| Fitzpatrick, Noiret, Bailleu, Daniłłowicz, Castlereagh. Hall w rezydencji sir Roberta wieczór 10 V.
Lord poatrzył na zebranych, na jego wąskie usta wypłynął lekki usmieszek. Pochylił sie ku Casparowi i szepnął mu do ucha : - Poatrz naszym wilczkom wydaje się, że mogą stawiać nam warunki. Żyją tylko dzięki nam i tylko dlatego, że są dla nas użyteczni. Ach ci Francuzi... - westchnął i dorzucił.
- Będziesz musiał narzucic im swoje reguły gry inaczej, gdy znajdą się we Francji, kto wie co strzeli im do głowy.
Wyprostował się i przybrał typowo "angielski ton" :
- Chciałbym żebyśmy się dobrze zrozumieli. Macie być panowie bezwzględnie posłuszni sir Fitzpatrickowi. Dla niektórych z was może łatwiej będzie się z tym pogodzić, jeśli dowiecie się, że sam Georges Cadoudal żąda tego. Co jest karą dla zdrajców szuańskiej sprawy wiecie.
Zawiesił na moment głos. - Co zaś do zadania... Będziecie wiedzieć dokładnie tyle ile Korona Brytyjska i lord Fitzpatrick uzna za stosowne. Mówiąc krótko : po udanej wyprawie z jednej strony spokojne życie w Anglii, lub Francji po obaleniu korsykańskiego karła, sława i bogactwo, z drugiej śmierć jeśli zawiedziecie. Wolna i bolesna.
Powiódł po zebranych zimnym wzrokiem i suchym tonem dorzucił : - Dziś prześpicie się tutaj, służba wskaże wam pokoje i poda kolację. Jutro rano doręczone zostaną wam koperty z dalszymi instrukcjami.
To wszystko.
Ponownie zwrócił się do Caspara :
- Ciebie zaś proszę jeszcze na chwilę rozmowy w gabinecie. Noiret, Bailleu, Daniłłowicz
Kiedy służba odprowadziła trzech mężczyzn do budynku, który najwidoczniej kiedyś służył służbie lorda za pomieszczenia. To prosty prostokątny budynek stojący w odległości ok 200 yardów z tyłu posesji.
Parterowy, składa się z małych, pojedynczych izb (ok. 5 na 5 yardów ) z pojedynczym oknem wychodzącym na spory sad. Wyposażenie spartańskie. Pojedyncze łóżka, szafa, stół, taboret, na nim miednica, obok spory dzban z wodą.
Służący, którzy was tu przyprowadzili ( same barczyste i milczące typy ) udzielili wam tylko krótkich informacji : zakaz rozmów między sobą i opuszczania pokoi po zmroku, czyli za około pół godziny,wtedy też przuniesiony zostanie posiłek, być do dyspozycji o świcie i... tyle. Fitzpatrick, Castlereagh. Gabinet sir Roberta.
Lord zwrócił się do swego gościa.
- I cóż Casparze o nich sądzisz ? ich dossier już przejrzałeś, teraz miałeś okazję zobaczyć. Masz jakieś uwagi ? Zapewniam Cię, że jeśli któryś nie znalazł uznania w Twych oczach... Wszak to tylko cudzoziemcy dodał wzruszając ramionami.
__________________________________________________ __________________________ Le Blanc, Claudel, lady Esthera,pani Lajolais. Bawialnia w rezydencji Castlereagha wieczór 10 V.
Panie chwilę jeszcze poplotkowały, po czym Mathilda w towarzystwie swej nowej służącej udała się do sypialni na piętrze.
Tam Louise zajęła się przygotowywaniem łóżka, dla dziewczyny, ta zaś usiadła w fotelu przy kominku i zapatrzyła się w ogień.
Miała sporo do przemyślenia. Zapadła cisza, przerywana jedynie trzaskaniem płonących szczap.
__________________________________________________ __________________________ gen. Wymierski Paryż, brama naprzeciwko domu płk Lajolais. Wieczór 10 V.
Obserwował przez ponad kwadrans krzątaninę naprzeciwko. Wkrótce zapadł zmrok, ale rychło zapłonęły w ogrodzie pochodnie umożliwiając dalszą podglądanie działań żołnierzy.
Po mniej więcej kwadransie pod bramę podjechały dwa zakryte powozy, zaś żołnierze zaczęli wynosić do nich naręcza papierów. Niedługo potem zjawił się i trzeci pojazd, a wysiadł z niego nikt inny jak znajomy już Wymierskiemu viceprefekt.
Usłyszał szmer, za plecami zanim jednak zdążył zareagować poczuł jak jego karku dotknęłą lufa, cichy szept zaś nakazał :
- Sacrableu. Milcz szpiegu, albo twój mózg obryzga tę bramę.
Jednocześnie ubranie i kieszenie zaczęły sprawdzać wprawne ręce napastnika.
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |