Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 13-05-2014, 22:21   #172
Anonim
 
Reputacja: 9140 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Ciężko opisać co się wydarzyło na tej bezpańskiej działce w chwili eksplozji bomby. Vel poświęcił swoje życie próbując zabrać ze sobą zwyrodniałego skurwysyna, który zamordował i zgwałcił (w tej lub odwrotnej kolejności) kilkoro miejscowych dzieci. Dziwne zrządzenie losu chciało, żeby zboczeniec upodobał sobie miejscówkę Vela. A może po prostu sprawdzał co się działo z jego zamordowanym kumplem, z którym współpracował przy procederze oszukiwania starszych ludzi w zaciąganie kredytu na garnki i poduszki? Tego niestety nigdy nie dowiemy się, bo nawet w przypadku eksplozji miejscowa prokuratura rejonowa wcale, a wcale nie zainteresuje się tym procederem (zresztą, o którym donosi prasa brukowa już od bardzo dawna, wydaje się, że prasa "poważna" jest w zmowie z tymi świniami) i odmówi wszczęcia dochodzenia. Śledztwo będzie wyłącznie dotyczyło trzech trupów znalezionych po pożarze na terenie działki. W tym jedynie jednego kompletnego. Bo przecież to kompletnie miało związku, że bydlak pedofil morderca był zatrudniony w tej, a nie innej firmie. No nic. Być może słowo to było nadużywane przez ostatnie dziesięciolecia przez różne mniej lub bardziej poważne persony, ale bezsprzecznie w takich przypadkach trzeba ujrzeć ogrom korupcji w szeroko pojętym systemie. Czyny, a nie słowa pokazały kto jest bohaterem, a kto tchórzliwym parchem zasługującym jedynie na śmierć i potępienie.

Vel, którego ciało zwęglało się w postaci pinokia nie czuł bólu. Dobiegł bez problemu do pozostawionej wcześniej bomby i przestawił zegar na jedną sekundę. Następnie połączył kabelki, które wcześniej porozłączał. Odliczanie rozpoczęło się i chwilę później skończyło się. Czas jakby na moment stanął w miejscu. Wśród płomieni pojawił się Duch Świąt Teraźniejszych w swoim bogato zdobionym stroju jakby z epoki mitów greckich. Vel odczuł nutę zirytowania, gdy pomyślał, że nawet w takiej chwili musi użerać się z tymi dziwakami, którzy doprowadzili go do obłędu. Tym razem było jednak inaczej. Duch powiedział tylko:
- Dziękuję. - i nastąpiło eksplozja.

W pobliskich budynkach popękały okna. Pijany Waldemar przekręcił się na drugi bok. Później zostanie zatrzymany i przesłuchany. O dziwo skończy lepiej niż Zenon, bo Sąd nie przychyli się do wniosku o tymczasowe aresztowanie i Waldek wróci na ulicę już po świętach. Zdzich przewrócił się. Na posterunku stał jedynie Bimbromanta.

W chwili eksplozji skurwysyn nazwany w komórce innego chuja jako "Lama-7" wyskakiwał z okna. Miał wrażenie, że Ryszard wcale go nie będzie próbował łapać. Miał równocześnie nadzieję, że nie zabije się od tego skoku. Miał wiele. Eksplozja go zaskoczyła. Ognie i odłamki budynku oplotły go, gdy był już w powietrzu. W filmach zazwyczaj taka osoba jest pchana przez powietrze i lata niby jedna imperialistyczna postać z majtkami na wierzchu, ale w rzeczywistości taki wybuch w najlepszym dla niego razie połamałby go i rzucił gdzieś daleko. Zainterweniował jednak Ryszard. Otóż ździebko wystraszony wybuchem Bimbromanta wypuścił z siebie powietrze tworząc tarczę ogniową równocześnie sprawiając, że zbok zawisł w powietrzu - z jednej strony pchany przez siłę eksplozji, a z drugiej przez ognisty oddech Rycha. Na oczach Ryszarda Lama-7 został starty na proch i kawałki bardzo spalonego mięsa i kości. Wyglądało to drastyczniej niż koniec nazistów w Poszukiwaczach Zaginionej Arki. I realistyczniej. Coś jakby polać benzyną dwie wielkie szlifierki, podpalić i potem przytulić nimi zwyrodnialca.

Psiarskie, pożarnicy, karetki, saperzy - zaraz w okolicy zaroiło się od tych wszystkich "służb". Zdzicha i Ryszarda w tym czasie nie było już w pobliżu. Zwyczajnie poszli sobie. W kolejnych tygodniach patrzyli na nagłówki gazet. Oczywiście o eksplozji była mowa. W każdym razie Ryszard wypatrywał czego innego - czy zwyrol dalej atakował. Ale okazało się, że nie. Że poświęcenie Vela wystarczyło, żeby wyeliminować gnoja.

Święta zostały uratowane.

A co stało się z dziewczyną, która znała zwyrola i jeszcze do tego oskarżała Vela? Ryszard i Zdzich jeszcze ją spotkali w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innych okolicznościach. Ale to już inna historia.

KONIEC
Dziękuję wszystkim za grę.
 
Anonim jest offline