Widząc, że najwyraźniej nie mam co liczyć na zainteresowanie moją osobą, gdyż spotkani przeze mnie osobnicy mieli najwyraźniej ważniejsze ode mnie rzeczy na głowie (takie, jak kto kogo zabił poprzednim życiu z tego co zrozumiałem), postanowiłem usiąść i zaczekać, aż zauważą, że spadł na nich ten niewątpliwy zaszczyt spotkania się z mą światłą osobą.
- Za taki wygląd w mieście, gdzie mieści się mój zakon, mój drogi szybko byś sterczał na palu. Hmm... z chęcią sam bym ci pomógł się na niego wbić, lecz zważając na okoliczności i twoich towarzyszy nie mam środków. Cóż...- usłyszałem za mną.
Zaskoczony tak jawną obrazą odwróciłem się natychmiast. I tylko potwierdziłem woje przypuszczenia, że skutecznie opuściłem normalny świat. Mogłem tylko mieć nadzieję, że nie na zawsze. Stał, bowiem przede mną o połowę niższy ode mnie gnom.
- Bogom niech będą, więc za to dzięki. Aż, boję się pomyśleć, co by było, gdybym miał cię za przeciwnika. - Odpowiedziałem mu nie tając ironii.
***
Po krótkiej sprzeczce z gnomem zainteresował się mną o dziwo jeden z lekceważących mnie skutecznie do tej pory kłócących się o zdradę osobników. Jednak i ten najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, z kim rozmawia, albo przynajmniej doskonale udawało mu się to zamaskować.
"-Ej! Mały z Zielonym! Uspokoić się! Może wiecie gdzie jesteśmy? I jeśli to żadna tajemnica spytam się was, jak się tu dostaliście?"
Zielonym?!!! No nie. No nie. Normalnie ręce i nogi opadają. Już dawno doszedłem do wniosku, że istoty na tym planie nie należą przynajmniej w większości do najroztropniejszych na świecie, ale nie aż do tego stopnia... No dobra, może to po prostu nieświadomość...
-Gdzie jesteśmy? Sam bym chciał niewątpliwie wiedzieć. A co do tego skąd się tu wzięliśmy, to przynajmniej ja jeszcze niedawno płynąłem na statku do... - No właśnie, dokąd przeszło mu przez myśl. Jednak we wspomnieniach miał tylko białą plamę -... do kądś. Jednak najwyraźniej miał jakiś wypadek. Co konkretnie niestety nie pamiętam. I jeśli łaska nie "zielony" mości panie a Akrenthal - psion. Swoją drogą może mógłbyś powiedzieć, kim ty jesteś i skąd się tu wziąłeś?
***
Zerknąłem na flaszkę trzymaną przez gnoma i zacząłem zastanawiać się czy on nie chce nas przypadkiem otruć. To, co on chciał pić bardziej nadawało się bardziej do oczyszczenia z rdzy miecza tego starca.
- Nie, dzięki gnomie ja nie będę pić -odpowiedziałem na jego propozycję, poczym usiadłem na piasku.