Wątek: Tacy jak ty
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-09-2007, 21:04   #501
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 2 Extremal jest na bardzo dobrej drodze
$: 52 642
Avalanche'a irytowała kokieteria nowo poznanej Elfki, nie dość że była lekkomyślna to w dodatku rozpraszała swoim wyzywającym wyglądem koncentrację paladyna ale nie znając nawet jej imienia zdawało się że była dla Avalanche'a bardzo miłą, nie na co dzień Rycerz spotyka się z tak spontanicznymi osobami.

Podczas gdy Blond elfka na coś się zdała i udało jej się wyperswadować jaszczurkom iż byle jagody leśne są istnym przysmakiem... Avalanche nie mógł pojąć jak ten cały cherr-chil nie chciał kupić blefu o zaczarowanych monetach, "Ignorant" pomyślał skrycie Avalanche.

Avalanche'owi nawet już aż tak mocno nie doskwierał strach przed wodą, Mógł zawiesić oko na Elfce, niż na falach obijających o kadłub szalupy, którą się poruszali , no a za fizycznego tym razem robił posłusznie szkielet Vriessa... nie zastąpiona siła robocza, jednak w tej roli Paladyn wolałby widzieć jakiś podporządkowanych mu zakutych w ciężkie pancerze i uzbrojonych po zęby żołnierzy niż wytwór czarnej magii... nie wiadomo kim był za życia ten człowiek, może pozbawionym wszelkich uczuć mordercą, może dobrym ojcem i mężęm... albo matką i żoną? Avalanche'a zastanawiało czy kiedykolwiek nekromanta zastanawiał się nad tak zdawałoby się prostymi pytaniami...

Nagle przestrzeń ich otaczająca rozdziera trzask rozłupywanych o siebie skalnych bloków... Echo sprawia jakby cały strop jaskini walił im się na głowy.

"Schyl głowę"- powiedział do swej nowej towarzyszki po czym sam tak uczynił nasłuchując podejrzliwy dźwięk wychylając powoli głowę nad krawędź łajby obserwując iż druga łódź z Astralem, Tari i Vriessem zostaje z tyłu a łajba z Rycerzem, przerażoną elfka i nieświadomym postaci rzeczy kościotrupem wysuwa się na przód...

"Vriess miej w pogotowiu linę" wykrzyczał Avalanche w oczekiwaniu na najgorsze.

************************************************** ***********************

to był post, a teraz coś co stworzył samodzielnie nasz kolega Vriess vel Chrapek ku uczczeniu pięćsetnego posta sesji

Poemat internetowy "Tacy Jak Ty"
"Jak Drużyna na glob kończyny swe postawiła
I jak Almena nauczyła się pić melisę"

Almena przechadzając się wzdłuż pokoju :
Jam jest sroga, potężna i wielka
A dziś dzień miałam zupełnie spieprzony
Strzeżcie się więc nędzni śmiertelnicy
Gdyz wasz em gie nadchodzi wk..urzony!

Waldorff pada na klęczki i z kwiatem w zębach czołga się w kierunku monitora:
O pani! Racz być miłościwa mnie grzesznemu
Vriessa zabij, on śmierdzi, w łańcuchy go zakuj
Paladyna zgnilca powiedź ku potępieniu
Ale nademną się zlituj! Moradinie, ratuj!

Moradin:
Tu infolinia boga Moradina
Po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość
Pamiętaj o mozliwości wysłania smsa
Co zwiększy twoją krasnoludowość!

Waldorff z płaczem:
Ach nie!
Moradinie, Moradinie, czemuś mnie opuścił?!

Almena:
Wybierajcie. Ktoś dzisiaj zginie
Ktoś ducha wyzionie, z was, nędzne padalce
Ktoś zdechnie brzydko z butem rozprutym
Nie myślcie że patrzeć będę na was przez palce

A jakem miłościwie dzisiaj się czuje
Wybierzcie sobie zgonu rodzaje
Które przeniosą was do Valhalli
Przynosząc mi zasłużone odstresowanie

Głos z Valhalli:
Balcerowicz musi odejść! Nie chcemy ich tu!

Avalanche odkorkowuje butelkę "Żywca" i poprawia się na fotelu przed monitorem:
A mnie to wali. I tyle powiem.
Ty mnie załatwisz to gdzie indziej pójdę.
Łaski bez - mówię i jeśli się dowiem
Żeś mnie zabiła zrobię tu burdel

Tam czeka na mnie Eragon, gdzie Łajt Lajonem jestem
Tam Mechaniczni Wojownicy kły szczeżą na mnie białe
Więc nie groź mi Almeno, jeśliś pewna jesteś
Że będę pańszczyznę u ciebie wyrabiał za frajer

Almena z wyrzutem:
Ty się uspokój, ty dostałeś laskę!
Takiej blondynki elfickiej nigdzie już nie ujrzysz
Arsad by Ci nawet tak tyłkiem nie zakręcił
Jak zakręci Ci ona, jeśli se zasłużysz

Vriess wtrącając się:
A ja to co?! Najlepsze bardzie piosnki
Kręcę na tym łez padole, i co?
I jaj-
-ce M-
-G o mnie znieważa
Gdzie są te czasy gdy byłem w świecie poważan!

Pamiętam w Akademii te czasy moje słodkie
Jak się zabawialiśmy z futrzanym pewnym kotkiem
Solembub miał na imię i pięknie opowiadał
Gdy dało mu się wódki, na zagrychę szedł banan

Legion odpychając Vriessa:
Co za bełkot, zamknij się! Almeno!
Nie przywykłaś chyba bronić gwałciciela szkieletów?!
Powiadam Ci! Słuchaj! Zawierzam Ci się wielce!
Miej Almeno serce i patrzaj w moje serce!

Vriess:
Co tam serce, dwa zawały i czerwonka
Gołym okiem widać, żeś choresterol wcinał
Jak dzika jakaś świnia

Legion czerwony na gębie:
Siad! Siad i milcz, bo psom na pożarcie rzucę!
Niechże tylko założę na swe kośluny onuce!
Już ja ci pokażę gdzie raki zimują, parszywy nekromanto!
Zbierzesz zaraz ode mnie jedno wielkie manto!

Waldorff rozdzielając Vriessa i Legiona:
Towarzysze, na Moradina (niech mu słonko świeci)
Po co się kłócicie? O co chodzi dzieci?
Ja mam tu lek na smutki wasze wszelkie
Golnijcie sobie zdrowo a będzie wam lepiej

Podjeżdża suka na sygnale pod dom Waldorffa, wpadają do środka psy.

Waldorff:
Ach nie, zostawcie, nie bierzcie do więzienia!
Pić muszę szybciej bo coś się tu ściemnia...

Wywożą Waldorffa na dołek.

Almena:
Zostało was czterech - nie licząc Tari
Bo z dziurą w brzuchu nie zadowoli mnie zbyt ona
Jak czterech silnych chłopa co wrzeszcząc pod niebiosa
Płonąć i ginąć będzie od jednego mego słowa

Astral:
Chrzanię tę imprezę! Chcecie to się tnijcie
Pieprzoni sado - maso z was są i tyle!
Ja mam już dosyć, idę na whiskasa
Silme entuvielle! - hop sasa do lasa!

Avalanche jęczy:
Kocur poszedł z du**! Bracia! Zdradzeni
Jesteśmy i teraz z pewnością po czarnuchów dzwoni
Nie ma bata, zwijajcie koks i bongo swoje
Ja rozłączałam neta i mnie to pier... <bzyyt>

Almena furia:
Dosyć! Dosyć! Na kolana gady!
Już ja wam tu dam na tyłek zaraz baty!
Nie ma tamtych, odpowiedzialność zbiorowa będzie
Pójdziecie z dziurawymi butami do lochu siedzieć!

Legion:
Nigdy! Prędzej zginę
Niż dam się zapakować do lochu
Dziewczynie!

I wbija sobie nóż w serce.

Vriess ponuro sięga po gitarę i ustawia na wzmacniaczu gałkę "middle" na 0, po czym intonuje:
Gdzieżeś ty bywał czarny szatanie, czarny szatanie!
Na browcu i kwasie mój drogi cieniasie...

Almena:
Ha, tyś mi się jeno został
Gotuj się na tortury!

W tym momencie pojawia się Szatan.

Szatan:
Nie ma! Nie dziś, gdy w pieśniach tak mnie wychwalają!
Cyrograf z nim podpisałaś, lecz nie ważny on jest
Gdyż modlił się do mnie on pięknie, na msze czarne chodził
A rację tutaj mieć mogę tylko ja - z piekieł bies!

I unosi Vriessa do piekła przy wtórze chórów anielskich. Tfu - piekielnych.

Almena:
Nie! Nie!
Wykiwaliście mnie! Zobaczycie!
Założę drugą sesję i będą się działy cuda!
Tymczasem zaparzę sobie melisy
Nim mnie zabije ułudy nuda

Schodzi ze sceny. Wchodzi Autor.

Autor:
Tak to bywa, gdy jeno pije się za mało
Gdy spadek wódki we krwi halucynacyje tworzy
Polejcie więc drodzy bracia, i mi nie żałujcie
Gdyż wódka dobra jest na uszy, wątrobę i oczy.

Chór:
I poszły w ruch kieliszki, a Last Inn poszło z dymem
Gdy Avalanche z Vriessem po litrze poczuli się jak na wojnie
Tari się porzygała, Waldorff leżał pod płotem, Astral był na kocicach
I tylko Almena w fotelu melisę piła spokojnie
 
__________________
Jedni mówią na to gandzia, inni mówią na to kali, inni znowu marihuana
"Dwóch pancernych i Kotecek"
A to się po prostu pali...
Extremal jest offline  
Reklama