Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-04-2015, 01:24   #7
Autumm
 
Autumm's Avatar
 
Zanim dotarł do wymarzonej wolności i wolno unoszącego się nad horyzontem słońca, musiał przejść przez jeszcze jedno pomieszczenie - większe i bardziej przestronne, w którym uchowały się jeszcze stare meble, przykryte dziurawą folią i z dużą witryną, która teraz zamiast szyby miała wiórową płytę.

Między tymi dwoma pokojami minął niewielki korytarzyk; po jego lewej stronie znajdował się kiedyś schowek, chyba na miotły: teraz w niewielkiej, pozbawionej drzwi wnęce, ktoś wymalował sprayem koślawą, szczerzącą się gębę z podpisem "Killjoy was here", a pod graffiti wykwitała mała górka stopionej stearyny.

Po prawej stronie korytarzyka otwierała się ciemność; wędrowiec dostrzegł stromo biegnące w górę schodki. Zwrócił uwagę na nie tylko dlatego, że przez chwilę wydawało mu się, że z góry dobiega cichy, pełen skargi jęk boleści, a powietrze, zamiast zwykłego zapachu starej, suchej stęchlizny, niesie ze sobą delikatny powiew róż i aloesu.

Ale to musiały być przywidzenia, rojenia zamęczonego umysłu. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza, zobaczyć kolory świata na zewnątrz, poczuć i dotknąć potwierdzenia, że jego decyzje mają sens - i że rzeczywistość zgadza się z kierunkiem, jaki obrał... choć początek miał doprawdy niefortunny.

Słońce, nie robiąc sobie nic z jego hardej, zaciętej miny, zalało jego przyzwyczajone do mroku oczy oślepiająca falą bieli. Aż zamrugał, a w kącikach zalśniły łzy. Otrząsnął się szybko; poranek był chłodny, ale powietrze - i jego ciepłe ubranie - nagrzewało się szybko, dodając mu energii.

Z powodzi światła zaczęły wyłaniać się kolejne elementy: betonowy plac, spod którego zaczęły wyrastać wiechcie traw, szeroka, czarna rzeka asfaltu, znajdująca się dosłownie na wyciągnięcie ręki, rozciągnięty nad placem dach, przerdzewiała tablica "FOR SALE", przewrócone dystrybutory...

Był na jakiejś starej stacji benzynowej, która dawno podupadła i nie znalazła nowego właściciela. Nie pamiętał, by taka znajdowała się jakoś w znanych mu granicach Miles City; zresztą, jak okiem sięgnąć, wokół rozpościerała się tylko płaska, nieciekawa równina, przecięta nitką highwayu, z rzadka urozmaicona zielonymi tablicami znaków.

Zanim Wędrowiec na dobre otrzeźwiał, wpatrując się w ten krajobraz, ktoś kaszlnął, zwracając jego uwagę. Ręką mężczyzny powędrowała do broni automatycznym gestem, szybkim i bez udziału świadomości; lata treningu i szkolenie żołnierza robiły swoje. Ale to była tylko jakaś kobieta, opierająca się o parapet jednego z zabitych okien; nie wygląda na zagrożenie... przynajmniej na razie. Umiarkowanie atrakcyjna - jak na te późne czterdzieści lat, które niewątpliwie miała - ubrana w powycierane czarne jeansy i lekką kurtkę. Włosy miała kruczoczarne i błyszczące, ewidentnie farbowane; zza uszu wystawało jej kilka niesfornych, białych pasemek. Nie wyglądała na kogoś, kto podróżuje piechotą czy sypia w takich miejscach jak stare budynki; nie miała nawet torby.

Paliła papierosa, trzymając resztę dogasającego skręta między palcem wskazującym, a kciukiem, tak blisko ust, jakby całowała się w palce. Na grzbiecie prawej dłoni miała wyblakły tatuaż; część niknęła pod rękawem, ale dało się dojrzeć kawałek zakończonej poprzeczką pętli.

Spojrzała bokiem na Wędrowca, otrząsnęła popiół do kubka z Dexterem i strzeliła z wyraźną przyjemnością wciąż żarzącym się petem w tabliczkę "Strefa wybuchu. Nie zbliżać się z otwartym ogniem."

- Jak noc? - spytała i uśmiechnęła się lekko - Mam nadzieję, że wszystko okej między tobą a tym drugim? Nieźle go wczoraj sponiewierałeś... Trochę żal mi gościa, ale z tego co wiem, to zasłużył sobie. Czasem trzeba zrobić komuś coś paskudnego, nawet jak to twój kumpel. To się nazywa sprawiedliwość. - odstawiła kubek na okno i wbiła ręce w kieszenie. Rękaw podjechał w górę, odsłaniając resztę tatuażu; to był krzyż ankh.

Nie mógł jej wyczuć. Z jednej strony wydawała mu się zwyczajna, niemal nijaka z tym wyglądem zmęczonej życiem matki, nieudolnie pozującej na seksownego milfa; z drugiej strony... było w niej coś innego, coś, czego nie potrafił dobrze określić. Nie nieświeża mgiełka zepsucia czy brudne znamiona małych grzeszków; raczej coś, co przywoływało dawne, silne wspomnienia, których nie potrafił precyzyjnie umiejscowić; obca twarz, która została przypadkiem uwieczniona na rodzinnej fotografii i tam już pozostała, wżerając się w pamięć i podświadomość, ale zawsze pozostająca na granicy pola widzenia; gość na wydarzeniu, którego wszyscy widzieli, ale nikt nie potrafił przypomnieć sobie jego imienia.

- Potrzebujesz czegoś? - spytała, podchodząc kilka kroków - Mam kilka szpejów, które mogą ci się przydać, szczególnie jak zamierzasz tak dalej podchodzić do ludzi na swojej drodze! - wskazała brodą na dłoń mężczyzny, która nadal znajdowała się blisko Rugera; zaśmiała się, a potem rozkaszlała suchym kaszlem nałogowego palacza, umierającego na ostatnie stadium raka płuc.

Spoglądając za jej gestem, mężczyzna spojrzał na swoja dłoń... i ze zdumieniem zauważył, że knykcie ma zdarte i zsiniałe, jakby zeszłej nocy solidnie obił sobie pięści w jakiejś zupełnie niepamiętanej bójce.
 
__________________
"Polecam inteligentną i terminową graczkę. I tylko graczkę. Jak z każdą kobietą - dyskusja jest bezcelowa - wie lepiej i ma rację nawet jak się myli." ~ by Aschaar [banned] 02.06.2014
Nieobecna 28.04 - 01.05!

Ostatnio edytowane przez Autumm : 01-04-2015 o 01:28.
Autumm jest offline