylądowała na schodach prowadzących na platformę. Jeden z okrutnych wartowników stanął tuż nad nią chwytając ją za kołnierz sukni, a następnie podciągnął jej twarz bliżej siebie z zamiarem wyrządzenia jej krzywdy. Tłum zebranych wokół ludzi rechotał głośno zachęcając w obelżywy sposób mężczyznę do ukarania przerażonej dziewczyny. Okryta ćwiekami skórzana rękawica wzniosła się w powietrze, lecz cios strażnika powstrzymał nagle stanowczy głos herolda.
- Dość! - wykrzyknął ponad tłum tonem nieznoszącym sprzeciwu - Doprowadzić ją przed gilotynę, teraz! Ja wymierzam w tym mieście sprawiedliwość. - W ostatnim zdaniu powoli wyakcentował każde pojedyncze słowo dając do zrozumienia lubującemu się w torturach mężczyźnie, że niesubordynacja może przysporzyć mu o wiele gorszy los, niż trzymanej przez niego kobiecie. Strażnik rozluźnił dłoń, pomógł wstać hrabinie i głosem przywodzącym na myśl warczenie buldoga oznajmił jej, żeby ruszyła przed siebie bez wykonywania zbędnych sztuczek. Dziewczyna już nie stawiała żadnego oporu. Chciała już to zakończyć, chciała zginąć bez bycia oddartą z resztek godności...

Świat wokół przestał mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie kiedy odebrano jej pociechy. Jej mąż okazał się być zwykłym tchórzem; z podkulonym ogonem uciekł z miasta zostawiając ją samą z dziećmi na pastwę wściekłego tłumu. Jej kilkuletnie córki zostały siłą wyrwane z ramion i rozdzielone między obcych jej ludzi, zaś ona sama została brutalnie zgwałcona za rzekome złe występki jej męża. Elise, Lorei, Alane… modliła się by dziewczęta trafiły w dobre ręce, ale znając paskudne oblicze życia w odbudowanym po kataklizmie Neverwinter przypuszczała, że zostały już dawno sprzedane do burdelu za garść złotych monet. Odrzuciła tą myśl równie szybko jak się pojawiła; chciała umrzeć myśląc już tylko o pozytywnych rzeczach.

- Nesmerino del Hasera… - głos herolda wyrwał ją z zamyślenia. Dopiero teraz zauważyła, że została zakuta w ramiona gilotyny przez kata stojącego za jej plecami. Niewiele już ją to obchodziło. Prawdę powiedziawszy wolała aby jej życie zostało zakończone w ciszy, lecz niestety nie dano jej tego luksusu - skazano ciebie za współudział w intrygach twego męża. Jesteście odpowiedzialni za chaos i serie brutalnych morderstw, które wstrząsnęły świeckim miastem Neverwinter. Teraz u kresu waszej nędznej rebelii, chciałbym zadać ci pewne wyjątkowo istotne pytanie; czy masz coś do powiedzenia tym oto poszkodowanym przez wybryki twojego męża ludziom?
Herold świetnie operował słowem. Hrabina wiedziała doskonale, że po takim sformułowaniu pytania błaganie o litość lub wszelkie próby oczyszczenia swojego imienia były z góry skazane na porażkę. Lord Dagult Neverember doskonale wiedział jak dobierać odpowiednich ludzi.
- Idźcie wszyscy do piekła - rzuciła pozbawionym emocji tonem w stronę zebranych pod gilotyną ludzi, którzy aż poczerwienieli ze złości wykrzykując epitety przy których “sprzedajna kurwa” brzmiało bardzo niewinnie.

Herold z uśmiechem triumfu na twarzy cofnął się od gilotyny dając katowi skinięciem głowy sygnał do rozpoczęcia egzekucji. Zakapturzony oprawca nie śpieszył się jednak z wykonaniem wyroku. Stanął na skraju platformy i niczym bard na scenie wznosił energicznie dłonie w górę podjudzając szaleństwo przed nim zgromadzonego tłumu. “Zabić! ZABIĆ!! ZABIĆ!!!” słowa te eskalowały się z każdą wzniesioną w górę pięścią, z każdą wyciągniętą pochodnią i z każdą upływającą sekundą. Nesmerina przyglądała się stłoczonym ludziom już nie ze strachem, ale z politowaniem. Wszyscy byli ofiarą propagandy upadającego rządu Neverembera, który teraz wykorzystywał motłoch do wyeliminowania wszystkich rodzin zagrażających statusowi quo.

W zebranym pod gilotyną tłumie mieszczan hrabina dostrzegła znajomą twarz. Stała tam niegdyś jej najbardziej zaufana służka, którą teraz przyozdabiały drogie kreacje sprowadzone z samego Waterdeep, a które musiała wyciągnąć z jej szafy. To ona poprowadziła buntowników wprost do ukrytego pod zapadnią w biblioteczce pokoju, a teraz tkwiła tam, wśród tych bestii, z pogardliwym uśmiechem na twarzy. Nesmerina traktowała ją niczym własną córkę, a ona tak okrutnie się za to odpłaciła. Nie mogła dłużej znieść jej spojrzenia; spuściła głowę w dół i na ziemię spłynęły pierwsze łzy.
Kat zacisnął drżące z podniecenia dłonie na mechanizmie aktywującym gilotynę. Spojrzał porozumiewawczo na herolda, który raz jeszcze z uśmiechem triumfu na twarzy skinął mu w odpowiedzi głową. Wyraźnie zadowolony z siebie oprawca pociągnął stanowczo za dźwignię, ku uciesze opływającego w ekstazie motłochu. Ostatnią rzeczą jaką dziewczyna usłyszała przed śmiercią był świst opadającego ostrza, a później była już tylko ciemność.




Neverwinter: Opis Miasta

To miasto jest gniazdem piratów i przemytników, domem pijaków i nierządnic, do którego ciągną całe zastępy mętów i szumowin. To dziura niegodna bycia nawet podgrodziem Waterdeep. To także jedyna nadzieja mieszkańców północy.
- Lord Dagult Neverember


Miasto Neverwinter. Niegdyś ruchliwa metropolia, której ulice przemierzały tysiące kupców i podróżnych zwabionych w to miejsce obietnicą wielkich bogactw kryjących się w zaułkach Klejnotu Północy, teraz jest ledwie cieniem swej dawnej chwały. Po śmierci prawowitego władcy Nashera Alagondara miastem wstrząsnęły niepokoje. Liczne frakcje polityczne oraz potężne międzynarodowe organizacje walczyły o dominacje nad największym i najbardziej wpływowym miastem północy. Pozbawione silnej władzy Neverwinter powoli tonęło w odmętach politycznych sprzeczek, które bardzo szybko przerodziły się w prawdziwą wojnę domową. Już wtedy część miasta leżała w ruinie, lecz punktem kulminacyjnym, który przesądził o losie Klejnotu Północy był potężny kataklizm, który wstrząsnął całym rejonem. Ognie z wnętrza ziemi trysnęły na setki metrów w górę rozrywając miasto na dwie części. Z potężnej wyrwy wyłoniły się żywiołaki ognia, demony, a także inne bestie zamieszkujące spowite w ciemnościach tunele Podmroku. Miasto było stracone, i tylko nieliczni zdecydowali się tu zostać, by do samego końca bronić własnego domu.
Trzy dekady później udało się odbudować znaczną część miasta dzięki wzmożonym wysiłkom ocalałych z kataklizmu mieszkańców Neverwinter oraz tysięcy innych osadników ściągniętych w to miejsce przez Dagulta Neverembera - jednego z siedmiu potężnych lordów Waterdeep, którego władza sięgała daleko poza oficjalnie nadane mu ziemie. Dwadzieścia lat po odnowie Neverwinter w miejsce to wróciła arystokracja, a swe siedziby założyły tu liczne potężne rody i organizacje. Szajki przemytników walczą między sobą o utworzenie nowego szlaku przerzutowego nielegalnych towarów, administrację i władzę sądowniczą coraz częściej przeżera korupcja, zaś wśród bogatych mieszczan powoli odradza się ruch oporu przeciwko władzy Lorda Dagulta Neverembera. Historia nieubłaganie zatacza koło.

Enklawa
Głównym punktem odniesienia w mieście jest enklawa Lorda Protektora Neverwinter, która odniosła najmniejsze zniszczenia w trakcie kataklizmu. Ten szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że ów dystrykt stał się celem priorytetowym dla Dagulta Neverembera, który umieścił w enklawie ogromne wojska najemników, którzy poprzysięgli mu swą lojalność. Do dnia dzisiejszego jest to najbezpieczniejszy dystrykt zamieszkany głównie przez najbardziej zamożne rody w mieście, gdzie tłumnie przybywają karawany kupieckie wraz z licznymi egzotycznymi towarami z dalekiego południa. Porządku pilnują tu nie tylko wojska najemne, ale także opłacana bezpośrednio z podatków straż miejska złożona niemalże wyłącznie z doświadczonych żołnierzy mintaryjskiego pochodzenia. Swoją siedzibę ma tu też bardzo rozbudowana sieć agentów Lorda Neverembera, którzy będąc jego uszami i oczami inwigilują bogatych mieszczan, a także przenikają rozmaite stowarzyszenia i gildie w mieście w celu wykrycia spisku oraz przeciwdziałaniu korupcji. Skupienie tych trzech struktur obronnych w jednym dystrykcie sprawia, że bardzo trudno jest tu przejść niezauważonym, a szemrane osoby są niemalże błyskawicznie wyłapywane z tłumów, co tłumaczy niechęć do tego miejsca wśród przedstawicieli półświatka.
Czarnystaw
Kolejnym wartym uwagi miejscem w Neverwinter jest dzielnica Czarnystaw znajdująca się po drugiej stronie rzeki, od której miasto zawdzięcza swą nazwę. Także i ona uniknęła większych zniszczeń podczas kataklizmu, ale nie było to dziełem przypadku (jak to miało miejsce z Enklawą), lecz pracowitych rąk jej mieszkańców. W dawnych czasach zmieszkana była głównie przez bogate rodziny, których wielkie rezydencje w znacznej większości oparły się trzęsieniom ziemi jakie nawiedziły Neverwinter w ostatnich latach. Czarnystaw po dzień dzisiejszy usłany jest wielkimi gmachami, które teraz zamieszkane są głównie przez średnio zamożnych mieszczan oraz różne szemrane organizacje. Znaleźć tu można wielki park, w centrum którego znajduje się przykryty wulkanicznym popiołem staw. To właśnie od niego dzielnica bierze swą nazwę.
Po zdobyciu Enklawy Lord Protektor obrał za swój cel Czarnystaw zamieszkany wtedy głównie przez wyjętych spod prawa mieszkańców. Wysłał w tym celu kilka kompanii najemnych z zadaniem przejęcia nad nim kontroli, lecz ich wysiłki okazały się bezowocne. Co prawda udało im się przegonić z miasta największe szumowiny, ale zbrojnej okupacji przeciwstawiły się liczne w tej dzielnicy tajne stowarzyszenia, które za swe siedziby obrały potężne gmachy dawnej arystokracji Neverwinter.
Chcąc uniknąć kolejnej wojny domowej Dagult Neverember wycofał wszystkie wojska z tego rejonu z wyjątkiem jednej kompanii najemnej, która ma swój posterunek tuż naprzeciw świątyni Torma.


Rzeczny Kwartał
Rzeczny Kwartał bierze swą nazwę od naturalnej bariery, która odgradza go od Wyrwy - rwącej rzeki przecinającej miasto na dwie części. Większość domów jest tu zrujnowana, a w licznych ciemnych zaułkach można łatwo skończyć ze sztyletem w plecach. Niegdyś zamieszkana przez rzesze kupców i rzemieślników, teraz jest domem dla rzezimieszków i nierządnic, a jakby tego było mało to jest tu także dosyć spora populacja orków z plemienia Wielu-Strzał, którzy kontrolują ponad połowę odgrodzonej murem od reszty miasta dzielnicy. To właśnie obecność Vansiego i jego legionu uniemożliwia Dagultowi i jego najemnikom zaprowadzenie porządku w Rzecznym Kwartale. Na razie trwa tu względny pokój między obiema stronami, ale ruch wojsk i gromadzenie zapasów po obu stronach miasta świadczy o tym, że konflikt jest raczej nieunikniony. Wejście do Rzecznego Kwartału jest pilnie strzeżone przez mintaryjską straż, która dokładnie sprawdza wszystkich tych, którzy chcą dostać się do dzielnicy Czarnystaw. Aby móc przedostać się przez bramy wymagany jest glejt wydawany bezpośrednio z ręki samego Lorda Protektora, ale ostatnimi czasy coraz więcej w okolicy pojawia się falsyfikatów.

Wyrwa
Południowo-wschodnia część miasta leży w kompletnej ruinie dosłownie zrównana z ziemią przez potężne trzęsienie ziemi, które nawiedziło Neverwinter blisko dwie dekady po wojnie domowej. W centrum tej jałowej krainy zieje ogromna przepaść sięgająca mrocznych korytarzy Podmroku, a być może nawet głębiej. Z jej wnętrza cały czas bucha ogień wypluwając na ziemię bestie z piekła rodem, które dosyć często o zmroku przeprawiają się przez rzekę i polują na mieszkańców Rzecznego Kwartału kierując się nieokiełznanym głodem ludzkiego mięsa. Podobno na samym dnie kanionu znajduje się jezioro zamieszkane przez tajemnicze stwory z głębin, które poznały moc kontroli umysłu, lecz są to niepotwierdzone plotki rozpowiadane głównie przez najbardziej szemranych mieszkańców Neverwinter. Jedno jest niemal pewne; zbyt długie przebywanie w pobliżu wyrwy prowadzi do dziwnego uczucia niepokoju, gwałtownych zmian nastroju, a nawet paranoi.

~ fragment z ,,Przewodnik po Wybrzeżu Mieczy”
autorstwa Volothampa “Volo” Geddarma


 
__________________
[URL="www.lastinn.info/sesje-rpg-dnd/18553-pfrpg-legacy-of-fire-i.html"][B]Legacy of Fire:[/B][/URL] 26.10.2019

Ostatnio edytowane przez Warlock : 15-05-2016 o 02:02.
Warlock jest offline