| Na gnoma który oferował mi łyk gorzałki spojrzałem jakby wypadł kozie spod ogona. Kpił czy tylko o drogę pytał? Miałżebym ja, Vriess, Nekromanta pić z kimś takiego marnego pokroju? Z kimś z kogo nawet nieumarłego nie warto tworzyć bo grawitacja będzie dla takiego tworu zbyt silna? Że już nie wspomnę, że mógł tam dosypać jakichś ciekawych w efekcie ziółek.
- Żeby pić ten twój syf trzeba wpierw upaść na głowę. Albo być bardzo
zdesperowanym - syknąłem w kierunku "łowcy czarownic". Po czym, słysząc jego dalsze inwektywy, uśmiechnąłem się cierpko, podniosłem rękę i szepnąłem po cichu: - Resurgere sphaera ignis!
Mała kula ognia sformowała się z sykiem przy moich dłoniach po czym pofrunęła prosto w kierunku gnoma.
- Tak właśnie wygląda kula ognia, "łowco"! - całkiem radośnie krzyknąłem do niego widząc malowniczy efekt. Starzeję się moi kochani. Takich wypierdków zwykle po prostu szlachtowaliśmy jak prosiaki i było po krzyku. No nic, porobi sobie nasz gnom trochę "ognistego tańca" to może mu rozum z tyłka do głowy wróci i nauczy się właściwego szacunku do mnie.
Wróciłem obserwować Astarotha. Ten, uraczył mnie drugą tyradą w której logiki było mniej więcej tyle ile w ówczesnych księżniczkach dziewictwa. Zaśmiałem się cicho.
- Faktycznie, tylko Legion mógłby być takim nieukiem żeby mówić takie niedorzeczności - rzuciłem w kierunku demona - Jeśli sądzisz, że bycie mistrzem mrocznej magii jest takie proste i przyjemne, to czemuś sam nie został jednym z moich konfratrów? Dążymy ku wiedzy, ku nieustannym eksperymentom i poprawianiu świata. Na nasz obraz i podobieństwo oczywiście. Szkoda, że nie widziałeś nigdy wieśniaków którzy gonią "czarownicę" bądź "czarownika" z widłami, po czym łapią go i nabijają na pal, żeby na koniec obciąć mu głowę i związać sznurem ręce aby nie wstał z grobu. A ileż w tych "obrońcach dobra" braku zainteresowania beszczeszczeniem trupów! Ach, jacyż oni szlachetni i niewinni! - westchnąłem teatralnie - Nigdy więcej nie wypowiadaj się na tematy o których nie masz zielonego pojęcia. - warknąłem groźnie, po czym postanowiłem przejść się po plaży.
Było piaszczyście, paskudnie, kamieniście. Jakoś straciłem całą sympatię dla tego miejsca kiedy tylko zrobiło się tu tak tłoczno. Nie było rady - trzeba się było stąd ewakuować póki jeszcze było można.
- Nie wiem jak wy - zwróciłem się do Avalanche'a i Astrala - Ale mnie już zbrzydło oglądanie obleśnych facjat tej hołoty. Z ulgą więc pójdę z toba na ten rekonesans, Avalanche. Po czym pogwizdując pod nosem skierowałem się w stronę lasu zostawiając za
sobą hałaśliwych rozbitków.
__________________ Dwóch pancernych i Kotecek - wkrótce ostatni sezon. Akademik - opowiadanie inspirowane rocznym pobytem w poznańskim akademiku :).
..:: Jakiś czas mnie nie będzie, dopóki się nie obrobię z otaczającym mnie bałaganem ;) ::..
Ostatnio edytowane przez Chrapek : 03-28-2007 o 14:51.
Powód: Albowiem błogosławieni niewiedzący, gdyż niewiedza ich błogosławieństwem.
|