Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-04-2015, 12:56   #10
killinger
 
killinger's Avatar
 
Jasna cholera. Pobił się z kimś za jakąś babkę? To jakiś absurd... zwłaszcza po tym, co niedawno przeżył. W zasadzie wszystko wokół było co najmniej podejrzane.
Poczuł gęsią skórkę na plecach, zimny palec wstydu z powodu bijatyki drapał go niemiło po krzyżu. Prawie zabił swego oponenta? Jak to możliwe? Co u licha tamten musiał zrobić, by wyzwolić w Rogerze pokłady furii jakiej u siebie nigdy nie dostrzegał?
Zaraz, zaraz, jak ona to powiedziała? Nie będzie wypominał grzeszków? Do tego piękna kobieta?

Dla złapania chwili na zastanowienie, podszedł do parapetu i zabrał kubek. Dexter uśmiechał się szerokim, głupkowatym wyszczerzem, zupełnie nie czuły na rozgrywające się wokół zdarzenia. Wytrząsnął zawartość, otarł kubek rąbkiem polaru. Dziwnie było tak stać z dwoma zajętymi dłońmi, wsunął pistolet za pasek spodni z tyłu.

Najgorsza w tym wszystkim jest niewiedza. Owszem, mózg odłącza rejestrowanie faktów przy pewnym stężeniu alkoholu we krwi, ale trochę niepokojące jest to, jak wiele wydarzyło się w ostatnim okresie. Co gorsza, nie miał żadnej pewności, co do przedstawionych przez nieznajomą brunetkę faktów, a zweryfikować też za bardzo nie było jak zdarzeń sprzed obudzenia się.

Tajemnicza i podejrzana, czy nie, miała wodę, a to już coś. Odkręcił białą zakrętkę Eviana i pociągnął długi łyk, rozkoszując się błogosławionym wpływem wilgoci na swą jamę ustną. Skinął głową w podziękowaniu, po czym upił jeszcze jeden, mały łyk.

Kobieta utrzymywała że mu pomogła, że zawiozła go i dwójkę nieznanych towarzyszy w to miejsce, poniekąd na jego własne życzenie. Cóż, mimo że to brzmi dziwnie, jakieś ziarno prawdy w tym może tkwić. Zawsze włączał mu się po libacji sonar, który nieomylnie prowadził go do domu, niezależnie jak bardzo bywał sponiewierany. A potrafili czasem nieźle zabalować. Jerry Murray, inżynier konstrukcji, współpracownik w firmie Bronsona, a prywatnie dobry kumpel nigdy nie odmawiał spotkania po pracy w barze. Nie zdarzało się to bardzo często, nie, byli przecież ludźmi na poziomie, ale co mniej więcej dwa tygodnie praktykowali twardy reset wysokoprocentowymi napojami. Niezależnie od swego stanu Roger zawsze budził się w domu, może nie zawsze w łóżku, ale zawsze instynktownie trafiał do rodzinnej siedziby. Teraz widocznie sonar wskazywał wschodnie wybrzeże jako kierunek, niechybnie prowadząc go tam, nawet gdy był totalnie uwalony.

Poobdzierane kłykcie wskazują, że faktycznie z kimś zadarł. Nie czuł zbytnich skutków bójki, ale będąc jeszcze na wpół nietrzeźwym, może sobie nie uświadamiać konsekwencji wieczornej walki. Na razie nic go nie bolało, zatem może faktycznie ten drugi oberwał po prostu mocniej. Musiało być ostro, skoro czarnulka widziała w tym prawie żądzę mordu. Cholerne babsko. Skąd ją mógł znać? Mignięcie czegoś na kształt wspomnienia, umiejscawiające ją w innym czasie i rzeczywistości, z rozpalonymi gorączką oczyma przy egzekucji, musiało być urojeniem. Tam przecież wszystkie kobiety z zasłoniętymi twarzami mają czarne i błyszczące oczy...

Wtedy przypomniał sobie kolejny drobiazg. Równie ulotne wrażenie dźwięku i zapachu, dochodzących z pięterka. Przypomniał sobie wąskie, ciemne schodki. Czemu ciężko potłuczony koleś tam trafił, zamiast być zostawionym na dole? Może faktycznie był agresywny i wbrew rozsądkowi po prostu kazał im wleźć na górę. Kurde, ciekawe czy ktoś opatrzył ofiarę jego wczorajszej wściekłości. Trzeba się tym zająć, jest przecież cywilizowanym człowiekiem, może i poniosło go wczoraj, ale to już minęło, a w dodatku zupełnie nie czuje złości do kogoś, kogo nawet nie pamięta.

- Przypomnij mi moja droga, jak masz na imię? Głowa mi szwankuje, to musiała być ciężka noc. Dziękuję ci za podwózkę, miło że chciało ci się targać nas wszystkich po tym, co widziałaś. Chyba wiem, gdzie jest ta dwójka, skoczę do nich i sprawdzę jak się miewają. Może będziesz na tyle uprzejma, by podrzucić nas bliżej jakiegoś miasteczka? Wiem, że nadużywam nieco twej uprzejmości, ale jeśli miałaś jakieś interesy w okolicy, to pewnie wiesz gdzie tu są zamieszkałe tereny. Daj mi chwilę.

Ruszył z powrotem do domku. Rudera z zewnątrz prezentowała się nieco lepiej, niż od środka. Poddasze zaopatrzono w niewielkie okienka, z powybijanymi niestety szybami. Pewnie nieźle zmarzli tam na górze nocą. Cóż, sami sobie są winni, na pewno to ich wina, że zachował się brutalnie. Od kilkunastu lat nawet z nikim się nie kłócił, o rękoczynach nie wspominając. Za wyjątkiem tego jednego, jedynego pamiętnego wydarzenia. Ok, zmieniło się co nieco w jego głowie, ale to zrozumiałe, po tym co przeszedł. Mimo to Roger nadal widział się jako statecznego przedstawiciela klasy średniej, z aspiracjami, niemal pozbawionego wad. Co więc musiało się zdarzyć, by doszło do pobicia innej osoby? Co do cholery zaszło?

Wszedł w przyjemny, chłodnawy półmrok. Oczy wymęczone jaskrawym światłem słońca szybko przystosowały się do łagodniejszego wnętrza domu. Poczuł niemiły zapach. Nieświeże, zatęchłe powietrze przecinały nitki paskudniejszych woni. Poczuł się nieswojo, trochę jak dziecko wpatrujące się z napięciem w drzwi szafy, kiedy rodzice ostatnim pocałunkiem już się z nim pożegnali przed snem. Cały dom był taką szafą, z czającym się w środku potworem.

Tylko że najgorszym potworem w tym miejscu mógł się okazać Roger.

Ruszył ciężko wąskimi, skrzypiącymi schodami na górę. Zapach zmienił się nieco, wplotła się w niego słodkawa nutka perfum o różanym aromacie.

Zwalniał. Zastanawiał się co powie, kiedy już znajdzie się na górze. Nie przywita się przecież serdecznie, jakby nic się nie stało. Dla dodania sobie animuszu rzucił w stronę krańca schodów
- Witam, mam trochę wody, pewnie się wam przyda.

Każdy krok powodował skurcz żołądka. Jeszcze kilkanaście stopni, jeszcze kilka. Wszedł na górę i rozejrzał się po pomieszczeniu.
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...
killinger jest offline