| Bartholomeo uśmiechnął się lekko, kpiąco. Frajerzy… krótkim, cichym zaklęciem wyczarował płomyk w dłoni. Żeby nastraszyć intruza hcuchnął w jego kierunku, zdumuchjąc płomyk i zacisnął pięść. Nawet nie wstał.
- Odjedziecie, i nie piśniecie słówka, albo urwę ci łeb przy samej rzyci.- syknął i spokojnie pił dalej piwo. |