Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-11-2015, 12:12   #6
Noraku
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 17560 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Wspólna wyprawa nadspodziewanie szybko została poddana pierwszej próbie. Ponownie ten niegościnny kontynent pokazywał swoje groźne oblicze. Wystarczyło skręcić w zły kanion albo postawić stopę na nieodpowiednim miejscu by wywołać zagrożenie. Najwyraźniej to właśnie uczynili tego dnia, wnioskując po nagłej i nie sprokurowanej szarży dzikich stworzeń zwanych przez tubylców quilborami. Jemu przypominały raczej coś co wolał nazwać kolcozwierzami. Nie obawiał się jednak takiej hordy. Bowiem naprzeciw nim stanęli weterani Mt Hyal. Wojownicy, którzy sprawdzili swoje umiejętności przeciw niepowstrzymanemu Płonącemu Legionowi i przetrwali. A choć nie wiedział praktycznie nic o swoich towarzyszach to czuł, że każdy z nich stanowi siłę z którą należy się liczyć.
- Nie kłopocz swoich myśli, trollu. Moje ciało i umysł jest równie ostre jak te dwa ostrza. – odparł bez złośliwości Telemnar, wyciągając z namaszczeniem dwa sejmitary z jaszczurów i przykładając je do czoła. Usta poruszały się w bezgłośnej modlitwie, ale oczy utkwione były w kwilących napastnikach. Elfi zabójca oceniał odległość. Nie było sensu rozbijać się na grupki. Kanion dawał im pewną przewagę i należało z tego skorzystać. Pierwszy sygnał do ataku nadała gnomia rusznica. Nim jeszcze opadł pył, a huk przeminął rykoszetując echem pomiędzy kanionami, dwój wojowników ruszyło do ataku. Dwa elfy, które dzieliło niemal wszystko. Od urodzenia poprzez rasę i kulturę, a jednak w pewien sposób bliskie sobie. Elladris napierał pierwszy, Telemnar biegł kilka kroków za nim po lewej stronie. W ostatniej jednak chwili skrył się za nacierającym towarzyszem by zaatakować quilbory z jego prawej. Kontrolował swój oddech, kroki stawiał pewnie, a ostrza miał złożone wzdłuż bogów. Tak jak setki czy wręcz tysiące razy wcześniej. Pierwszy przeciwnik zwolnił nieco, wyraźnie zaskoczony. W rękach dzierżył okutą i groźnie wyglądającą pałkę. Elfi zabójca nie zwolnił. Odbił się od ściany kaniony i zawirował w piruecie krzyżując ręce. Pałka świsnęła jedynie w powietrzu. Kolejny z napastników był kompletnie nieprzygotowany. Telemnar wylądował miękko na ziemi. Ostrze przełamało niezręczną paradę i rozpłatało twarz stworzenia od oka przez nozdrza aż do pysku. Towarzysz quilbora miał więcej szczęścia, rozumu albo po prostu był szybszy. W ostatniej chwili odskoczył w bok przed dolnym cięciem, tracąc jedynie jedną ze swoich szabel. Wybił się jednak z rytmu natarcia. Przeciwnie do zabójcy. Ten kontynuował cięcie i obrót. Pierwszy z napastników zdążył się obrócić jedynie po to by koniec ostrza przeciął jego brzuch. Stworzenia te jednak miały twardą skórę. Takie proste cięcie nie było w stanie ich zatrzymać. Elf stał w pozycji zerkając w lewo i w prawo. Ręce trzymał szeroko rozstawione, lewe ostrze w nadchwycie, a prawe wymierzone w wściekle dyszącego quilbora z jedną szablą. Trzeci zaatakowany stwór klęczał na ziemi kwiląc żałośnie. Krew mocno brodziła z otrzymanej rany. Telemnar był skupiony. Oddech miał stabilny. Czekał.
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline