Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-09-2014, 22:33   #1
dzemeuksis
 
dzemeuksis's Avatar
 
[FAE] Bójka w karczmie - raport

Raport z Bójki w karczmie na FAE


LINKI


UDZIAŁ WZIĘLI

Huan, wesoły kleptoman (Campo Viejo)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Huan potarł wytarmoszonego kutafona a potem poczochrał sie po rozporku, bo kudły łonowe skręcone jeszcze bardziej przez wyżymanie Bojana tak go swędziały, że aż kucnąć musiał krzyżując kulasy. Dobrze, że za torbę wykidajło mocarnie chwycił, bo noszenie w gaciach jajecznicy nie uśmiechało się złodziejowi.
Wesoły złodziejaszek nie do końca dał się porwać nastrojowi radosnego wygrzewu - przede wszystkim starał się z całej sytuacji wyciągnąć, jak najwięcej osobistych korzyści, rabując ile wlezie. Mimo tego do pojedynków, które zmuszony był toczyć, przygotowywał się pieczołowicie a rozstrzygał skutecznie i z niebywałą fantazją. Szale losu nagrodziły go za to, przechylając się na jego stronę. Kapitalna kreacja.


Bojan, wredny wykidajło (Marrrt)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Świat spowolnił. Zabrzmiały złowróżbne tembry. Barani Łeb miał za chwilę ujrzeć spektakularny koniec najdłuższej z mających tu miejsce bójek. Oto bowiem zrabowany Ricie kościany korkociąg za sprawą huanowej prawicy, pędził celnie niczym ostrze prawdy, ku złowrogiej dupie Bojana, opancerzonej w groźnie wyglądające konopne pantalony. Bogowie wstrzymali oddech...
Deklaracje Marrrta nieodmiennie wywoływały uśmiech na twarzy. Przemyślenia Bojana, chociaż niewyszukane, były przezabawne. Wykidajło był jednym z dwóch faworytów publiczności i w rzeczy samej przetrwał długo, ratując honor obsługi karczmy. Finałowy pojedynek z Huanem był wisienką na torcie w tej sesji.


Hans, Żak Siedmiu Sztuk Wyzwolonych (Aramin)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
- Ty permisywizmie antyspołeczny! - krzyknął i tym razem on zaszarżował na złodziejaszka korzystając z tego, że przez cały czas uważnie obserwował jego ruchy i zwrócił szczególną uwagę na to, jaka będzie pozycja ciała tamtego po uniku alkoholowej odsieczy - po prostu teraz przeszedł z obrony do ataku jako ciało A (był teraz jednością z taboretem), które nieubłaganie zbliżało się drewnianą nogą do ślepia ciała B.
Niepozorny żak Hans zdawał się tak nieszkodliwą postacią, że jakoś nikt się nim specjalnie nie interesował. W efekcie przetrwał do finału i tam zaczął pokazywać pazury. Dodatkowo postać Hansa w przezabawny sposób przydawała karczemnej awanturze specyficznego akademickiego klimatu.


Shackleton, wojownik barbarzyńca 49 poziomu (Anonim)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Shackleton spostrzegł, że w karczmie odchodzi wyjątkowe złe czarnoksięstwo, gdzie rzeczywistość nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Opanowany bezsensem pomaga swoją nadzwyczajną siłą Bojanowi oderwać kawałek swojego ucha, daje mu go na pamiątkę i wychodzi z karczmy.
Ciekawy przypadek: gracz ewidentnie nie bawił się dobrze z kilku powodów (niektóre do wyeliminowania, inne mniej). Nie przeszkodziło mu to jednak wytrwać długo na placu boju i stworzyć przy tym niezwykle barwną kreację barbarzyńskiego wojownika. Postać była dobrze zoptymalizowana i wykorzystywana do bójki, ale w najmniejszym stopniu nie było to robione kosztem klimatu. Odrobinę lepsze rzuty (bądź dozwolenie przerzutów) i Shackleton byłby pewnie wymiatał, zamiast potykać się o własne nogi.


Długi, ponury grabarz (MistrzKamil)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Nagle z rękawa Długiego skapnęło coś cuchnącego na podłogę, kto mógł odwrócił się z obrzydzeniem, a ten korzystając z ich nieuwagi podkradł się za plecy Mercedes.
Długi był narzuconą postacią, co z pewnością stanowiło jakieś wyzwanie, z którym MistrzKamil świetnie sobie poradził. Jego grę najkrócej można określić frazą: krótko, zwięźle i na temat. Widać, że nie lubi się rozpisywać, a mimo to z postaci wyciska soki. Dotrzymuje terminów, akceptuje decyzje mechaniczne - taki gracz zawsze w cenie.


Magnus, czarodziej-akademik (Stalowy)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
O bogowie! Jaki smród! Oplotłem nogi wokół bojanowego pasa i odchyliłem się całą resztą przed ciosem w łeb. Zupełnie jak jaka bezpruderyjna tancerka!
Magnus wniósł do sesji iście pratchetowski klimat nawet nie tyle za sprawą awatara, lecz za sprawą stylu podejmowanych akcji. Czego tam nie było?! Lot koszący, bujanie się na kandelabrze z dzikim wrzaskiem, ciosy z dyńki, obejmowanie nogami przeciwnika w pasie, walka do końca w pięknym stylu a to wszystko w wykonaniu... czarodzieja! To było dokładnie to, o co mi chodziło, kiedy odpalałem tę sesję.


Ungubash, sztukmistrz, gibki akrobata, miejscowa atrakcja artystyczna (Python)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Chwycił tobół łapiąc oburącz za siedzisko i przytknął sobie na wysokość głowy. Po czym wybiegł spod stołu z bojowym okrzykiem: - Na pohybel skurwysynom! - i zaimprowizowanymi baranimi rogami zaatakował najbliższą osobę.
Ungubash stworzył barwną postać, wnoszącą do karczmy wiele kolorytu. Nie bał się wystawić na świecznik, będąc bez wątpienia świadomym konsekwencji, jakie może to przynieść - jako postać stojąca na środku karczmy i dająca występ, był potencjalnie i realnie najbardziej oczywistym celem ataku. Wiele podejmowanych przez niego akcji miało akrobatyczny charakter, co fajnie współgrało z jego profesją. Mógł zdziałać jeszcze więcej, ale skończył zabawę ze względu na rezygnację prowadzącej go osoby.


Rita, potężna karczmarka (rudaad)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Nadzwyczajna jak na nią akrobacja wykonana została z zamiarem urządzenia sobie zabawy w piniatę. Tylko, że zamiast kija miała pieniek rzeźnicki, a zamiast wypchanej cukierkami zabawki czarodzieja Magnusa...
Fantastyczna kreacja niewątpliwie najważniejszej postaci w przybytku zwanym karczmą. Ogłaszając rekrutację miałem nadzieję, że ktoś się zdecyduje na prowadzenie karczmarza, bo sam nie chciałem tego robić a karczma bez karczmarza, to wiadomo. A tu nie dość, że znalazła się chętna osoba, to jeszcze wnosząca do sesji tak wiele niesamowitego koloru, że sam bym się z pewnością nawet nie zbliżył do tego poziomu. Mimo mojej pomyłki, przez którą ku Ricie zwróciło się w pewnym momencie wielu przeciwników, wytrwała długo a o tym, co w tym czasie zdołała zrobić, bardowie będą śpiewać pieśni.


Mercedes, dziewka służebna (Agape)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Nagle poczuła na szyi czyjś cuchnący oddech. Ktoś musiał stać tuż za nią i zważywszy na okoliczności pewnie nie po to by zamówić kolejne piwo. Bez namysłu pchnęła łokciem w tył mając nadzieję trafić napastnika w splot słoneczny.
Mercedes, jako dziewka służebna, ze znajomości karczmy uczyniła swój atut. Bardzo konkretnie wzięła się za "sprzątanie", co przyniosło efekt w postaci zdobycia trofeum Pierwszej Krwi. Niestety dla niej, czy to z powodu niezwykle energicznej, budzącej respekt postawy, czy to z powodu zmasakrowania Krótkiego, stała się obiektem zmasowanych ataków i musiała ulec przeważającym siłom wroga. A szkoda, bo zapewne wniosłaby jeszcze wiele do sesji.


Krótki, tajemniczy kapłan boga śmierci (Vilir)

Kliknij w miniaturkę
Cytat:
Stolik to idealne miejsce do zobaczenia co wyprawia się na galeryjce i wybrania wiru bitwy, w który w niedalekiej przyszłości się rzucę.
Tajemniczy kapłan boga śmierci zwany przez miejscowych Krótkim grał... krótko. Zaczął niezdecydowanie - z jednej strony uzyskał przewagę wskakując na stół, z drugiej jakby sam się tego wystraszył i nie próbował wyciągnąć z tego korzyści. Nie wiem na ile wynikało to z odgrywania postaci a na ile z nieporozumień mechanicznych, ale fabularnie fajnie wyszło. O tym, że grał tak krótko w dużej mierze zadecydował los (dobry rzut Mercedes podparty wypracowaną przewagą przeciwko słabej obronie). Warto zauważyć, że to była jedna z dwóch postaci "z nadania".


SKALPY

Nagrodę Pierwszej Krwi zdobywa Mercedes, która załatwiła Krótkiego nogą od krzesła. Pierwsze miejsce w rankingu zdobytych skalpów zdobył, jak na wykidajłę przystało, Bojan. Wyprzedził Huana z tego samego powodu, dla którego Mercedes jest przed Stalowym - po prostu swoje wyniki osiągnęli wcześniej niż gracze mający równe wyniki. Oto ranking:
  1. Bojan: Ungubash, Shackleton, Hans
  2. Huan: Rita, Magnus, Bojan
  3. Mercedes: Krótki
  4. Stalowy: Mercedes


FAJNE BYŁO
  1. Nawet uzbrojone postacie nie sięgały po swoją broń. To nie miała być draka nożowników w najpodlejszej portowej tawernie, tylko rubaszna rozróba w stylu bójek z filmów z Budem Spencerem. I była.
  2. Grało otoczenie - stoły, krzesła, kufle, kandelabry, trofea, piwnica, etc. O to chodziło.
  3. Z dziesiątki graczy niemal wszyscy (tylko jeden gracz zrezygnował w sposób nie przewidziany zasadami) dociągnęli do końca - nawet jeśli gra nie była dla nich lub coś im się nie podobało.
  4. Postacie były niesamowicie różne, barwne, klimatyczne. Wielkie dzięki wszystkim za to!
  5. Od strony fabularnej ostateczny efekt wyszedł moim zdaniem genialnie!

BIJĘ SIĘ W PIERŚ ZA
  1. Źle skonstruowany harmonogram i źle wytłumaczone zasady. Na dodatek bezsensownie odsyłałem do pełnych zasad zamiast do trzystronicowego ekranu MG, na którym w zasadzie jest wszystko.
  2. Nie powiedzenie wprost, że nie jest to gra o charakterze taktycznym, tylko raczej narracyjnym - zdaje się, że Anonim spodziewał się tej pierwszej i stąd w dużej mierze wynikało jego rozczarowanie.
  3. Złe wytłumaczenie postaw (być może lepszym, bardziej naprowadzającym na właściwy sens byłoby określenie "style") i nie dość wyraźne postawienie sprawy, dlaczego nie powinniśmy tego negocjować (nie chodzi o to, że arbiter się nie myli, bo się myli, tylko o to, że pozostawiając sprawę w jego rękach można było się spodziewać w miarę identycznej interpretacji w każdym przypadku). Oszczędziło by to kilku niepotrzebnych chyba dyskusji (nie mówię tu o wielu innych, które były jak najbardziej potrzebne).
  4. Wytknięto mi niekonsekwencję w rozstrzyganiu ataków dystansowych i słusznie.
  5. Słuszne poniekąd zarzuty wobec rozstrzygnięcia pożegnania Shackletona. Niestety konstruktywne propozycje, z których z pewnością bym skorzystał, padły zbyt późno, żeby mogły być uwzględnione.

KILKA LUŹNYCH UWAG
  1. Trafiła mi się zajebista paka zajebistych graczy.
  2. Być może zabrakło jakiegoś zwrotu akcji - wparowania patrolu straży miejskiej, czy coś; to pewnie podkręciłoby emocje w momencie, kiedy miałem wrażenie, siadły nieco. Chciałem się jednak trzymać ustaleń i nie robić niezapowiedzianych niespodzianek.
  3. Zabawne, że rudaad, która tak często podkreślała swoje zagubienie w zasadach, zdawała się rozumieć je, jak mało kto; zadawała dobre pytania i rozumiała odpowiedzi. To było dobre.
  4. W naszej sesji wywołanie aspektu dawało +2. Zgodnie ze "stołowymi" zasadami FAE można jednak w takiej sytuacji zamiast +2 wybrać przerzut. Przy rzutach -4 czy -3 to z dużym prawdopodobieństwem się opłaca. Shackleton mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby mógł z tego skorzystać. Niestety nie zdecydowałem się na to, bo przerzuty w sesji forumowej, to komplikacja spowalniająca rozgrywkę. Być może to był błąd.

PYTANIA DO WAS

Kilka pytań. Być może uda mi się coś z tego zawrzeć w ankiecie, ale zadaję również tutaj, bo może ktoś będzie miał ochotę napisać coś więcej. Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi na wszystkie po kolei - wystarczy tam, gdzie macie jakieś zdanie.
  1. Ogólna ocena i refleksje z sesji.
  2. Ogólna ocena pracy arbitra.
  3. Największym atutem sesji było...
  4. Największą słabością sesji było...
  5. Odpisy były za często, za rzadko, w sam raz?
  6. Mechanika wspierała kreatywną grę, czy granie na zasadzie "to ja go tnę"?
  7. Mechanika była zbyt skomplikowana, nie wiedziałem, co powinienem zrobić i dlaczego, czy też była zbyt prosta, wręcz prostacka i przez to było mało możliwości kombinowania?
  8. Chętnie wypróbuję mechanikę FAE na swoich sesjach, polecę innym mechanikę FAE? Nigdy więcej?
  9. Akcje wszystkich graczy były rozstrzygane sprawiedliwie i obiektywnie, czy też arbiter faworyzował niektórych graczy?
  10. Ulubiony cytat z sesji.
  11. Ogólna ocena raportu z sesji.
Na razie tyle. Jeśli mi się coś przypomni, albo wyjdzie z komentarzy, które mam nadzieję się pojawią, to niewykluczone, że będę ten raport edytował. Co zatem uważacie?
 

Ostatnio edytowane przez dzemeuksis : 06-09-2014 o 22:09.
dzemeuksis jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem