Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-07-2014, 20:54   #4
valtharys
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 5242 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
“Ścieżka sprawiedliwości wiedzie przez nieprawości samolubnych i tyranię złych ludzi. Błogosławiony ten, co w imię miłosierdzia i dobrej woli prowadzi słabych doliną ciemności. Bo on jest stróżem brata twego i znalazcą zagubionych dzieci. I dokonam na tobie srogiej pomsty w zapalczywym gniewie i na tych, którzy chcą zatruć i zniszczyć moich braci. I poznasz, że ja jestem Pan, kiedy wywrę na tobie swoją pomstę”

Wiedziony słusznym gniewem Jeremiah’a Johnston zostawił zgliszcza kościoła za sobą i ruszył w ślad za tym, który zabrał mu spokój. Wszystko, w co wierzył i przez ostatnie lata osiągnął, zostało obrócone w popiół i pył. Wielebny czuł, że taka właśnie była wola Pana, więc ponownie wstąpił na ścieżkę krwi i przemocy. Nie chciał tego. Pragnął spokoju i zapomnienia, które co noc odnajdywał w modlitwie i butelce whisky. Teraz jednak nie miało to znaczenia, bowiem ponownie w jego dłoniach znalazła się broń. Pomimo tego, że rozstał się z nią na długie cztery lata, że leżała w ciemnej, czarnej skrzyni, to nadal była to jego broń. Gdy tylko znalazła się w jego rękach, mężczyzna poczuł się pełen. Dawne wspomnienia, tego kim był wróciły do niego momentalnie i mężczyzna wyczytał inskrypcję wyrytą na lufie Colta Peacemakera.

“Bóg stworzył człowieka, lecz to Colt wywyższył ich ponad innymi”


Wąskie, niemal cielista usta rozszerzyły się w lekkim uśmiechu, a krzaczaste brwi rozdzielone pionową zmarszczką delikatnie uniosły się do góry. Jemeriah’a był wysokim, dość dobrze zbudowanym mężczyzną, choć patrząc na jego zadbane dłonie, można mylnie było wziąć go za człowieka, który nigdy wcześniej nie ubrudził sobie rąk. Ciemnobrązowe, sięgające ramion, długie, proste, włosy idealnie pasowały do jego pociągłej twarzy. Na niej widoczny był dwutygodniowy zarost, w którym zarówno wąsy, jak i broda były w kolorze ciemnobrązowym, choć gdzieniegdzie prześwitywały pojedyncze, rude włosy. Jasne, duże oczy spoglądały na wszystko ze spokojem i lekką obojętnością, choć często czarny, filcowy kapelusz z szerokim rondem je zakrywał. Mężczyzna nosił trzy częściowy, czarny i dobrze skrojony garnitur, spod którego wystawała idealnie biała koszula. Pod kołnierzykiem można było dostrzec zapiętą koloratkę, która to dopiero mogła nakierować innych, iż ów mężczyzna ma coś wspólnego z kościołem i wiarą. Co jakiś czas mężczyzna sięgał po zegarek na łańcuszku przypiętym do guzika kamizelki i sprawdzał, która godzina. Przy boku miał przymocowany rewolwer, dobrze zakryty przez długi, zniszczony, szary płaszcz. Początkowo nic nie wskazywało, że będzie musiał dzielić się z kimś zemstą, lecz jak się okazało nie zbadane są wyroki Pana. Los zetknął Wielebnego z grupą innych łowców w Artesii, gdzie dołączył do nich. Skoro Bóg postawił na jego drodze innych sprawiedliwych, nie mógł odrzucić takiej “oferty”. Od początku mężczyzna zdawał sobie sprawę, jak piekielnie ciężkie może być to zadanie, a skoro na jego ścieżce pojawili się inni jemu podobni, postawił dołączyć do nich.

Słońce tego dnia mocno dawało się we znaki i pot spływał obficie po czole jednego z jeźdźców, jednak znosił on w milczeniu ten stan rzeczy. Grupie przedstawił się jako Jeremiah’a Johnston, lecz prosił by zwracano się do niego Wielebny. Jechał jako jeden z ostatnich w szeregu, paląc cygaro i rozglądając się bacznie. Nie raz, nie dwa brał udział w takim “polowaniu”, lecz tym razem czuł, że przeciwnik jest wyjątkowy. Nie bez powodu nazywano go Diabłem i Wielebny miał wrażenie, że to może być jego ostatni pościg. Zmęczenie dawało o sobie znać coraz mocniej, więc coraz częściej mężczyzna sięgał po manierkę wypełnioną, niegdyś zimną wodą. Na szczęście Tigget dał znak, że nadeszła pora postoju i odpoczynku. Przez te kilka dni obserwował szeryfa i musiał powiedzieć, że mężczyzna sprawiał pozytywne wrażenie. Było widać, że zna się na swojej robocie i zamierza ścigać Harpera, choć by miało mu to zająć całe życie. Widać było, że i jemu zaszedł za skórę. Chyba wszystkim tutaj zebranym, bowiem nikt o zdrowych zmysłach i tylko dla pieniędzy nie porwał by się na coś takiego.

Postój. Dla niego i dla Joshu'ego, bo tak nazwał konia, był czymś naprawdę upragnionym. Koń dostał jedzenie, które właściciel specjalnie trzymał w jukach i trochę wody. Nie zamierzał podróżować w taki upał na pieszo, więc wolał mieć pewność, że jego wierzchowiec wytrzyma podróż. Tym bardziej, że to też stworzenie Boże, więc trzeba się nim odpowiednio zajmować, a ono w swoim czasie na pewno się odwdzięczy.

Gdy tylko dowiedział się z kim przyjdzie pełnić mu wartę, przyjął to skinieniem głowy. Dostali czwartą wartę, praktycznie najgorszą, bowiem wtedy sen jest najprzyjemniejszy, a i ludzkie oko najsłabsze. Nie mógł nic na to poradzić, więc rozłożył się na ziemi i zaczął czytać Biblię. Choć padał z nóg, postanowił jeszcze się pomodlić i porozmawiać z Bogiem, jak czynił to codziennie przez te cztery lata. Colt ciągle tkwił w kaburze, a Winchester 1876 został umieszczony pod kocem, pod którym i on leżał. Gdy skończył czytać, zamknął Biblię, odkładając ją na bok, choć ciągle w głowie brzmiały ostatnie wersy pisma.

Usta sprawiedliwego głoszą mądrość
i język jego mówi to, co słuszne.
Prawo jego Boga jest w jego sercu,
a jego kroki się nie zachwieją.

Czuł, jak zmęczenie ogarnia jego ciało, więc zamknął oczy. Musiał odpocząć, bowiem gdy przyjdzie jego kolej, musiał być wypoczęty i gotowy. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie noc. Jak powiadają, diabeł nigdy nie śpi.
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline