Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-28-2007, 02:16   #17
Tammo
 
Reputacja: 4 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
$: 187 691
Thumbs down Hadrian

Na widok prześlicznego doprawdy zakątka Hadrian stanął jak wryty.

- A niech mnie... - wydarł mu się cichy, pełen zachwytu okrzyk w połowie opowieści o wiwernie spłatanej w dzwonka przez straszliwego rycerza Dębową Głowę. Chwycił towarzysza za ramię, wskazując mu widok. A było na co popatrzeć. Złociste (niczym włosy księżniczki, co podsunął grajkowi jakowyś chochlik złośliwy bez miary) promienie słońca przedzierały się przez luźniejszą w paru miejscach koronę lasu, pysznie doprawdy barwiąc brązową korę, przeróżnie odbijając się od szemrzącej cicho rzeki.

- A niech mnie... - powtórzył oczarowany Hadrian - Toż to zakątek Jutrzenki, Bayardzie! Zakątek Jutrzenki z pieśni o "Łowcy, Granitem zwanym"! Pamiętasz?! - dobywszy fletu, Hadrian zaimprowizował naprędce smutny wstęp, by zaśpiewać:


Marko, Granitem zwany
łowca nie byle jaki
nigdy nie odniósł rany
nigdy nie poznał strachu

Chłopięciem będąc maleńkim
Usłyszał on Przepowiednię
"Zabije go własne serce
Znalazłszy się w ręce kobiecej"

Zawarł więc pakt był z diabłem
Co żył w dalekich pustkowiach
Za serce miał czarny granit
A serce ukrył w ostrowiu

Głębokim a czarnym a groźnym,
Gdzie zwierz nawet żaden nie chadza
Tam serce swe skrył sprytny Marko
"Mnie serce nie będzie przeszkadzać!"

Znalazła je jednak Jutrzenka
I dla niej serce ożyło
Granit się musiał więc skruszyć
A Marka to z miejsca zabiło

Lecz nie smuć się, ty, co to słyszysz
Co noc Łowca po niebie gania
Jutrzenka go wszak ukochała
Stąd świt porą jest polowania.



Minstrel skończył ostatnią zwrotkę w znacznie radośniejszej kadencji, po której skłonił się dwornie, mówiąc:

- Jako żywo, kiedym zobaczył ten kącik, pomyślałem, że kiedy Jutrzenka zstępowała do ostrowia, gdzie Marko skrył swoje serce, musiało tam tak pojaśnieć, jak tam, o - tu minstrel wskazał ręką z fletem - jaśnieje od słońca promieni. Ale! Przerwałem Ci, mówże tedy, proszę. W międzyczasie, rozbijmy obóz.

Młodzieńcy zakrzątnęli się, przy wtórze kolejnej opowieści zgrodzili ognisko, znaleźli spławiki, złowili, sprawili i upiekli swą kolację, którą następnie ze smakiem zjedli, na moment porzucając opowieści. Zaraz jednak wrócili do nich, a konkretnie wrócił Bayard, Hadrian bowiem zdawał się być pochłonięty wynalezioną w lesie gałęzią wierzby, którą hołubił przy sobie całą drogę, a którą teraz zaczął okorowywać. Słuchając słów towarzysza Hadrian skoncentrował się na jak najdokładniejszym, jak najlepszym zdejmowaniu kory. Swobodnie płynące słowa Bayarda zdawały się go nie docierać, co nieco trapiłoby niektórych.

- Uprzejma to propozycja. - zaczął wreszcie grajek, przestając okorowywać ten cholerny patyk - Zanim jednak podejmę decyzję, pozwól, cny Bayardzie, iż o parę spraw zapytam. Jakie rycerskie rodowody przedstawisz księżniczce? Jakie turnieje wygrane opiszesz? I mówię tu o tych sławnych na całą Hadrancję, znanych wszem i wobec, których zwycięzcy rozpoznawani są w całym królestwie! Dajmy pokój, proszę, Dębowej Głowie, Bayardzie. Księżniczka, jeślić chowana jak te damy, o których słyszałem, szlachtę królewską ma opanowaną, herby czytać umie jak ja litery a myśliwy tropy. Koligacyje będzie zapewne umiała wyłożyć, glejty rycerskie pozna, a i o turniejach pewnikiem co słyszała. Co tedy chcesz jej powiedzieć? Dla niej strojny rycerz, toć na pewno nie pierwszyzna. Wątpię, by mój strój wywarł na niej jakiekolwiek wrażenie, wszak na co dzień znakomicie lepsze ogląda.

Hadrian w trakcie przemowy powrócił do zdejmowania kory, co robił z wielką pieczołowitością.

- Na sam koniec dodam. Giermka we mnie rycerz Dębowa Głowa mieć nie będzie. Ale Bayard może mieć we mnie towarzysza. Jak będzie?
 
Tammo jest offline