Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-07-2015, 19:59   #4
Anonim
 
Reputacja: 2417 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
To Lulu – Fixer - przywódca sektora Z 0198 - niski lecz charyzmatyczny typek, podrapał się po ogolonej na łyso czaszce. – W sumie nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś go zajebał. Chyba wszystkim działał na nerwy.
- Mnie to szczególnie wkurwiał. - powiedział Ponti niezwykle wyraźnie, siedział w kącie i kiwał się do przodu i do tyłu = Spaliłbym go jakbyście nie mieli z tym problemów. - W ręku miał nóż, ale nie było widać, żeby zarżnął Lulu - nóż był czysty, a on na sobie nie miał żadnych śladów. Nikt nie wiedział kiedy dokładnie tam przyszedł, ale to był Erik - jak wydało mu się rozkaz to go spełniał, albo mówił, żeby się odpierdolić - wtedy zazwyczaj ludzie się odpierdalali. Erik wielokrotnie już miał przystawianą lufę do głowy i nóż do gardłą, ale nigdy nawet mu nie drgnęła powieka. Demony? Pierdoliło go to. Podobno spotkał nie jednego, a jego numer był tak kurewsko niski, że jego monologi o paleniu demonów na Ziemi świadczyły o tym, że był masowym mordercą podpalającym ludzi żywcem. To był jeden twardy skurwiel, a równocześnie tak bardzo nie uczestniczący w życiu społecznym, że był jakby tłem. Był Strażnik, były demony, ściany statku i Erik Ponti. Gdzieś na granicy percepcji, w głębokim tle, choć widoczny. Zazwyczaj prowadził monologi na temat demonów, teorii o rzeczywistości, czy jeszcze dziwniejszych treściach, których niewielu rozumiało, a jeszcze mniej słuchało. Jego próby uczestniczenia w dialogu kończyły się zazwyczaj odejściem rozmówców stwierdzających, że z panem bełkotkiem nie ma co gadać (lub grzeczny zagrożeniem Pontiemu, że jak sam nie odejście to będzie miał poderżnięte gardło przez odbyt - Ponti wtedy odchodził, bo przecież chciał tylko pogadać).
- Nie cierpiał, na szczęście – jego zastępca, Zanzibar splunął w kałużę krwi. Nie skomentował słów Pontiego, zresztą na samym początku przeszukano Erika, czy to nie on, ale Erik nie jest typem gościa, który by kogoś załatwił bez cierpienia, nie był też typem gościa, który sprzeciwiłby się rozkazom szefa sektora, bo to był jakiś były żołnierz czy ktośtam, facet znający dyscyplinę, tylko po prostu zdrowo jebnięty na umyśle – Nie ściągnie na nas problemów.
- Skreślmy go z rejestru. To ilu nas tutaj jeszcze zostało, Zanzibar.
- Osiemdziesięciu czterech.
- Powiedz Kutasowi, że ma mięso do zabrania z celi. Niech przynajmniej raz Lulu się do czegoś przyda.
- Może powinniśmy, no wiesz … – Zanzibar spoważniał. – Może to nie jest dobry pomysł. Kanibalizm. Wiesz, kurwa, na Terze robiłem różne rzeczy, ale nie wpierdalałem trupów.
- Żarcie się kończy, Zanzibar. Jesteśmy odcięci odkąd … wiesz zresztą.
- Mięso jak mięso. Trochę pierdoli się po nim w głowie. - wtrącił Erik, a Zanzibar spojrzał na niego z lekkim strachem. Nie to, że się bał Pontiego - bał się po prostu utraty swojego człowieczeństwa, nie chciał być taki jak Ponti. Strach to była cząstka człowieczeństwa w nim, której brakowało Pontiemu. Czy to był jeszcze w ogóle człowiek?
- Musimy znaleźć na niego sposób. Postawić się. Inaczej wszyscy wyzdychamy. A śmierć Lulu, wiesz, kurwa, będziemy mu zazdrościć Fixer, że zdechł tak szybko i w taki sposób.
- Pozostaje jedna sprawa, Zanzibar – szef sektora spojrzał na zastępcę. – Musimy znaleźć tego, kto zajebał Lulu. Było, kurwa, jasno powiedziane, że nie mordujemy, bo on tylko na to czeka. I tak trzymamy się na krawędzi. Jeszcze jeden taki trup i mamy go na głowie. A wtedy, masz kurwa, absolutną rację. Zdechniemy. Albo gorzej.
- No dobra. Zgarnę dyskretnych ludzi, dam znać by poszukali sprawcy, ale co potem? Co zrobisz, jak już go namierzymy?
- Otworzę jebany korytarz – zaklął Fixer. – Jak tak bardzo chce go sprowadzić do naszego sektora, niech spotka się z nim w pierdolonych tunelach. Oszczędzi nam problemów, chuj złamany.
- WPISZ MNIE DO DRUŻYNY. - warknął Erik całkiem znienacka. A Fixer i Zanzibar spojrzeni na niego. Tym razem Erik nie żartował, bo przestał się kiwać i siedział nieruchomo w kącie swoimi zimnymi oczami spoglądając w sam środek dusz dwóch przywódców sektora. Fixer i Zanzibar pomyśleli, że mogliby po prostu zabić Erika i pozbyć się problemu, ale z drugiej strony gdzie znajdą aż tak fanatycznie lojalną osobą na terenie sektora? To była chyba jedyna osoba, która nic nie kombinowała, a jedyne co można było się po niej spodziewać to to, że pewnego dnia zniknie bez słowa. Dlatego właśnie Erik pomimo wszystkich wad był tolerowany przez wszystkich.



**************




- I co się kurwa patrzysz? - powiedział Franz Mauer do Erika Pontiego, gdy siedzieli na stołówce. Ktoś pod stołem robił mu loda, Erik miał nadzieję, że to była kobieta. Wkurwiali go pederaści - dlatego właśnie tak bardzo wkurwiał go Lulu i dlatego właśnie tak bardzo zasługiwał na śmierć. Nie to, ze to Erik go zabił.
- Kto zajebał Lulu? - Erik pomyślał, że zadał to pytanie Franzowi, ale tak naprawdę westchnął głęboko wydając z siebie jakieś bliżej nieokreślone dźwięki. Odchrząknął, ale zrezygnował z zadawania jakichkolwiek pytań. Powiedział jakby do siebie - Pierdolę to. - i to było zrozumiałe dla postronnych. Od wydarzeń, które wywowały u niego zespół stresu pourazowego dialog z postronnymi nie szedł mu zbyt dobrze. Chociaż umiał mówić - to była jakaś blokada psychiczna.

Odszedł od stołu. Po czym zawrócił i zajrzał pod niego. To była kobieta, choć nie wyglądała zbyt atrakcyjnie to jednak nie był to facet i to się liczyło. Erik pokazał Franzowi kciuk do góry, a Franz pokazał mu środkowy palec do góry.

Już od dawna Erik nie prowadził tak zaangażowanego przez obu rozmówców dialogu. Był zadowolony z siebie. To był taki cudowny dzień.



**************




Erik powrócił do celi Lulu poszukać śladów pozostawionych przez zabójcę. Zawsze są jakieś ślady. Przechodząc tak korytarzem wiele osób patrzyło na niego - niektórzy go nienawidzili, inni mieli go za nic, a jeszcze innym dodawał otuchy, że pomimo swoich wad są ludźmi. Niektórzy nawet podejrzewali, ze Erik Ponti jest anomalią, bo był niczym detektor gówna - gówno miał i gówno go otaczało. Ciężko się z nim było dogadać i niewiele ludzi próbowało. Zazwyczaj można było usłyszeć od niego o wydarzeniach z Old Harvest, gdzie wszystko zatrzymało się na latach 50 XX wieku. Historia ta była dość popularna wśród współwięźniów, bo była niewiarygodna, osadzona w realiach historycznych i Erik Ponti co jakiś czas dodawał różne szczegóły, a inne zapominał. Największe wrażenie robiła opowieść o Villopodobnej istocie, czy Ortis - Erik zapytany dość dokładnie opisywał wygląd dziewcząt, które były z nim na wycieczce i większość z nich była kurewsko gorąca i jakby znalazły się na Gehennie to byłyby gwałcone bez przerwy.

Erik Ponti sam w sobie nie wyglądał staro. Wiadomo było, że ma ponad 30 lat i że był jakimś żołnierzem w między czasie jak był w Old Harvest. Nigdy nie opowiadał żadnych historii z frontu, ale żywo reagował na rozkazy i rzadko kiedy sam je wydawał (i jak już to robił to ludzie słuchali, bo w taki sposób Erik ostrzegał o niebezpieczeństwie, wydawało się, że nie potrafił normalnie mówić tylko warczeć rozkazy - to znaczy mówić umiał, ale o Old Harvest i demonach). Erik Ponti nie odczuwał strachu, nigdy nie cofał wzroku nawet przed największymi kozakami i nigdy nikt go nie prowokował do okazywania nerwów - choć czasem sam Erik denerwował się z frustracji, gdy próbował coś powiedzieć, ale mu nie wychodziło.

Nie był obtatuowany, nie miał dziwnej fryzury, nie miał nawet pseudonimu. Erik Ponti był jakby urwany z innego filmu. Jego ciało miało kilka blizn świadczących o tym, że przeszedł swoje. Raczej nie uczestniczył w życiu seksualnym Gehenny, choć kilka razy korzystał z usług różnych dziwek.

Mówiło się, że jak się nie dostosujesz do umrzesz, ale Erik znalazł inny sposób - stał się tłem wydarzeń, niemalże kolejną anomalią na tym popieprzonym statku. Nie walczył o wpływy, nie pomagał nikomu, wypełniał tylko rozkazy szefa sektora, a w zamian za co tamten go krył i nie miałby za złe, gdyby Erik którego dnia uciekł do innego sektora. Takie niepisane zasady - Erik zresztą zwiedził już całkiem sporą część Gehenny próbując dostać się do sterówki. Miał nawet sojuszników, ale z jakiegoś powodu niemal wszyscy zginęli, a reszta straciła rozum (i pewnie już też nie żyje). Tylko Erik jakoś przetrwał, a jego poczytalność jeszcze w Old Harvest sięgnęła dna.

Erik jeśli był jednym z "NICH" - ludzi obdarzonych dziwnymi mocami to sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Erik był w wysokim stopniu samoświadomy. Wiedział, że ma syndrom stresu pourazowego, wiedział, że mają go za świra i wiedział, że ciągle napieprza o demonach, a nawet jak ktoś tego słucha to i tak nie wierzy. Co więcej - zdawał sobie sprawę z popularności jego historyjek o Old Harvest i wykorzystywał je, żeby choć trochę socjalizować się z gawiedzią, do której po prostu nie pasował.



**************




Jakiś czas przed Gehenną.
- Pułkowniku, czemu po prostu nie pozbędziemy się tego gnoja? - zapytał silnie umięśniony mężczyzna, który zupełnie nie miał karku, a jego głowa była jakby czubkiem piramidy znajdującej się jego ramionach. Jego rozmówcą był brodaty starzec w mundurze pułkownika. Przed nimi znajdował się ekran pokazujący na żywo Erika Pontiego siedzącego w izolatce.
- Pozbywamy się - ładujemy go na to najnowsze kosmiczne więzienie. - Erik spojrzał się w miejsce gdzie wiedział, że znajduje się ukryta kamera. Jego wzrok przeszył pułkownika i porucznika, choć przecież nie było to możliwe. Obaj jednak poczuli ciarki na plecach. Mięśniak pierwszy przerwał milczenie:
- Mógłbym definitywnie się go pozbyć. - w tym momencie Erik roześmiał się w swojej celi jakby słyszał rozmowę, choć nie było to możliwe.
- Ten statek jest gorszy niż śmierć. - powiedział pułkownik wyłączając podgląd izolatki Erika. Porucznik stwierdził, że przecież statki będą zabierać stamtąd zresocjalizowanych więźniów.

Erik w tym czasie wstał i palcami starał się zapamiętać każdą niewidoczna nierówność ściany. To mogło mu się przydać kiedyś, bo los przecieć mógł w nich zacyfrować informację na temat przyszłości. Jedyne co poczuł pod dłońmi to niezliczoną ilość gwiazd... i nagle pustkę.



**************




Jego twarz była ledwie widoczna w panującym półmroku.

- Ktoś w sektorze mógł się skumać z Oculusem. Może chcieć by ten demon pożarł nas wszystkich. Dlatego zabija. Wiecie, że morderstwa przyciągają anomalie. Zakazałem przemocy i załatwię każdego, kto tą zasadę złamie. Serio. Gdybyście ten czas popytali, powęszyli. - Erik nie wykluczał, że sam by chciał pogadać z Oculusem, gdyby ten zechał gadać. Podejrzewał jednak, że jest to jakaś odmiana istot stojących za skurwysyńsko złym węgierskim czarnoksiężnikiem z Old Harvest, więc nie było co gadać. Erik chciał popytać i powęszyć, ale po prostu nie mógł przeskoczyć swojego syndromu stresu pourazowego, więc popytanie nie wchodziło w rachubę.
- Szefie, szefie, sorry ze nie w porę, ale Szamanka potrzebuje ekipy do zamknięcia bloku ósmego. Anomalie są tam bardzo wyczuwalne.
- Zaraz przyślę jej ekipę z narzędziami. Ktoś z was chce pomóc? – Zapytał wprost, a Erik Ponti wyraźnie przypomniał sobie jak czarnuch nauczyciel chciał, żeby ludzie rozdzielili się na początku przygody z Old Harvest. Erik już wtedy przestrzegał się, że rozdzielanie się jest debilnym pomysłem i nadal tak uważał, ale tym razem postanowił nie kwestionować rozkazów przełożonych. Jak ktoś jest na tyle głupi, że chce skorzystać z tej szansy śmierci to niech idzie, ale Erik z pewnością nie zgłosi się do "nagłych dodatkowych misji", bo "nagłe dodatkowe misje" to dodatkowy sposób, żeby umrzeć. Życie to dziwka, a potem umierasz. Co innego główna misja - w głównych misjach można umrzeć z honorem.



**************




W celi Lulu panował rozgardiasz. Wszystko co było do rozkradzenia (włącznie z jego zwłokami) zostało rozkradzione. Erik zajrzał pod łóżko, gdzie zobaczył dwie dziewczynki. Jedna to była Nicole, a druga to Jenny. Erik wstał i głęboko odetchnął. Był świadom, że to halucynacja, a mimo tego widział ją i z jakiegoś powodu nazwał te mary tymi imionami. Zajrzał jeszcze raz. Tym razem nie było tam żadnych dziewczynek, chłopców, ani innych skurwysynów. Sprawdził czy pod łóżkiem nie pozostały żadne nadzwyczajne ślady - zarówno na podłodze jak pod spodem łóżka.

W tym czasie do pomieszczenia weszła Satysfakcja - jedna z dziewczyn żyjących wyłącznie z prostytucji. Zaproponowała sama seks, za darmo, ale Ponti kiwnął głową, że nie i powrócił do lustrowania podłogi i łóżka. Chciał jej powiedzieć, że później, ale nawet nie kłopotał się - i tak by z tego wyszedł jakiś bełkot. Ta natomiast nie dała za wygraną i powiedziała, że wie, że się zgłosił do misji opuszczenia tego sektora. Gadała coś również o tym, że podobały jej się historyjki z XX wieku... po czym zaczęła mu zdejmować spodnie. Erik był bierny, choć starał się zachować fason to i tak mu stanął. Zwłaszcza jak mu ssała. Poruchał się z Satysfakcją na łóżku Lulu wciąż brudnym od jego krwi. Tak minął czas, Erik lubił długo. Na koniec spuścił się na jej twarz, ubrał się, uśmiechnął się i kiwnął jej ręką na dowidzenia.

Erik Ponti uznał, że dla takich chwil warto było żyć.

Choć i tak najbardziej pragnął dostać się do sterówki Gehenny, żeby zrobić porządek i rozpierdolić kolejny bezbożny przybytek. Dla tych chwil jeszcze bardziej warto było żyć.
 
Anonim jest offline