I tak płynął naszym bohaterom czas - wśród przekomarzań, żartów, opowieści... noc, pora spotkania, nadeszła już dawno - a wysłańca panny wciąż nie mogli dojrzeć na ścieżynie.
***
Szmer wśród nadrzecznych trzcin... skoncentrowani na ledwo widocznej w mroku ścieżce młodzieńcy prawie nie zwrócili uwagi na Zim-ptaka który przysiadł na kamieniu obok ogniska.
Stworzenia te w nocy zajmują się zwykle spaniem... jeśli zaś któryś z nich przebudzi się - oznajmia to światu cichym ćwierknięciem, przekręca się w ciepłym gniazdku i powraca do ptasich snów. O Zim-ptakach zmieniających się w piękne dziewczęta nie słyszał dotąd żaden ornitomędrzec.
Siedząca przy ognisku 'hrabianka Nadmorskich Klifów' była wyraźnie rozbawiona zdumionymi spojrzeniami obu mężczyzn. Roześmiała się perliście i teraz dopiero okazało się, dlaczego najlepsi minstrele cywilizowanego świata sławili jej piękno - była bowiem naprawdę urzekająca. Odrzuciła złotą kurtynę włosów na plecy i rozpoczęła przemowę - tak należy nazwać jej słowa, znać w nich bowiem było wyszkolenie najlepszych oratorów kraju:
- Tak, ja wysłannikiem o którym mówiłam rano. Wybaczcie, szlachetni panowie - nie planowałam okrutnej drwiny a jednie radosną - mam nadzieję - niespodziankę.
Jestem tutaj, ponieważ o jednym z was obecna przy moim narodzeniu wyrocznia powiedziała: 'Młodzieniec ów dokona cudu odskrzydlenia' - wtedy jeszcze nikt nie rozumiał jej słów... - po rozpoczęciu przemowy księżniczka wyraźnie odetchnęła z ulgą - a nawet bez zaproszenia poczęstowała się rybką. Porzuciła też wystudiowaną manierę planowania wypowiedzi i ozdabiania ich odpowiednimi gestami - na rzecz zwykłej rozmowy.
- Świetny pstrąg. Nazywam się Ciatynne i jestem córką króla - przeklętą przez zabawkę wędrownego kupca. Kim jesteście? Czym się zajmujecie? Dokąd zdążacie?
Będę potrzebowała waszej pomocy... a na rozmowę mam bardzo niewiele czasu. Z własnej woli mogę zmienić swoją nocną postać jedynie na godzinę.