Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-17-2007, 23:13   #129
Tammo
 
Reputacja: 4 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
$: 187 177
Ostatnie moje anime to:

Zero No Tsukaima - chłopiec przenosi się do innego świata, ponieważ ściąga go tam dziewczyna czarodziejka, na którą mówią Zero z racji jej okrągłej... ilości udanych czarów. :P Reszta nie zaskakuje poziomem, lecz jak na harem jest nawet sympatyczna. Oczywiście, jeśli się to zacznie oglądać z nastawieniem: bezmózga rozrywka.
Hunter x Hunter - przodek Naruto, który od swojego potomka odstaje postaciami, pomysłami, fabułą i cholera właściwie wszystkim. Absolutnie ekstra prowadzony serial przygodowy, z ładnie rysowaną akcją, fajnie zarysowaną przyjaźnią i dobrym humorem.
Hunter x Hunter Greed Island - Gdzie serial się kończy, tam ta kilkuodcinkowa OAVka się zaczyna. Najpoważniejsze fabularnie odcinki, w których niespodziewanie rolę główną otrzymuje Kurapica. Akcja jest nadal, humor również, natomiast ta część z miejsca wprowadza i utrzymuje napięcie do jakiego przyzwyczaiła nas końcówka serialu. Kawałek naprawdę dobrej roboty, acz jeśli będziecie to oglądać znając serial, macie małe szanse na oderwanie się od ekranu.
Hunter x Hunter Greed Island Final - Po Gennei Ryodan przychodzi czas na poszukiwania pewnej osoby. Nie chcą zbytnio wdawac się w fabułę, powiem tylko, że to ostatnia część przygód naszej brygady, a jako że manga stoi od lat dwóch, wątpię, by się to zmieniło, czego serdecznie żałuję. Akcja, ciekawe pomysły, nieźle wprowadzona przeszłość postaci, masakryczne są natomiast końcowe walki (jak dla mnie zupełnie inny klimat niż dotychczas, naprawdę mocno przegięty) no i brakuje paru minut dłuższego zakończenia... Natomiast 14 odcinków dobrej zabawy - gwarantowane.
Saber Marionette J - było tysiąc razy. Harem z robotami w kształcie pieknych kobitek, wszystkie świata nie widzą poza swoim właścicielem. Tu jeszcze namotane przez wrzucenie SF do środka, oraz uczynienie z robotów robotów bojowych. Nijak nie rozumiem co oni tam dali, że zrobiło się z tego 26 odcinków. Patrzę na tę fabułę i nawet 13 to za dużo...
Saber Marionette J Again - stare marionetki plus jedna nowa. Takie Love Hina Again z niewielkimi różnicami i znacznie mniej urokliwe. Nie wspominam o tym, że postacie rozwijają się tak, że żółw-artretyk na smyczy i z kulą u nogi je przegania z palcem w nosie (to w końcu szansa jedna na milion...). 4 odcinki straconego czasu, jako że nic, co się tu dzieje nie jest szczególnie ciekawe lub warte uwagi.
Tsubasa Chronicles - arcyciekawa promocja prac własnych Clampa. Tworząc tę serię, scenarzyści i graficy sporymi garściami czerpali z dzieł poprzednich, Ci bowiem, co pamiętają Xa, XXXHolica, Chobitsy czy Sakurę że o innych dziełach nie wspomnę, odkryją w TC znamienitą ilość odwołań do nich. Postaci z nich wziętych czy motywów. Dzięki temu - przyznaję - ogląda się nader ciekawie (ha! Znam tego gościa! To Sorata! Rany! Sorata i Arashi!). Do tego ładnie rysowana akcja, ciekawie rozwijane postacie, okazjonalnie nużący, okazjonalnie dobry humor, dobry wątek romansowy i 26 odcinków z muzyką na poziomie HackSign. Dobre. Oceniam jako anime naprawdę niezłe, choć z pewnymi brakami.
Initial D First Stage - mimo kiepskiej grafiki (stara i dziwnie zmieszane rysowanie 2D oraz grafika komputerowa i 3D autka), dźwięku typu nieznośnego dla mnie eurobeatu oraz fabuły polegającej na 'wyścig z X, wyścig z Y, wyścig z Z koniec anime!' Initial D first stage znakomicie podtrzymał moje zainteresowanie. Dotąd zastanawiam się CZEMU właściwie, jak się ten fenomen wyjaśni, dam Wam znać. W międzyczasie staram się zdobyć Stage Two. Jest to o gościach ścigających się zwykłymi autami, coś w stylu Fast and Furious, ale bez wszystkich tych gadżetów, jak np. turbo doładowanie czy nitro dopalacze.
Eureka Seven - niesamowite anime. Naprawdę, z ręką na sercu kłaniam się twórcom. Potrafili bowiem stworzyć coś, co ma wady, wady oczywiste i szybko zauważalne... ale całkowicie do pominięcia. Złączenie SF z mecha, o fabule naprawdę standartowej, widzianej w Evangelionie, RahXhephonie czy nawet Dualu. Mamy oto robota i mamy chłopca, mamy też dziewczynkę która jest dość niezwykła i jest świetnym pilotem. Chłopiec oczywiście okazuje się też nie być ciemięgą, a reszta idzie już po kolei... Fabułą jest zlepkiem czterech fabuł, przemieszanych i przerzucających nas, widzów, między sobą. Postacie zdają się zmieniać, lecz szybko orientujemy się, że to często nasze wrażenie, nadal jednak darzymy je sympatią i przypatrujemy się ich perypetiom bądź to z uśmiechem na ustach bądź to z trwogą w oczach. Anime to trwa 50 odcinków, po których naprawdę miałem ochotę na więcej. Zakończenie jest cokolwiek krótkie i wymagający widz, jak niżej podpisany, będzie chciał więcej. Natomiast po drodze poznajemy naprawdę wiele fajnych szczegółów dotyczących świata bardzo ciekawie zarysowanego. Ma to w sobie coś z Ghibli, coś z Laputy szczególnie, oraz coś z Duala (pamiętacie D i Kazukiego?) i coś z Last Exile (Silvarna jako niepodległy, wolny statek). Do tego wrzucono mechy i zdołano to wszystko wymieszać w koktajl o naprawdę ciekawej barwie, smaku zapachu i konsystencji. Trzyma się kupy, innymi słowy. Ma też niezłą muzykę, choć niestety nie zawsze (vide 3 opening czy niektóre końcówki). Generalnie to i Tsubasa Chronicles sprawiły mi sporo przyjemności przy oglądaniu, Eureka Seven natomiast jest mocniejsza - bardziej przeżywałem tutaj co i jak się działo. Nawet zatem stereotypowe postaci nie przeszkadzały, miejscami rwana fabuła czy powtarzalność niektórych problemów przed którymi stają postacie, wszystko to zostawało szybko przebaczone przez proste pragnienie zobaczenia co dalej.
Kyou Kara Maou - nędzna kopia i podróba 12 Królestw. O ile rysowane to jest ładnie, o tyle pierwsze parę odcinków przedstawiło akcenty shounen-ai, następne parę pokazało, że shounen-ai będzie głównym wątkiem romansowym i próbą humoru (zresztą powtarzającą się dosyć często). Wymiękłem przy nastu odcinkach, ponieważ nie zatrzymała mnie ani muzyka ani grafika, że o fabule nie wspomnę. Postacie możeby coś uratowały, ale chodzące stereotypy to nie mój klimat. Najlepsza cecha tego anime? Świetnie rysowani faceci o doskonałej urodzie. Dziękuję, do widzenia.
Eyeshield 21 - pierwsze naście odcinków to była naprawdę niezła zabawa, momentami wręcz rewelacyjna. Potem zaczęło robić się nudno a potem to był maraton wytrzymałościowy: nie, nie zasnę, nie zasnę NIE ZASNĘ NIE DAM SIĘ NIE DAM ssssschrrrrrrrr... Początkowe motywy najwyraźniej zostaną nieruszone przez sto coś odcinków, seria nadal jest wydawana, co z miejsca kwituję jako spory błąd. Weźcie sobie Kapitana Tsubasę, przełóżcie na rugby, dodajcie POTENCJALNY fajny wątek romansowy oraz fajną postać (jedną) i macie Eyeshield 21. Nieciekawe? No. Niestety. Od typowego przedstawiciela gatunku odchodzi to jedynie początkiem. Daleko temu anime do porywającej atmosfery Hajime no Ippo, postacie nie mają tak ciekawych relacji jak tam, wątek miłosny stoi przez kilkadziesiąt odcinków... ileż można kazac komuś czekac na rozwój postaci? ES21 każe czekać definitywnie za długo. Szkoda czasu.


Pokrótkie podsumowanie macie powyżej, jeśli jesteście zainteresowani dłuższym, dajcie znać, a postaram się może coś skrobnąć w wolnym czasie.
 
Tammo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem