Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-03-2015, 20:11   #4
Affek
 
Affek's Avatar
 
Reputacja: 0 Affek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie cośAffek ma w sobie coś
Nie znoszę tej roboty. To były pierwsze myśli George'a za każdym razem, gdy zmierzał do pracy. Na tym, jak to kiedyś ktoś określił, "śmiesznym rowerku". Niezmiernie go to irytowało. Zresztą, jak te głupie twarze swoich współpracowników, które musiał widzieć sześć dni w tygodniu. I ci ludzie, którzy przychodzili do biblioteki. I zapłata. I... tak można wyliczać bez końca. Po prostu tego nie lubił.

- Cześć George, weźmiesz dziś dział młodzieżowy. - oznajmiła Martha, jego współpracownica.


Można powiedzieć, że była jednym z głównych powodów, dla których jego nastawienie do tej pracy jest tak negatywne. Szczebiotliwa i głupiutka, tak ją może określić. Jej sztuczny uśmiech i ogromny, zapewne równie prawdziwy entuzjazm sprawiały, że George'owi robiło się niedobrze. Jest jednak promyk nadziei, że dzisiejszy dzień nie będzie tak okropny jak zazwyczaj - dział młodzieżowy był zazwyczaj pusty. Dzięki temu będzie miał czas na rozmyślania i może w końcu podejmie jakieś decyzje, które zmienią jego strasznie nudne życie. Tak, to by było wspaniałe! Tylko, jaką robotę znajdzie po germanistyce? To dobre pytanie. Już wcześniej próbował zostać tłumaczem, ale ze względu na brak doświadczenia nie dostał pracy w żadnym wydawnictwie. Myślał też o zostaniu nauczycielem, ale biorąc pod uwagę, że jego nastawienie jest tak negatywne nie tylko do dzieci, ale też ogólnie do ludzi to jest spora szansa, że będzie jeszcze bardziej nienawidził tej pracy niż innych. I pewnie też będzie mu brakowało jakiejś pedagogiki, czy coś w tym stylu. Więc... utknął tutaj. Zawsze może jeszcze raz spróbować z tłumaczeniem, ale... ech. Nie ma za bardzo co ze sobą zrobić.

W gruncie rzeczy kulał też w innej sferze swojego życia. Nie miał przyjaciół, znajomych, a rodzice dawno o jego istnieniu zapomnieli. Wieczory spędzał samotnie przy konsoli, ewentualnie czytając jakąś książkę. To też zasługa jego niebywale trudnej osobowości. Wytykał wszystkim każdy najmniejszy błąd. Ludzie tego nie lubili, mimo, że George był otwarty na krytykę. Widocznie nie każdy chce stawać się coraz lepszy. Szkoda, jakże piękny wtedy byłby człowiek! Niestety, chyba był osamotniony w swoich poglądach. Pomyślał, kto z jego towarzystwa mógłby się z nim zaprzyjaźnić. Na pierwszy ogień poszli współpracownicy. Oprócz wspomnianej Marthy, której nie znosił całym sercem w bibliotece pracowały cztery osoby, włącznie z nim. Pierwszy, który mu przyszedł do głowy, to Steven. Pamięta go głównie dlatego, że zawsze się pytał, czy zaparzyć George'owi herbatę. Wygląda na to, iż miły z niego gość. Zawsze otwarty do ludzi, chętny do pomocy. Wzorowy pracownik. Zapewne też świetny mąż i przyjaciel. Karierowicz, pnie się w górę po szczeblach hierarchii pracowników. Nie zdążysz zauważyć, a już wbił ci nóż w plecy. Ten człowiek zapewne zrobiłby to i w przypadku Harrisa. Dalej... Dorothy. Chyba najstarsza osoba pracująca w bibliotece. Grubo po siedemdziesiątce, ciągle narzeka na George'a, że "ta dzisiejsza młodzież już taka bez zapału do pracy" i "że nie kocha książek". Podobnie jak Martha, sprawia, że jeszcze bardziej nic się nie chce robić. Chyba najbardziej zrzędliwa osoba, jaką znał. Narzeka na niemalże wszystko. Nawet George nie ma tak w zwyczaju. Dalej już nawet mu się nie chce wyliczać. Dwójka pozostałych to tak nijacy ludzie, że rozmawiał z nimi chyba tylko raz, na imprezie z okazji pięćdziesięciolecia założenia biblioteki, która odbyła się rok temu. Było tam zdecydowanie za dużo ludzi - przybył właściciel budynku i inni ważni ludzie. George się zmył, mimo tego, że pracuje tam od paru lat, wciąż nazywali go "młodym" i z niego szydzili. Nie była to konstruktywna krytyka, jaką Harris lubi. Wyśmiewali go.

To zanurzenie w myślach zostało przerwane przez jakiegoś młodzieńca. Wyglądał na zagubionego.

- Pomóc ci w czymś? - George już przeczuwał, że będzie to kolejny irytujący człowiek.

- Szukam... yyy... Co pan poleci? - wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć.

Taaak, pięknie. George miał rację.

- A jakie gatunki lubisz? Może coś z fantastyki?

Chłopak się z jakiegoś powodu speszył i wyszedł. Różni ludzie chodzą po tym świecie. Jako, że został wyrwany ze swojego zamyślenia, George poszedł zrobić herbatę. Bibliotekę zamykają o piątej, a była druga. Nie wiedział, co będzie później robił. Zapewne po powrocie do domu będzie grał na swoim Playstation. Myśli Harrisa wróciły jednak na tor znajomych. Coś mu się obiło o uszy, że w bloku są jakieś rzeczy, gdzie ludzie się spotykają. Może kiedyś tam wpadnie. Jednak jego sąsiedzi pewnie nie są zbyt chętni aby spotkać gościa, który okupuje swoje mieszkanie od dobrych paru lat i nawet nie powie im na klatce "dzień dobry". Zawsze jest chyba czas, aby coś w swoim życiu zmienić. Dlatego George poprzysiągł sobie dwie rzeczy - wieczorem będzie integrował się z sąsiadami, zaś w przyszłym tygodniu się zwolni i zacznie szukać pracy jako tłumacz z języka niemieckiego.
 
__________________
It all makes perfect sense. Explained in dollars, centes, funts and pense.
Affek jest offline