Reputacja: 3  | Dorn Mali
Cóż, nie przywykł on do tego by ktoś robił coś wspólnie z nim, natomiast, na pewno już nie pakował swoich rzeczy. Swoją drogą, ciekaw był niesłychanie, jakie wrażenie wywrze na towarzyszu. Co ów Kainta pomyśli, gdy wejdzie w podziemia i zobaczy jak mieszka ? Żyje ?
Tymczasem Marcel stanął w drzwiach i zapraszająco machnął ręką w kierunku drzwi.
Dorn wstał, ukłonił się po raz ostatni i ruszył do podziemi. Gdy do ich nozdrzy dotarł zapach zastałego powietrza, jasne było, że idą w dobrym kierunku. Z dali dochodził delikatny dźwięk spadających z góry kropel, które tu i ówdzie tworzyły niewielkie kałuże. Echo czyjegoś głosu dochodziło teraz do ich uszu. Nie można było nic z tego zrozumieć, jedynie domyśleć, że były to jakieś krzyki obłąkańca, którym obaj się zbytnio nie przejęli.
Po kilku minutach słyszeć się dało trzaskanie iskier i cienie falujące na ścianach. – to tutaj, tylko jeszcze jeden zakręt i jesteśmy na miejscu. Żyję skromnie, ale wystarczająco. Pieniędzy mam aż zbyt wiele, ale tylko tu czuję się dobrze, naturalnie, nieskrępowany obecnością innych i nikt też nie ośmieli się mi przeszkadzać gdy pracuję. Poczuj się jak u siebie w domu, o ile nie przytłacza Cię za bardzo to miejsce. Tyle tu Ciszy i spokoju potrzebnych do kontemplacji.
Miejsce przedstawione przez Dorna jako dom, było niezwykle czyste, zadbane i przestronne, nawet bardziej niż można to było sobie wyobrazić.
Po prawej stronie stała długa około dwu metrowa, czarna trumna z wymalowanym na biało krzyżem. – nie ma lepszego miejsca do spędzenia dnia, mówię Ci .....
Wkoło trumny i nieco dalej, koło stojącego pulpitu ( najprawdopodobniej sprowadzonego z kościoła ), stało w świecznikach mnóstwo świec. Księga otwarta była na jakiejś stronie, gdzie z daleka ujrzeć można było znaki różnego rodzaju, nakreślone czerwoną barwą.
Po drugiej stronie pomieszczenia , znajdował się wysoki drewniany stół, na którym leżały rozbebeszone zwłoki. – tak mnie poganiał ten maluch, że nawet nie zdążyłem, zakryć umarlaka płótnem. Wybacz za brak kultury, po prostu mi umknęło ....
Pomiędzy stołem a pulpitem z księgą, była spora biblioteczka, mniej więcej taka jak u Księżnej, lecz niestety, bądź co bądź, nieco uboższa. Spowodowane to było nie tyle biedotą, lecz wysublimowanym gustem. Wymaganiami, jakie Dorn miał względem pozycji, która mogłaby się znaleźć w jego zbiorze. Jakaż to tematyka go interesowała, wystarczyło rozejrzeć się po pomieszczeniu. – Tak to się właśnie przedstawia, Marcelu. Powiedz, co o tym myślisz ? Bądź proszę szczery, nic tak nie cenie, jak szczerość ! No może jeszcze powagę i dostojeństwo śmierci.
Powiedz mój towarzyszu.
Nie czekając na odpowiedź, podszedł do trumny i otworzył znajdującą się za nią, a niewidoczną do tej pory skrzynię. Wyciągnął z niej piękną, lśniącą rycerską zbroję, kołczan strzał, 2 noże do rzucania i sakiewkę w której pobrzękiwały złote monety. Następnie podszedł do zamkniętej trumny i nacisnął zapadkę, która otworzyła pojemnik znajdujący się z jej boku. Wyciągnął stamtąd dwuręczny miecz i długi łuk.
Następnie zrzucił z siebie czarną długą szatę i oczom Marcela ukazała się lekka zbroja, sztylet i kilka noży do rzucania. – tak zawsze chodzę na co dzień .....
Powiedział zmieszany Kainta. Nie to jednak przykuło uwagę tego drugiego. Blada twarz Dorna, równie blada, jak trupa, który leży teraz na stole. Dorn Mali, nie był tak szpetny jak nosferatu, jednak z tą bladością i pociągłą twarzą wyglądał, rzec można delikatnie - niekorzystnie, co niejednokrotnie śmiertelnicy okazywali mu z niepohamowaną zawziętością, to krzycząc, to uciekając, gdy wychodził z katakumb. – wybacz Marcelu, ale muszę zmienić ekwipunek. Możesz za ten czas przejrzeć moją biblioteczkę, tylko nie ruszaj książki na pulpicie. Gdy będziesz sobie jakąś czytał, nie wypowiadaj słów na głos. Choć trzeba dużo więcej, by narozrabiać, uważam, że ostrożności nigdy dość
Po korytarzach katakumb rozszedł się szczery śmiech ich władcy.
__________________ Ten, który walczy z potworami powinien zadbać o to, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas. |