Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 23-10-2015, 16:48   #1
Grave Witch
 
Grave Witch's Avatar
 
[autorski 18+] Głód

GŁÓD




Czy znasz to uczucie? To rwanie w trzewiach? Tą tęsknotę, słodki zapach, który zdaje się docierać zewsząd? Wiesz że to czego pragniesz jest tuż tuż, na wyciągnięcie dłoni. Ciebie zaś boli… Boli głowa, bolą mięśnie, bolą myśli. Krwiste plamki tańczą ci przed oczami, tak ze ciężko ci skupić się na obrazie jaki masz przed sobą. Ktoś coś mówi, jednak… Ty nie słyszysz, głos tej osoby nie dociera do twojego mózgu gdyż tam jest tylko on… Głód… Wierny towarzysz znów powrócił i domaga się twej uwagi. Cudownym, uwodzicielskim głosem wiernej kochanki szepcze do ciebie.
~ No dalej, wiesz że tego chcesz, że potrzebujesz… Spójrz, to jest tak blisko… Proszę, pozwól mi bym ci pomogła...
Szept w twoim umyśle. Cichy, łagodny, zabarwiony uśmiechem. Ty też się uśmiechasz. Dlaczego właściwie się opierać? Przecież znasz ją, znasz jej siłę. Ona zawsze wygrywa… Zawsze. Ty zaś jesteś nikim… Niczym, dopóki nie zaspokoisz tej potrzeby, wtedy bowiem jesteś panem! Królem świata! Nikt nie jest w stanie cię powstrzymać. Możesz mieć wszystko, zrobić cokolwiek sobie wymarzysz. Wystarczy że posłuchasz tego głosu. Spójrz, ona trzyma koronę w dłoniach, a jedyne czego chce to to byś po nią sięgnął. To takie proste. Wyciągnij dłoń… Weź… On nie ma do tego prawa. Ta władza jest twoja. Jak śmiał ją tknąć… Jak śmiał zadać ci ból?

- Tato? - niewinny głosik sprawia iż na chwilę wyrywasz się z odmętów. - Dobrze się czujesz?

Czy dobrze? Nie… Dobrze… Jak właściwie się czujesz? Spoglądasz na dłonie, które dzierżą nóż. Po co ci on był? No tak… Robiłeś kanapki kiedy…
~ Nie słuchaj, on chce cię zwieść. On to ma. Nie czujesz tego zapachu? Tej słodyczy, tej mocy którą wibruje? Czy naprawdę pozwolisz mu ją zatrzymać? Pozwolisz by zadawał ci tortury? By ranił?
- Nie… - pada z twoich ust słowo pieczęć. Oczywiście, że nie pozwolisz by ktoś inny przywłaszczył sobie ten skarb. Głód należy zaspokoić. Ją należy zaspokoić.
- Tato!... Nie… Co…
Jednak jest już za późno. Przez krzyk przedziera się opętańczy śmiech. O tak… Tak dobrze, cudowanie, błogo. Chcesz więcej i więcej… Krew skapuje na lśniącą posadzkę. Szkarłatem barwi białą koszulę. Rozlewa się na blacie stołu. Połyskuje na nożu który raz za razem opada w dół.
- Dooobrze… - szepczesz i tak właśnie się czujesz. Dokonałeś tego, pokonałeś przeciwnika. Czas zatem na nagrodę. Gorączkowo i niezdarnie przeszukujesz kieszenie szkolnego swetra, spodni, wreszcie plecaka, który leży obok. Tak! Masz, znalazłeś… Niewiele, ledwie marne resztki, starczy może by zaciągnąć się raz, dwa razy. Głód jednak cichnie na chwilę, a ty czujesz jak moc wypełnia twoje tkanki wraz z cienką smugą dymu. Tak dobrze… Przeciągasz się, uśmiechasz, wzdychasz z zachwytem.
No tak… To co też miałeś takiego zrobić? Było coś… No tak...
- To z czym chcesz tą kanapkę Tony? - spoglądasz na syna. - Wstawaj śpiochu - potrząsasz jego ramieniem. - Co do…
Ciało w zwolnionym tempie osuwa się na podłogę wydając przy tym mrożące w żyłach plaśnięcie. Chcesz krzyczeć, jednak żaden dźwięk nie wydobywa się z twych ust. Stoisz jak sparaliżowany i spoglądasz na coś, co jeszcze chwilę temu było twoim synem. Teraz, w kałuży krwi, przypomina jedynie niechcianą, zepsutą lalkę której nikt już nie kocha. Słońce lśni w złotych, nieco przydługich włosach. Jego promienie uwydatniają przerażenie w martwych, szklistych oczach. Lewa ręka drga lekko jakby w sprzeciwie, ostatnim akcie buntu przeciw okrutnej rzeczywistości.
~ Zasłużył na to… - szepcze cichy głos. Jej ręka delikatnie muska twój policzek, a twarz przysłania makabryczny widok.
- Tak - zgadzasz się z nią. - To… boli.
~ Tak… To boli, ale jest na ten ból sposób. Pozwól mi wskazać ci drogę. Pozwól mi ulżyć ci w bólu. Chodź…
I idziesz. Trzymając ją za rękę, twoją kochankę, twoją nikotynę…



***


- To wszystko moja wina - głos mężczyzny jest cichy, zmęczony. - Nie chciałem jednak by tak się skończyło. Chciałem pomóc. Chciałem dobrze.
Twarz mu tężeje, drżąca dłoń zbliża się do niej, przeciera przekrwione oczy, odsuwa przydługie włosy po czym opada na blat biurka.
- Ludzie umierali już wcześniej. Rak zabijał ich dziesiątkami. Pochłonął moją żonę, zabrał córkę. Musiałem coś z tym zrobić.
Spazm bólu wykrzywia jego oblicze dodatkowo uwydatniając liczne zmarszczki. Mężczyzna ten nie jest młody, a rozpacz widoczna na jego obliczu dodatkowo go postarza. Spogląda w oko kamery błagając o wybaczenie, którego wie, że nie otrzyma.
- Chciałem dobrze, - powtarza - jednak jak wielu przede mną, zawiodłem. Początki były obiecujące. Testy laboratoryjne wykazały niemal stuprocentowe obniżenie szkodliwości nikotyny. Udało się również obniżyć stopień uzależnienia jakiemu poddany został obiekt badań. Wszystko szło tak dobrze. Zbyt dobrze…
Smutny uśmiech pojawia się na jego ustach.
- Uzyskaliśmy zgodę na masową produkcję, na wprowadzenie nowego tworu do sprzedaży, na obwieszczenie wszem i wobec że nie ma się już czego obawiać. Palenie na nowo stało się modne. Słodki zapach, efekt uboczny zmian które wprowadziliśmy, dodatkowo wspomógł ów trend. Koniec ze smrodem tytoniu, żółtymi nalotami na zębach i palcach. Wciąż co prawda utrzymywał się zakaz palenia w miejscu pracy, jednak była to ostatnia, drobna przeszkoda dla rosnącej populacji miłośników nowej, bezpiecznej No-nikotyny. Z czasem przyjęła się i nowa nazwa - Notyna.
Uśmiech zamiera. Na jego miejsce powraca rozpacz. Mężczyzna wybucha śmiechem, gwałtownym, szaleńczym, zbyt głośnym by był efektem radości. Jego dłoń drga, porusza się jakby posiadła własny umysł. Szuka.
- Wybaczcie - właściciel ręki opanowuje się po długiej chwili, zbyt długiej. - To już niedługo, już czai się na obrzeżach umysłu, woła. Nie mam go czym uciszyć. Cały zapas jaki mi pozostał zużyłem by znaleźć antidotum, by naprawić to co zepsułem. Pomyśleć, że chciałem uratować ludzkość tworząc anioła. Anioła, który zmienił się w siewcę zagłady. Może tak miało być? Bez asteroidy, naturalnej katastrofy czy trzeciej wojny światowej. Ludzkość zginie z własnej ręki, kierowana własnymi pragnieniami, popędami, mroczną stroną duszy.
Chichot wstrząsa jego ciałem, które kurczy się, pochyla. Włosy przysłaniają jego twarz. Kiedyś zapewne były białe, zadbane. Teraz przypominają żółte strągi, które niczym węże wiją się wokół jego szyi, opadają na ramiona, drgają przy każdym ruchu.
- Zboczyłem nieco z tematu, wybaczcie. - Mija kolejna, długa chwila, nim udaje się mu opanować. Tym razem przerwa trwała dłużej. Nie podnosząc głowy, kontynuuje. - Wszystko szło dobrze przez pierwszych siedem lat. Dlaczego akurat tyle? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Siódemka jednak nie była w tym przypadku szczęśliwą dla ludzkości liczbą. Pierwszy przypadek szaleństwa odnotowano w Welwyn Garden City, w hrabstwie Herdfordshire, w Angli. Adam Sander, mąż Julle i ojciec Tonego oraz Carolline. Głód dopadł go rankiem, w trakcie przygotowywania drugiego śniadania dla syna. Kolejni pojawili się wkrótce. Zabijali swoje dzieci, partnerów, przypadkowych przechodniów, kolegów w pracy. Nikt nie był bezpieczny, nikt nie wiedział kto będzie następny. Świat ogarnęła panika, a za nią nadeszło szaleństwo. Rządy próbowały jeszcze walczyć, opanowywać sytuację, jednak ta nie pozwoliła im na to. W końcu poddali się jakiś rok temu. Wrota bunkrów zamknięto za plecami tych, którzy okazali się godni, by dożyć nastania nowej ery. Pozostali… Nie wiem co dzieje się z pozostałymi, gdyż uciekłem od tej wiedzy, schowałem się w moim małym świecie, napędzany tylko jednym pragnieniem - by znaleźć lekarstwo. To pragnienie nie jest już jednak jedynym.
Ręka, która wciąż wędrowała sama z siebie po blacie biurka, natrafia na coś, co skryte jest przed okiem kamery. Trwa to jednak tylko sekundę. Gorączkowe ruchy, pstryk dobywający się z zapalniczki, obłok dymu.
- Taaak - westchnienie czystej rozkoszy wydobywa się z ust mężczyzny wraz z kolejnym, szarym obłokiem. - To już ostatni. Tak samo jak ten wpis w dzienniku. Poniosłem klęskę będąc tak blisko. Zawiodłem. Wyniki moich badań nigdy zapewne nie ujrzą światła dziennego. Gdyby jednak… gdyby znalazł się ktoś, kto odnalazłby moją kryjówkę i zdołał dokończyć moje badania… Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Mężczyzna spogląda teraz wprost w oczy oglądającego. Zaciąga się, uśmiecha i wydmuchuje kolejną porcję dymu. Jego ręka ponownie znika z widoku, a gdy się ponownie pojawia, trzyma glocka 19.
- To byłoby wszystko. Moja mała spowiedź, która zapewne nie zapewni mi otwarcia bram do raju, jednak pozwoli odejść w spokoju. Jest rok 2027, wrzesień, 20 dzień tego miesiąca.
Przykłada sobie broń do skroni i po raz ostatni uśmiecha się do kamery, naciska spust. Ekran pokrywa mozaika złożona z krwi, fragmentów mózgu i kości. Licznik na lewym, dolnym rogu w ciszy odlicza kolejne sekundy.


Świat.

Mamy rok 2028, czerwiec. Od pojawienia się pierwszego przypadku Głodu minęły trzy lata. Świat pogrążony jest w chaosie. Rządy upadły lub schroniły się w bunkrach. Nie ma wojska, policji, sądów. Nie ma szpitali, służby medycznej, szkolnictwa… Ludzie dzielą się na dwa rodzaje: tych którzy wciąż opierają się Głodowi i tych którzy się mu poddali. Pierwsi są jednak w mniejszości i ich liczba wciąż maleje. Giną z rąk głodniaków, giną z rąk własnych, giną na arenach. Niektórzy próbują stawić czoła losowi. Organizują się, odgradzają, próbują walczyć.
Głównym skupiskiem ludzi wolnych od Głodu (o jakim wiadomo) jest Arkadia, dawniej Fairbanks, na Alasce, największe miasto Czystych. Jego granice chronione są grubymi murami, które patrolowane są przez całą dobę. Dwie bramy, z rzadka jedynie otwierane, są jedynymi znanymi jego mieszkańcom punktami, przez które można się do miasta dostać, lub też wydostać. Godzina policyjna obowiązuje od 21 i trwa do 6 rano. Racje żywnościowe wydawane są raz w tygodniu. W większości są to wysoko przetworzone produkty w proszku. Zdarzają się jednak dostawy świeżego mięsa, warzyw i owoców. Niestety, wciąż są one bardzo nieregularne. Trwają jednak prace nad ich unormowaniem.

Głodni zaś… Niektórzy poddali się i wybrali szybką śmierć. Inni postanowili oddać się tej złej stronie, którą każdy człowiek posiada. Organizują areny, przejęli uprawy notyny, stali się władcami absolutnymi, mającymi pod sobą tysiące poddanych, którzy uparcie trzymają się życia. Bezprawie na dobre objęło władzę nad ludzkością.


Sesja.

Zadaniem graczy będzie odnalezienie dziennika i ocalenie świata. Proste, prawda?
Przygoda potrwa zapewne trochę, nie przewiduję jednak tworzenia z niej epopei. Ot, dopóki gracze będą się dobrze bawić, będzie trwała. Gdy uznają że mają dość, to się ją ładnie zakończy.



Postacie.

Z racji realiów świata w którym przyszło im żyć, nie widzę w sesji miejsca dla młodych, niedoświadczonych poszukiwaczy dreszczyku emocji. Lekarz, żołnierz, policjant… Ludzie twardzi, nawet nieco bezwzględni. Tacy, którzy mogą wnieść coś z sobą, wspomóc wyprawę, zwiększyć szanse na jej sukces. Wbrew jednak pozorom nie zamierzam przyjmować jednoosobowych armii z umysłem geniusza. Chcę postaci które czują, myślą, są w stanie przeżywać rozterki swej egzystencji. Postaci, które będą miały swoje wzloty i upadki. Tworów żywych… do czasu .
Jest także możliwość zagrania Głodnym, aczkolwiek wymagać ona będzie dobrego uzasadnienia i konsultacji z mg.


Gracze.

Poszukuję ludzi aktywnych, pełnych zapału i chęci. Osób, których nie trzeba będzie prowadzić za rączkę. Którym wystarczy lekkie naprowadzenie ze strony mg by sami zdołali stworzyć świat, który ich otacza. Na dokładkę, muszą być wyrozumiali i mieć lekkie podejście.
Wiem, wiem… Ale spójrzcie na to z innej strony, przynajmniej nie wymagam codziennych postów na kilka stron A4 .


MG.

Punkt problematyczny…
Niestała, marudna, znikająca, lubiąca od czasu do czasu wyżyć się na graczach i ich postaciach. Bynajmniej nie jestem idealna. Zgłoszenie się do sesji wiąże się zatem z pewnym ryzykiem.


Karta.

Winna zawierać podstawowe informacje o postaci, jej historię i część mechaniczną. Przesłana w formie linka do doc’a, na pw lub maila (tu proszę o dołączenie nicku postaci do tematu).


Wzór karty:


Imię, nazwisko, przydomek
Wiek
Pochodzenie
Zawód, aktualne zajęcie
Avatar, opis wyglądu
Charakter, wady, zalety
Umiejętności
Zdolności
Historia



Mechanika
Do rozdania 21 punktów. Na start każda cecha wynosi 1. Maksymalna wartość nie powinna jednak przekraczać 7, przy czym wartość dla przeciętnego zjadacza chleba to 4.


Siła
Zręczność
Wytrzymałość
Siła woli
Charyzma
Wiedza


Mimo iż wymagam mechaniki, nie będzie ona odgrywać istotnej roli w sesji. Cyferki są jedynie po to, by wesprzeć decyzje mg i rozstrzygnąć ewentualne spory. Proszę zatem poświęcić tej części karty parę chwil i przemyśleć ją dokładnie, by później nie było “ale”, by po akcji: “kopniakiem rozwalam drzwi”, przy jednym punkcie siły, nie było zdziwienia, gdy owa akcja się nie powiedzie, niosąc za sobą nieprzyjemne dla postaci skutki.


Pozostałe informacje.

Rekrutacja trwać będzie tydzień, czyli do następnego piątku. Sesja rozpocznie się dzień później, a umieszczona zostanie w dziale Inne.
Poszukuję minimum jednego gracza. Liczby maksymalnej nie ustalam.
Wybór nastąpi przez selekcję, wedle uznania MG.
Doc będzie w częstym użyciu, proszę to uwzględnić.
Jeden post na tydzień to będzie minimum, jakiego oczekiwać będę od graczy. Proszę jednak brać pod uwagę nieco większą częstotliwość postów.
Pytania proszę zadawać w temacie, ewentualnie przez inne środki komunikacji (PW, GG).
Znaczek [18+] zostanie do sesji dodany, proszę więc brać to pod uwagę.



Pozdrawiam i zapraszam serdecznie.
G W
 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline