| Dolores:
Pojawiła się jak czarna dziura w głowie - niespokojna, zdystansowana i zdziwiona. Chuda blondynka o podkrążonych oczach, papierowej skórze, ubrana w czarne spodnie, białą koszulę przewiązaną czarnym krawatem u kołnierza. Za barwnym, kolorowym paskiem miała zatknięte kilka ołówków. Wpatrywała się usilnie w ulotkę, trzymaną przez Gabriela.
- Anioły nad Miastem - przeczytała wyraźnie. Miała płytki akcent, podszyty głębokimi wdechami i wydechami. Uśmiechnęła się blado.
Wyciągnęła coś z torby zarzuconej na ramię, nieco pogniecioną kartkę zwiniętą w rulon.
- Rysowałam kiedyś anioły nad miastem. Są piękne... są prawdziwe, czyż nie? - spytała z emfazą. Jej głos wahał się pomiędzy zachwytem a ekstazą.
Nerwowo odgarnęła kosmyk z twarzy. Drżały jej ręce, kiedy podawała chłopakowi rysunek.
Jej anioły miały wielkie, pierzaste skrzydła i oczy, które widziały zarówno nicość, jak i wieczność. Puste oczy. Oczy pełne smutku. Westchnęła, jak gdyby przekonana o własnej marności wobec nich.
- Powiadają, że anioły, ręce Boga, obdarowywują ludzi tym, co najlepsze. Wierzysz w to? - spytała Gabriela. Patrzyła na niego spojrzeniem pełnym nadziei. Jej wzrok mówił 'uwierz-uwierz-uwierz'...
__________________ "Neuro from the nerves, the silver paths. Romancer. Necromancer. I call up the dead. But no, my friend... I am the dead, and their land." |