Można powiedzieć, że mam niejako zboczenie na punkcie Tolkiena i pochłaniam wszystko, co na okładce ma jego nazwisko i trafi w moje łapy... Tak poza tym to niektóre ksiązki Sapkowskiego i Andre Norton. Od czasu do czasu Pilipiuka moge poczytać... C.S. Lewis'a i jego "Opowieści z Narnii" mimo, że jakby nieco naiwne, też zrobiły na mnie całkiem dobre wrażenie, ale wtedy akurat potrzebowałam czegoś w tym stylu.
A jeśli idzie o literaturę nie-fantasyczną to jestem miłośniczką Moliera i wszelkiej maści podręczników do historii

(może się to wydać masochizmem, ale taka już widac moja zwichrowana psychika

).