| Wszyscy błyskawicznie znaleźli się przy drzwiach. Jonathan szybko zawiązał rozplątane wcześniej sznurowadło. Przez otwarte do połowy drzwi widać było leżącego pod ścianą Malkawiana. Mniej więcej na wysokości schodów. Na ścianie dało się zauważyć ślady krwi. Musiał porządnie oberwać. Dodatkowo zajął się ogniem. Jego ubranie w kilku miejscach się paliło. Krzycząc przeraźliwie Sarnus błyskawicznie pozbywał sie górnej części ubrania.
Kelnerka złapała się za twarz i zaczęła biec w stronę pomieszczenia z którego przed chwilą wyszła.
Jonathan złapał wyjmowane, które jako jedyne mogło robić za poduszkę i rzucił się w stronę okna. Te jednak okazało się wytrzymałe. Nie czekając podbiegł do stolika. Podniósł go i skierował się z powrotem w stronę drzwi. Stolik jest dość ciężki i nieporęczny.
Erica stała przy drzwiach wpatrując się w korytarz.
Nagle korytarz wypełnia się masą różnych skrzyń. Jet ich tak dużo że nie ma jak przejść. Kelnerka w połowie drogi nagle traci orientację i przewraca się znikając za skrzyniami. Nie ma racjonalnego powodu skąd się te skrzynie tu wzięły. Wyglądają tak jakby cały czas tu były. Czuć nawet wyraźnie zapach drewna. Wtedy na górę wpadają dwaj ochroniarze. Z wyraźnym zamiarem oddania kilku kolejnych strzałów do Sarnusa. Jednak zatrzymują się niepewni tego co widzą. Są wyraźnie zaskoczeni i nie bardzo wiedzą co robić. |