| Avalanche, kołysząc się pod wpływem zdaje się bryzy morskiej zbliża się nieuchronnie do swego oręża, po kostki będąc już w wodzie spoglądnął na Miecz wystawiający z wody, ten sam miecz którym władał Agreal póki jeszcze chodził po ziemi, a obecnie jest w rękach jego pogromcy. Miecz nie wyglądał inaczej, czarna rękojeść wysadzony jakby srebrnym wizerunkiem nieskalanego anioła z jednej strony, a z drugiej wysadzoną miniaturkę diabła. Wzdłuż ostrza ciągnął się wykonany z czarnej stali czarny pas dodając nie jako wytrzymałości broni, cała reszta była wykonana z czysto srebrnej stali, nie było widać ani rąbka uszczerbku, widać że miecz został wykonany starannie.
O ile wygląd się nie zmienił Avalanche'a zaniepokoiła, "cisza", która wydobywała się z wnętrza miecza, z reguły jak władał swym mieczem, czuł wzmożoną obecność Agreala, czyżby poległ? Zadał sobie pytanie.
"- Jestem Asteroth, dawniej Legionem zwany."
Usłyszał wyrwany z kontekstu , znajomy głos, ociekający zdradzieckim, trującym jadem. Wnet ostudził się po jakże gorzkim przebudzeniu i obejrzał się w stronę plaży, a tam stał ŻYWY Legion, Avalanche będąc w pełni przekonany iż to kolejna robota któregoś z demonów bądź Ritha, bądź jego rywala. Nie miał zamiaru przysłuchiwać się dalszej rozmowie i postanowił zapłacić pięknym za nadobne.
Chwytając dziarsko miecz spostrzegł, że jego zbroja... jest naprawiona! Zbroja która uwierała go w bok od momentu przygody z mrówkolwem została naprawiona, najpierw oko, teraz zbroja, pomimo początkowego szoku zastaną sytuacją, obecność Legiona sprowadziła go do do parteru i ponownie ruszył w stronę skazańca.
Avalanche bezszelestnie starał się podejść Legiona zza pleców. Przedzierając się przez taflę wody. Już miał niemal przed oczyma, jak jego czerep jest wbity na ... kokosie? Na palmie? Coś się wymyśli.
"- No proszę, proszę czyż to nie nasz przyjaciel, już nic mnie nie zdziwi nawet wskrzeszenie Cię"- W tym momencie dobywa miecza zza pleców- "-Więc powiedz, komu tym razem wsadzisz kosę w plecy?" Spytał rozzłoszczonym głosem, szukającym tylko pretekstu do skrócenia zdrajcy o głowę.
__________________ Jedni mówią na to gandzia, inni mówią na to kali, inni znowu marihuana "Dwóch pancernych i Kotecek"
A to się po prostu pali... |