Miejsce to, oddalone od nadrzecznej ścieżki o kilkaset kroków i ukryte wśród zarośli było Tajnym Zakątkiem Chudego Tommiego. Tutaj jego właściciel krył się przed ciężką ręką ojca, ścierą matki, połajaniami babki i ciotek - a przede wszystkim ŁOWIŁ RYBY.
Tym razem jednak kiedy szedł tam spędzić kilka spokojnych chwil ujrzał dwóch jegomościów zbaczających ze ścieżki i zmierzających WPROST do jego kryjówki ( jeden z nich znakomicie żonglował trzema szyszkami ). Tchórzliwy z natury - przeszedł dalej ( jakby-nigdy-nic ) a później wrócił do wsi omijając to miejsce z daleka.
Oby tylko zostawili moje spławiki... ***
Miejsce na obozowisko było wprost idealne - nad rzeką, na lekkim wzniesieniu ale od strony ścierzki zasłonięte gęstymi krzewami. Dobrana para - świniopas i grajek - uznała je za takie również.
Uznali także, że bez przesady z tą całą konspiracją - małe ogniseczko jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Po chwili wśród zarośli rozlał się ciepły blask - a po kolejnej doszedł do tego cudowny zapach pieczonego pstrąga ( pod kamieniem znaleźli świetne spławiki! ).
Postanowili tym razem nie spać i rozmawiając poczekać na wysłannika księżniczki . Swoją drogą - ciekawe, jak on ich tutaj znajdzie? Cóż... może mają jakieś magiczne sposoby, licho ich tam wie. Czas im się nie dłużył - grajek snuł ciekawe opowieści (w końcu - zawodowiec) a świniopas nie był mu dłużny bajdurząc o swoich autentycznych przeżyciach jako rodowego szlachcica. Słońce zaszło już dawno, Gwiazda Śródnocna dotarła nawet prawie do zenitu... a oni - mimo, że starali się być uważni - nie wykryli na ścieżce żadnego, najlżejszego nawet ruchu.