Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-07-2014, 12:15   #3
Szarlej
 
Szarlej's Avatar
 
No to lecimy...

Główny zły

Lost tutaj przyznam, że trafiłeś idealnie. Do sesji zgłosiłem się na zasadzie "a shima, zagram se" do tego dwóch innych użytkowników namówiło mnie by z nimi zagrać. Miałem mało czasu a uganianie się po ruinach tylko z celem przetrwania jakoś mnie nie pociągało. Większość MG nie potrafi tego poprowadzić w sposób ciekawy nawet na żywo. Takie sesje są nudne i bez akcji bo albo idzie się po sznurków albo snuje się po ruinach bez szczególnych wydarzeń po za "to wyskakuje na was X mutków". Ciebie Lost też niezbyt kojarzyłem, może z jednej czy drugiej dyskusji ale nie z żadnej sesji, którą prowadziłeś. W skrócie byłem nieprzekonany nastawiony na to, że sesja padnie a ja przez parę postów najwyżej się z Fabianem trochę wspólnie pobawię a potem zgadam się na sesje na żywo.

I totalnie ale bardzo przyjemnie mnie zaskoczyłeś. Przełomem była akcja z Opadem. Nie lubię gdy ktoś próbuje zabić moje postacie. Mam na to alergię. A do tego robiłeś to tak klimatycznie, że nie mogłem nie wsiąknąć w sesje. Chociaż wcześniej ładnego kopa dało mi starcie z Rudym. O czym więcej dalej.

Klimat był na pewno mocną stroną sesji, od początku do końca. Atmosfera zaszczucia, upadku świata wyszła Ci znakomicie.
Kolejnym olbrzymim plusem byli NPC. Czuło się, że każda napotkana postaci żyje. Ma swoje marzenia, cele, słabości... To jest rzadkie. Większość MG opracowuje tylko głównych BNów resztę traktując jako "żołnierza 5".
Nie można też zapomnieć o walkach. Odgrażałeś się, że będzie trzeba kombinować, myśleć taktycznie i w 100% to spełniłeś. Jak najbardziej na plus. Rany bolały, kule świszczały a ja kombinowałem jak rozwalić tego sku... banego kolesia.
Ogólne tło konfliktu gdzie nie ma dobrych i złych w miarę wyszło. Chociaż dla mnie mutki to ciągle gorsza opcja ale dobrze, że wprowadziłeś takie postacie jak Silny czy incydenty jak ich karawana z dziećmi. Wydaje mi się, że miejscami wzorowałeś się na konflikcie w Afganistanie. Niektóre wybory przed jakimi nas stawiałeś były naprawdę ciężkie, nawet gdy moja postać bez wahania po raz kolejny ściągała spust to ja się zastanawiałem czy nie nagiąć jej charakteru.

Mógłbym wymieniać tak długo. Różne drobne smaczki jak chociażby Pamiątki (specjalne cechy BG nabywane podczas sesji) czy szczegółowe opisy broni. Wszystkie zapadające w pamięć akcje. I tak bym czegoś zapomniał. Podzielę się zamiast tego anegdotką. Zaraz na początku sesji grałem na żywo z Fabiano i Mono. Ten drugi akurat prowadził i został przez nas obskoczony w stylu: "bo teraz gramy w taką klimatyczną sesje na forum i chcemy u Ciebie podobne motywy".

Żeby nie było za różowo i słodko to co mi się nie podobało. Przeciwnicy. Nasi BG byli robieni za małą liczbę punktów umiejętności i siłą rzeczy musieliśmy ostro ich przyciąć. NPC w pewnym momencie zaczęli nas mocno przerastać. Chociażby pod koniec było to widać w umiejkach walki. Dla przykładu odniosę się do swojego BG. Randall miał budowę na 12, zręczność i charakter na 15 oraz spryt i percepcje 10. Z pakietu broń strzelecka pistolet 2 i karabin 4. Chyba tylko Wayland był od niego lepszy w walce. Lynx strzela się z Carlosem a ten drugi ma zręczność 14 i karabin 4. Do tego wysoką budowę sądząc po opisie i nie wiele mniejszy charakter. No ale mógł być ślepy i głupi. Mimo to jeden z Tarczowników strzelał jak weteran Posterunku. Tilda zręczność 16 i pistolet 2. Współczynnik wyższy od każdego z BG a nie wierze, że charyzmatyczna szefowa łowców miała niski spryt czy percepcje. O tyle o ile mi to nie przeszkadzało w walce z Rudym czy czytając akcje Silnego, którzy byli kimś to w przypadku słabszych przeciwników lekko drażniło. Większa pula na umiejki większości NPCów sprawiała, że nawet w sesji shimy czułem się lekko nie fair.

To był jedna jedyny minus świetnej sesji jak dla mnie.

Tym co polegli

aveArivald naprawdę szkoda mi Szajbusa zapowiadał się ciekawie. Zarówno pod względem akcji w czasie postów jak i historii, co go pchnęło do polowania na mutki. Szczególnie jakby dostał się między Fraya i Kinga, jak kiedyś żartowaliśmy miałby własnego anioła i diabła na ramieniu doradzających sprzeczne rzeczy. Szkoda, że opad i psychopata z shotem skończyli jego życie.

Fabiano ech... Było trza się mnie słuchać i profilaktycznie strzelać A tak bardziej poważnie to szkoda, że Mars zginął. Moglibyśmy wspólnie zapolować na Dentystę. Koncept rozpijaczonego łowcy mutantów, ciągle z pewną moralnością był ciekawy. Ale mięczaki umierają

Lechu Nathan czyli człowiek z rodziną w środku wojny, na długo zapadnie mi w pamięć. Twardy koleś, który jednak potrafi kochać i dbać. Bardzo fajna kreacja mimo, że narzucona przez MG a tym samym ciężka do odegrania. Ciekawe były dwa obozy, które się kształtowały Randall z Ezem i Nathan z Lynxem. Mógł być z tego dość ciekawy konflikt szczególnie jakby Maria i King się wtrącili. Jak to w postapo pozytywny bohater zginął od strzału w plecy negatywnego.


Ci którzy dołączyli

Kanna to już nasza druga wspólna sesja w shime. Maria była fajną ostoją moralności w ekipie i często spajała ekipę, która bez tego mogła się łatwo rzucić sobie do gardeł. Ciekawa kreacja, która dodała sporo klimatu.

Merill w końcu dłużej razem pograliśmy. Mimo, że znałem Lynxa wcześniej czytało mi się Twoje posty z przyjemnością. Cieszę się, że idea Zwiadowczego wyszła po za moje sesje. Koncept wojaka uciekającego przed przeszłością może i jest oklepany a mój BG parę razy z niego szydził to odegrałeś mistrzowsko. Dowód na to, że nie trzeba się silić na mega oryginalność, żeby wyszła genialna kreacja. Od pewnego momentu odbierałem Waylanda jako równowagę dla mojego BG, nie raz go stopującego bo Fray dobrze wiedział, że Lynx bez ostrzeżenia wpakuje mu kulkę w plecy jeżeli przegnie. Zobaczymy jak to wyjdzie. A duet Posterunkowców to potęga i basta!

Towarzyszom w doli i niedoli...
...czyli ci z którymi od początku próbowałem przeżyć w postapokaliptycznych ruinach

Bebop nie będę ci słodził i wychwalał Eza bo za często to robię. Jak mi się podobał ten koncept nie raz wspominałem. Uwielbiałem ten pokręcony duet, który razem knuł, szanował się a jednocześnie chciał się wymordować.
Wybacz, nie mogę się powstrzymać. Wygrałem! 7:4 Dla wyjaśnienia na początku sesji założyłem się z Bebopem czyja postać zabije więcej innych postaci, zarówno NPC i BG. Za każdego ubitego człowieka liczył się jeden punkt. Plotką jest jakobyśmy przez to mordowali bez powodu. Morganowie zostali zabicia dla masek przeciwgazowych, nie dla zyskania przewagi w zakładzie

Dziadek Zielarz King był ostoją starych czasów i jak dla mnie bardzo ciężką do odegrania postacią. Humanitaryzm nie zapewnia długiego życia w postapo. Wyszło genialnie tym bardziej, że Clyde pod wpływem wydarzeń ewoluował. Uwielbiałem nasze dialogi gdy obaj BG siadali i dyskutowali. Z każdym innym rozrywałem interakcje by moja postać coś współgrała, Fray siadał z Clydem, żeby pogadać. Tym bardziej cieszę się, że innym też się dobrze to czytało. Trzeba jeszcze walnąć jakiś dialog na zakończenie. Ciekawe jak to wyjdzie w drugiej części i czy nasze upiory długo jeszcze będą tańczyć.

Psychopatyczny socjopata czyli mój BG

Parę słów o Randallu bo wiem, że był dość mieszanie odbierany. Jego motywacji nie ujawnię bo jakimś cudem nikt go nie zastrzelił ale trochę o genezie. Pierwotnie miałem tylko luźny koncept. Na pierwszy rzut oka miał to być w porządku koleś, rzadko walczący a dużo gadający. Może lekko manipulujący. Dopiero w przypadku znacznego zagrożenia miała pokazać się jego prawdziwa natura. Postać miała być dwubiegunowa, z jednej strony uśmiechnięty autostopowicz z drugiej psychopatyczny morderca. Nie wyszło bo Lost od razu rzucił mnie na głęboką wodę i psychoza Fraya wyszła niemal natychmiast. I potem ewoluowała, swój ostateczny kształt mocno zawdzięcza MG i Zielarzowi.

Luźno inspirowałem się Randallem Fragiem z "Bastionu". Najlepiej miał go opisywać chaos. Dlatego czasem podejmował impulsywne decyzje a wręcz czasem prosiłem MG o rzut w zależności od którego różnie bym nim kierował. Fray z założenia miał nienawidzić kłamstwa (tutaj lekka inspiracja "Lucyferem"), być dumny i mieć manię na punkcie adrenaliny (w pierwotnym koncepcie przez początek sesji byłby na "odwyku") oraz napajać się cudzymi negatywnymi emocjami. Do tego miał cenić silne charaktery, które kierują się sztywnymi zasadami. Dlatego lubił Kinga, szanował Ezechiela a od przywódcy rebeliantów wziął taką a nie inną zapłatę.
W trakcie sesji stwierdziłem, że w zależności od poczynań innych będzie się lekko uspokajał (jednak psychoza by nie zanikła) lub jego stan będzie się pogarszał. Cóż... Każdy po za Kingiem mu mówił jaki to jest popaprany, Maria próbowała go zabić... Poszło w wiadomą stronę. Szczególnie pod koniec jak spotkał Łowców i zauroczyło go spontaniczne okrucieństwo Tesy.

Co Randall chce osiągnąć? Bo swój cel ma. Zobaczymy czy wyjdzie w dalszej części sesji. W tym szaleństwie jednak jest metoda

Ulubione momenty

Było ich wiele ale opiszę je pokrótce chociaż z pewnością coś pominę.

Podchody z Rudym - tutaj po raz pierwszy w tej sesji poczułem klimat pościgów, łowcy i zwierzyny z zmieniającymi się rolami. Chyba mój ulubiony pojedynek.

Ubicie mutanta topiącego ciała - mimo, że był to tylko fragment opisu MG, krótka wstawka o tym jak Fray pokonuje osłabienie by ubić tamtego na długo zapadnie mi w pamięć.

Masakra Morganów - jak dla mnie najbrutalniejsza akcja na sesji, jednocześnie bardzo shimowa. Człowieczeństwo, człowieczeństwem a przetrwanie, przetrwaniem.

Walka z maszynami - nie zapomnę jak na gg na bieżąco komentowałem ją z Merillem. Chyba nigdy tak bardzo się nie wczułem w scenę batalistyczną. Na początku było to podejście "okey, nowi przeciwnicy, rozwalimy ich a potem się poszabruje" by zaraz potem przejść do fazy "co ten MG zrobił, nie mamy szans, wszyscy tu zginiemy". Walka z cyborgiem była przełomem, tutaj pojawiła się zaciętość, chęć zniszczenia przeciwnika nawet kosztem życia postaci. Potem było już tylko "dobra MG, dawaj następnych". A wszystko podczas jednej kolejki.

Motyw z cyborgiem - kurczę, żałuje, że nie odczytałem wiadomości, że Fray kojarzy kobietę podczas walki. Bardzo mnie wciągnął ten wątek i liczę na jego kontynuacje.

Finał - ale o tym nie będę więcej pisał bo jeszcze go nie wrzuciliśmy.

Na koniec

Dziękuję wszystkim za grę. Była to jedna z lepszych sesji jakie grałem na LI. Cieszę się, że mogłem tam być i z Wami bimber pić.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem