Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-08-2014, 19:48   #1
Rodryg
 
Jadeitowy Regent - Dziedzictwo Brinnewall


Sandpoint na pierwszy rzut oka sprawiało wrażenie spokojnej mieściny w której nic się nie dzieje a życie płynie spokojnym nudnym nurtem... i był to zapewne dość częsty błąd jaki popełniali przyjezdni. Ci mniej zorientowani zapewne nie dali by wiary że kilka lat temu miasto stanęło w płomieniach w końcu trudno było dostrzec ślady tych wydarzeń a odbudowa odbyła się w niewiarygodnym tempie. Wbrew przeciwnościom jakie stawały jej na drodze tutejsza społeczność wciąż silnie stała na nogach nie uginając się pod próbami jakim poddawał ją los. W ostatnich latach nawet pozycja Sandpoint uległa wzmocnieniu co oczywiście wiązało się z rozkwitem miasta jak i przepowiedniami rychłego nieszczęścia przez kilku czarnowidzów w końcu tacy zawsze się znajdą. Nieszczęście nie nadeszło za to pojawiły się problemy w postaci wszystkim znanych i znienawidzonych goblinów. Zielone pokraki z niezdrowym zamiłowaniem do ognia dostały w swe łapy proch i fajerwerki co wystarczyło by dodać im odwagi do przypuszczenia ataków na tutejsze szlaki. Co prawda nie było jeszcze śmiertelnych ofiar ale całe zamieszanie odbijało się na tutejszym handlu co oczywiście skłoniło tutejszą radę miejską do podjęcia odpowiednich działań. Przywrócono zniesioną kiedyś nagrodę od goblińskich uszu w wysokości dziesięciu złotych monet od pary, dodatkowo temu kto dostarczy łeb wodza klanu Ropucholizów przysługiwała nagroda w wysokości trzystu sztuk złota. Mimo tego nie znaleziono zbyt wielu ochotników a z każdym dniem coraz więcej osób robiło z tego temat do dyskusji a raczej narzekania. Od czasu do czasu zdarzały się dyskusje w których ktoś deklarował chęć wyprawy na bagno i rozprawienia się z kłopotliwym klanem goblinów. Ale jak to zwykle bywa przejście od słowa do czynu wcale nie było takie łatwe. Oczywiście najlepszym miejscem dla takich wywodów były miejscowe tawerny....




Rdzawy Smok był bezsprzecznie najlepszą karczmą w mieście po części dla tego że Ameiko była dość znaną i szanowaną osobą w mieści ale głownie dlatego ze starała się utrzymać przyzwoity poziom tak by przybytek odróżniał się od innych mu podobnych. Tak więc dostawało się taki trunek za jaki się płaciło a nie chrzczony alkohol nie wiadomego powodzenia, także wnętrze było bardziej przyjazne i mile dla oka oraz nie witało gości nieprzyjemnymi zapachami jak to się zdarzało w innych karczmach. Dzień miał się ku końcowi i zajazd powoli zapełniał się gośćmi chcącymi odpocząć po dniu pracy oraz przedyskutować tutejsze sprawy w gronie znajomych. Goście mogli bez problemu dostrzec właścicielkę zajazdu w towarzystwie Sandru, siedzieli przy jednym ze stolików żarliwie dyskutując na sobie tylko znany temat. Ci mniej podbici i zarazem bardziej spostrzegawczy zauważyli by też stolik na uboczu gdzie przesiadywał tutejszy szeryf Belor Hemlock widocznie był już po służbie. Chciał odpocząć zwłaszcza po tym jak ostatniego czasu naciskano go by to straż podjęła bezpośrednie działania w sprawie ostatnich problemów.

Caldwen


Do karczmy weszła Koya tuż za nią zaś wmaszerował gnom który w mieście był od niedawna jak ludzie gadali jego rodzina była z nią zaprzyjaźniona i cały jego pobyt miał charakter przyjacielskiej wizyty. Starsza kapłanka od razu pożegnała się ze swym małym kompanem i skierowała kroki w stronę Sandru i Ameiko w końcu cała ich dyskusja także jej dotyczyła. W gnoma zaś wlepiło spojrzenie kilkanaście par oczu jak był co najmniej jakimś dziwem, mimo że był w mieście od niedawna to zdążył się zaznajomić z niektórymi mieszkańcami lub też zaleźć im za skórę. Gnomy były znane ze swej aktywności ale sam Caldwen zdążył dość aktywnie zwiedzić część miasta zwracając na siebie uwagę tutejszych mieszkańców w czasie tego procesu. Co złośliwsi mawiali że chyba musieli go pod kluczem w domu trzymać skoro zachowywał się tak jak by nigdy nie był w większym mieście. No i jeszcze niektórzy twierdzili że jest czarodziejem lub czymś w podobie choć inni twierdzili że jest to bzdura i zwykłe gnomie sztuczki.

Aberon Axelrod


Wśród gości zajazdu był też mieszkający tutaj od niedawna były najemnik obecnie odpoczywający po dniu pracy. Jak ludzie mówili osiedlił się tutaj po tym jak otarł się o śmierć podczas eskortowania karawany kupieckiej gdy podczas zwiadu natknął się na zgraję goblinów. Ocalał jednak dzięki bystremu oku i pewnej ręce Shalelu zaś co bardziej złośliwi twierdzili że to obecność elki skłoniła mężczyznę do pozostania tutaj a nie wizja śmierci i osądu przez Pharasmę. Jednak to z czego był znany to jego biegłość w walce bez broni jak niektórzy mnisi ale nikt nigdy nie potwierdził by był członkiem któregoś z zakonów nie wspominając już o tym że nie słyszano o mnichu walczącym w zbroi.

Arabel Selame

Niedługo po starej kapłance i gnomie wmaszerowała dość urodziwa kobieta która już w progu została przywitana przez Ameiko szerokim uśmiechem i skinieniem głowy na powitanie. Arabel bo tak miała na imię była młodą paladynką wywodzącą się z tutejszej niewielkiej rodziny szlacheckiej, kilka lat temu było głośno o tym że wyruszyła na krucjatę do Mendev. Jednak prawdziwą sensacją był jej niedawny powrót do Sandpoint w końcu mało kto wracał z takiej wyprawy żywy. Oczywiście pojawiły się i takie głosy które snuły teorie że kobieta straciła bożą łaskę lub tez nawet sprzymierzyła się z demonami byle tylko uniknąć śmierci z ich ręki. Było to oczywiście bzdurą w końcu osoba o tak przyjaznym i radosnym usposobieniu nie mogła być sprzymierzona ze złem zaś każdy kto miał choć blade pojęcie o sprawach bożych mógł stwierdzić że wciąż cieszy się ona przychylnością bogów.
 
Rodryg jest offline