Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-04-2007, 15:30   #1
Solfelin
 
Solfelin's Avatar
 
[Spotkanie, część 2] Dzieci Inkwizycji

Punkt, w którym dowiadujemy się motywu i celu naszego życia, najczęściej występuje na jego początku. Istoty mroku, istoty światła są jakby tylko tymczasowe. Bardzo chimeryczne, a jednak tak bliskie, lecz zarazem same w sobie - bardzo młode.

Bo jeśli świat ma wiele milionów lat, to co to jest dla niego kilkudziesięciotysięczne istoty zwane ludźmi, albo przynajmniej takimi, jakimi my ich znamy lub może - może - nimi się uważają, a co dopiero mówić o istotach mroku lub światła, które mają zaledwie kilka tysięcy lub mniej lat, niż ci „ludzie”.

Wiedza przychodzi.
Jedyne, co w przyjściach jest bez zobowiązań, to wiara.
A tylko wiara może sprawić, że wiedza jest cokolwiek warta lub cenna.


Potrzeba czasami wstrząsu, wydarzenia, które zmieni bieg życia.

Bo tak naprawdę, to każde doświadczenie to przygotowanie do następnego doświadczenia. I jak mówimy, pytamy, dlaczegoż to mogliśmy lub byliśmy bez mocy przygotowania do doświadczenia, to jesteśmy w błędzie gdy uwagę poświęcamy pytaniom, bez szukania odpowiedzi lub odkrycia tego.

Doświadczenie jest przygotowaniem. A to oznacza, że każde poprzednie doświadczenie było przygotowaniem do tego następnego doświadczenia, tego, w którym jesteśmy, które również jest przygotowaniem.

Nieznana data
Nieznany czas



Poznając każdą odpowiedź trzeba przygotować się na to, że na kolejne pytanie wynikłe z poprzedniej odpowiedzi można dostać jedynie ciszę.

Wernachien, Tammo, Szusaku

- Witajcie - zbudził ich głos kobiecy. - Jesteście w naszej siedzibie, a dokładnie w sali rozpraw. Mało tutaj rozprawiamy - zażartowała, dla rozluźnienia atmosfery.

Znajdowali się w dość przestronnej, ale jednak i małej sali pomalowanej na wytarty, ciemny czerwony. Wokół nich znajdowały się białe krzesła, jakby w kręgu. Oni siedzieli w trzech krzesłach w środku krzesłowego okręgu, a naprzeciwko ich był - zamiast zwykłego krzesła - żelazny tron, z wyrytymi orłami bo bokach i na podnóżku, na którym siedziała ona - „Kruczowłosa”, „Szachistka”.

Obok niej siedziało 6 osób. Trzy kobiety oraz trzech mężczyzn. Drużyna była tak samo, jak poprzednio, przed walką, tyle, że po bokach, na samych końcach, były dwie inne kobiety - jedna wysoka, ładna, dojrzała, ruda - a druga była blondynką, siedziała obok blondynki z pola walki, oboje wyglądały jak bliźniaczki. Obok rudej wydawało się, że było puste miejsce, ale po chwili przyglądania można było dostrzec postać oraz jej kontury, męską, która przybrała kolory otoczenia oraz siedzenia.

- Teraz - powiedziała łagodnym głosem „Kruczowłosa”, „Szachistka” - odpowiemy na Wasze pytania. - powiedziała to, uśmiechając się, jakby czytając w ich myślach. - Tak, kluczyk jest w tym, że - każdy z Was może zadać tylko jedno pytanie oraz wstrzymać się co do pytań na odpowiedź, którą dostał. - objaśniła, lekko prostując się w swoim „fotelu”.

- Możecie swobodnie pytać, odpowiadać, nawet konsultować się ze sobą - dodała, a po chwili jeszcze, jakby ostrzegła - tu dyskutujemy. Ale otwartych pytań łącznie możecie zadać tylko trzy.

Rozejrzeli się i zobaczyli, że obok nich, w większej odległości, pod ścianami niemal, również kolistego pomieszczenia, w którym się znajdowali, było dwóch wampirów z poprzedniego starcia. Oboje siedzieli ze spuszczonymi głowami - ta kobieta, która wcześniej była z siekierą oraz „elegancik”, bo ich bokach w odległości od nich - oraz w odległości od „białych” - bo wszyscy, włącznie z „Kruczowłosą”, promieniowali niewyraźnym, białym światłem.

Dało się też dostrzec, że po ich lewej „elegancik” oraz po prawej ta kobieta promieniowali niklejszym, ale również białawym światełkiem, podczas gdy wcześniej na bitwie byli „normalni”.
 

Ostatnio edytowane przez Solfelin : 05-04-2007 o 16:16.
Solfelin jest offline