Wątek: Tacy jak ty 2
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-26-2007, 17:23   #12
Almena
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 4 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 297 470
Astral; okazała sowa siedząca na ramieniu druidki wygląda ci na smaczny opierzony obiad. Jest o wiele bardziej tłusta i większa od mew popiskujących i fruwających wokół. Smaczniejsza zapewne niż krab, który lezie po piasku nieopodal.
http://www.kwfkankerbestrijding.nl/c..._op_strand.jpg
Zastanawiasz czy wspomóc obcych przybyszów w ich zmaganiach z losem. Gdy pojawia się gnom, wykrzykujący do was:
- Do stu spalonych nekromantów pomóżcie mi albo skończycie jak ten pomiot chaosu, z którym miałem przyjemność się spotkać w moje pięćdziesiąte pierwsze urodziny...
Zniechęcony tym tonem demonstracyjnie mościsz sobie posłanie na ciepłym piasku i ległszy z daleka obserwujesz rozwój wydarzeń.

Vriess; jak na nekromantę przystało, zainteresowałeś się bytem swych wiernych towarzyszy, po czym siadłeś na plaży pogrążając się w zadumie, ignorując perypetie obcych. Co cię obchodzą ich problemy? Oni pewnie nie przejęliby się waszymi – tłumaczysz sobie, powtarzając wciąż w myślach; jak to się stało? Jakim cudem spod roty Życia znaleźliśmy się tutaj? Kto nas wskrzesił/ czy to sama moc kryształów, żart Ritha, czy...?

Akrenthal – zauważyłeś rekina i na myśl o tym, co zrobią z tobą jego szczęki o nacisku paru ton na centymetr kwadratowy, momentalnie doznajesz przypływu sił. Wciągasz nogę na dryfujące drewno i obserwując rekina, wiosłujesz ramionami, gotów wyjąc je z wody gdy rekin się zbliży.
-EJ!! Ty na kłodzie!! Łap!!
Podnosisz głowę – widzisz starca w pirackiej czapce żeglującego na... dwóch beczkach. Owy jegomość rzuci mi duży, zardzewiały miecz. Ostrze chlupnęło w wodę tuż obok twojej ręki. Cudem zdołałeś je pochwycić i natychmiast zdzieliłeś nim grzbiet rekina przepływającego pod twoją lichą tratwą. Cios był zadany niezbyt wprawnie i, zdaje się, zardzewiały miecz nie przebił twardych łusek wielkiej ryby. Zdumiona atakiem, ryba odpływa jednak na moment.
Tymczasem starzec rozpościera swój płaszcz i trzymając go tworzy z siebie „ludzki maszt’. Z niedowierzaniem patrzysz na jego wyczyny. Jakkolwiek dziwacznie by to nie wyglądało – zdaje się, że to działa. Okręt z dwóch beczek podpływa wkrótce do kawałka burty, którego się uczepiłeś. Zaproszony na pokład „Beczkowca” kapitana Thomasa, wgramoliłeś się na nietypowy okręt. Wzdychasz z ulgą i zabierasz się za wiosłowanie ku brzegowi. Thomas zaś nadal pracuje jako żywy maszt.

Sangre – nieznajomy wielki kot podejrzanie wpatruje się w twoją sowę. Zdaje się że jest głodny. Profilaktycznie nakazujesz sofie opuścić strefę zagrożenia pożarciem. Sowa posłusznie krąży ponad tobą. Nie zdążyłaś zamienić słowa z trójką nieznajomych, gdyż dostrzegłaś gnoma w opałach. Postanowiłaś porozumieć się z dziwacznym zwierzęciem które go napastowało. Uklękłaś, potem usiadłaś na ziemi po turecku, a ręce zastygły ci w dziwnym, lecz nie nadludzkim splocie.

Gengin; krzyczysz do czwórki nieznajomych, znajdujących się dość daleko od ciebie, aby wspomogli cię w walce. Efekt nie jest ciekawy. Chudy w płaszczu z kapturem usiadł na piasku, zaraz potem biała pantera ułożyła się na ziemi. Czyżby to on był treserem tej groźnie wyglądającej bestii? Rycerz w czarnej zbroi poszedł zaś po swój miecz, wbity w piach. Hm no, najwyraźniej brak im zapału do walki....
Ale tobie nie! Celujesz z kuszy do wpatrzonego w ciebie stwora, wydającego dziwne odgłosy, i wypa...
Stwór zapiszczał nagle i stanąwszy na dwóch tylnych nogach, obejrzał się w kierunku kobiety w tunice. Wystrzeliłeś już jednak! Bełt drasnął prawy bok stwora, i trafił w pień palmy. Wybuch zatrząsł drzewem i strącił deszcz kokosów! Dziwaczny stwór, spłoszony, zakręcił się w miejscu i w oka mgnieniu zniknął w gąszczu palm. Ty zaś... przeklinasz przez zęby, bo jeden z kokosów spadł ci na stopę i nie było to miłe doznanie

Tymczasem Beczkowiec kapitana Thomasa z rozbitkiem na pokładzie (właściwie dwoma,ale jak tu nazwać kapitana statku rozbitkiem?XD), dobija powoli do brzegu. Wielkie rekiny, nie mogąc wpłynąć na płyciznę, odpuściły.

Kolejna niespodzianka. Wygląda na to że trafiliście na zlot rozbitków czy coś w tym stylu... Z gąszczu palm wylania się nieśmiało jakaś postać... zatrzymuje się przy palmie rosnącej najbliżej oceanu i przygląda się wam badawczo. To dobrze zbudowany, barczysty mężczyzną. Ma około dwóch metrów wzrostu, krótką, czarna kozią bródkę, czarne włosy średniej długości, rozsypane w nieładzie. Źrenice zasłaniają mu całe oczy, poza tym ma idealnie białą skórę. Po chwili... rozpływa się w powietrzu! Zdumieni, rozglądacie się wokół. Nagle owy meżczyzna pojawia sie znowu... tuż przed Vriessem, radośnie uśmiechnięty! O_O'
 
__________________
I never cared before I met you
Almena jest offline