Wątek: Tacy jak ty 2
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-28-2007, 15:21   #46
Vimes
 
Reputacja: 2 Vimes jest na bardzo dobrej drodze
$: 15 030
Akrenthal

"- Powtarzam już musimy spenetrować teren! Jestem za rozdzieleniem się. Plan będzie taki... o ile oczywiście się zgodzicie: Jedna grupa wejdzie w głąb dżungli i zbada najbliższy teren. Druga spróbuje hmmm.... rozejrzeć się po plaży, gdzie tu w tym punkcie, gdzie kładę ten oto kokos spotkamy się za 3 godziny." - powiedział gnom.
Hmm... cóż plan jak plan. W sumie nic specjalnego. Jednak od razu zauważyłem w nim kilka wad. Np. co robimy jeśli ta pierwsza grupa nie wróci? (Chociaż z drugiej strony, to jej problem nie pierwszej). Poza tym czy nie lepiej iść tam razem? W końcu zupełnie nie wiemy co może nas tu spotkać.
Jednak za chwilę wypłynęła kolejna propozycja. Tym razem złożył ją ten dziadek-żagiel:
"- Panowie i droga Pani, chodźmy wszyscy razem najpierw do puszczy. Będziemy szli w jednej linii a odstępy między nami będą wynosić od dwóch do trzech metrów, w ten sposób będziemy widzieć więcej niż idąc w grupie czy gęsiego. Co Wy na to??- spojrzałem po wszystkich czekając na opinię."
Plan nawet całkiem sensowny, nie powiem, że nie, nie ma jednak wątpliwości, że ja mógłbym wymyślić lepszy. Powstrzymałem się jednak od wyrażenia mojej opinii.

***

Zapytany przeze mnie nieznajomy nie raczył odpowiedzieć, na moje pytanie, zamiast tego powiedział tylko zdawkowe:
"-Rozumiem ze Wy niczego nie wiecie..." - po czym odszedł w stronę siedzącej nieopodal dziewczynki. Najwyraźniej nie uważał za stosowne, abyśmy wiedzieli kim jest. No nic trudno w ostateczności sam się dowiem - pomyślałem, po czym rozejrzałem się po okolicy. I poraz kolejny dzisiejszego dnia ogarnęło mnie bezgraniczne zdziwienie. Otóż zobaczyłem, jak morze wyrzuca na brzeg dziwnie znajomą mi torbę. Uradowany pobiegłem w tamtym kierunku.
Na brzegu leżała podarta trochę torba. Moja torba, którą miałem na statku. Otworzyłem ją i zacząłem przeglądać jej zawartość. Eh... tak jak myślałem... Prawie wszystko wypadło... Został tylko namiot, lina i zamokła hubka i krzesiwo. Po pieniądzach oczywiście ani śladu, bo po co... Z kolei na co mi tutaj pieniądze, przecież nie miałbym nawet na co je wydać. Mimo wszystko mam chociaż namiot, który może się zawsze przydać. Popatrzyłem w morze i znowu zauważyłem tam coś interesującego - jakieś 200m ode mnie unosił się tam jakiś pakunek. Niewiele się zastanawiając przyklęknąłem i utkwiłem w nim wzrok. Wyobraziwszy sobie linię biegnącą od niego do mnie, całą wolą zapragnąłem go po niej przesunąć. Nagle rozległy się dwa odgłosy przywodzące na myśl małe wybuchy (z tego co pamiętam z akademii wywołane chyba tym, że w miejscu gdzie obiekt się znajdował przed deportacją pojawia się próżna natychmiast wypełniana przez powietrze, zaś w miejscu gdzie się pojawia rozpycha on gwałtownie powietrze na boki), a przede mną leżał całkowicie mokry i całkowicie pusty plecak. Szkoda, choć i tak zawsze może się na coś przydać. Wsadziłem rzeczy do plecaka.

***

"- Kto ze mną pójdzie za śladami tego stwora co Mały go wystraszył?" - usłyszałem.
Obejrzałem się i zauważyłem palącego się gnoma i uśmiechnąłem się. Wyglądał... śmiesznie. Cóż, musiał chyba komuś podpaść któremuś z towarzyszy, co mnie specjalnie nie zdziwiło.
- Cóż, może i ja pójdę... - powiedziałem, po czym ruszyłem w stronę puszczy.
 
Vimes jest offline