Wątek: Deus le volt
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-22-2007, 10:53   #43
Arango
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 289
Reinfrid

Boemund choć postarzał się nieco od ich ostatniego spotkania nie stracił nic ze swego wigoru. Gdy stali obok siebie wręcz przypominali braci z Reinfridem. Obaj rośli, szerocy w barach, obu pasy opinały solidne brzuszyszka.
Twarz jego rozjaśniła się na widok starego druha.

- Witaj Reinfridzie. Słyszałem, że morze niezbyt przychylne Ci było. Trzeba było babę jaką w toń rzucić, pomogłoby - zarechotał z własnego dowcipu, zaraz twarz jego stężała. Odsunął się nieco od reszty i zniżył głos.

- Ci cesarscy trzebieńcy chcą byśmy temu sodomicie Manuelowi przysięgę złożyli. Tak zrobił już tuluzański Rajmund i chyba chce ten słuchający własnej żony Stefan. Po moim trupie.

Szarpnął z wściekłością brodę i kontynuował.

- Niedoczekanie ich. Dlatego ruszymy pierwsi, przed wszystkimi. Ta hołota z Piotrem Pustelnikiem i Walterem bez Miecza już poszła, nie będziemy z wieśniakami ciągnąć. Szykuj ludzi, jeśli prowiantu nie masz, dam, ale jutro najlepiej ruszyć by było. Nie pozwolę, by te picowane wojaki z Prowansji czy Lotaryngii całe łupy i chwałę zgarnęły.
Miasto widziałeś ? -
uśmiechnął się wrednie.
- No, to jak muzułmańskie skarby, nie będą warte gry wrócimy tą samą drogą...
__________________________________________________ ________________________

Ragnar i Arturo

Wnętrze kuzni nie różniło się niczym od innych kuzni na świecie. No może jednym - przy kowadle stał największy kowal na świecie, a jego dwaj pomocnicy niechybnie synowie niewiele mu ustępowali. Wszyscy ciemnoskórzy w ogniu paleniska tak przypominali diabły, czy pomocników pogańskiego Hefajstosa,że Arturo mimowolnie się przeżegnał.

Zaczęli tłumaczyć kowalowi co ich do niego sprowadza. Ten ze zrozumieniem kiwał głową poczym pociągnął Ragnara w stronę kowadła. Również Arturo podsunął się za nimi. Kowal wybrał potężne cęgi i zbliżył się z nimi do dwójki petentów. Naprężył mięśnie i łańcuch spinający stalowe obręcze został rozcięty. W tej sekundzie jeden z synów szarpnął go za ramię i wskazał palcem na widoczny wyraznie teraz w świetle ognia krzyż na piersi Arturo.

Cała trójka zaczęła krzyczeć i wymachując trzymanymi w ręku narzędziami zbliżała się do Normanów. Wkrótce cała piątka znalazła się na pełnej przechodniów ulicy. Nie minęło nawet jedno Ave Maria, a zostali otoczeni tłumem wygrażających im mieszkańców miasta, wśród którego prym wiedli trzej kowale.

Zaraz też świsnęły pierwsze pacyny błota, na piersi Arturo zaś rozprysneła się gruda czegoś, co jego nos bezbłędnie rozpoznał jako koński nawóz.
Przez myśl przemknęła mu myśl, że niechybnie zostanie drugim męczennikiem o imieniu Arturo i tak jak jego imiennik zamordowanym przez pogan...
__________________________________________________ _______________________

Falke

Kluczenie wśród kramów i stoisk nie przyniosło efektu, sprawiło jedynie, że wyschło mu w ustach. Klnąc w duchu tego piekielnego Normana postanowił zwilżyć gardło. Chwilę zastanawiał się w którą z uliczek się skierować, ale po chwili wzruszył ramionami. W którąkolwiek się by nie skierował i tak zaraz trafi na kram z wodą, lub trafi na nosiwodę.

Idąc zamyślił się. Nie miał co się oszukiwać, jego sytuacja była co najmniej dziwna, a właściwie jedynym wyjściem było dołączenie do Reinfrida. Musiał jednak bardzo się starać, by jego tajemnica nie wydała się.
Z zadumy wyrwało go paru mieszkańców, którzy biegnąc kierowali się w górę uliczki, gdzie było już spore zamieszanie i jak zwykle w Bizancjum jeszcze większy gwar.
Nauczony smutnym doświadczeniem Falke schował głębiej sakiewkę i przyspieszając kroku skierował się w stronę tumultu.
__________________________________________________ _______________________

Torwaldo

Gdy wzrok przyzwyczaił się do półmroku otworzył usta i opadł na kolana. Wnętrze rozjarzone blaskiem niezliczonych świec kapało od złota. Migotliwe płomienie wydobywały mozaikowe twarze świętych, Chrystusa Pankraitosa. Gdzieniegdzie przy ścianach przesuwały się milczące i zakapturzone postaci mnichów.

Torwaldo ściągnął z głowy hełm i jak urzeczony rozglądał się wokół. Nagle drgnął. Poczuł na plecach dotyk. Zamarł bojąc się ruszyć. Niewątpliwie po doznanym objawieniu czuje teraz ręką któregoś ze świętych.
Wkrótce jednak zaczęły nawiedzać go wątpliwości. Ręka przesunęła się zdecydowanie za nisko jak na świętego, przy czym teraz zaczął przypominać zabiegi Mergaty z jego rodzinnej wsi, która ze świętością nie miała wiele wspólnego poza swą imienniczką, bogobojną mniszką.

Postanowił odwrócić się, by rozwiać swe wątpliwości. Zrobił to i osłupiał. tuż za nim klęczał zupełnie łysy mnich, a z jego ust wystawał koniuszek języka.
__________________________________________________ _______________________

Ahmad

Skinął tylko głową młodzieńcowi. Właściwie i tak niewiele na takie dictum mógł odpowiedzieć. Westchnął więc i pamiętając, że Allach nakazuje też pokorę skierował się do miasta.
__________________________________________________ _______________________

Wnętrze świątyni Hagia Sophia
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 04-22-2007 o 12:15.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem