Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-23-2007, 20:24   #30
merill
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 120 832
Północny Trakt, Cienista Dolina, 4 Mirthul

*******
Manor stał na pniu powalonego przez wiatr cienioczuba, jego gadzi wierzchowiec czekał w gotowości tuż pod nim. Spojrzenie drowa skierowane było na trakt, dowódca oddziału zwiadowczego ze spokojem przyglądał się sytuacji na drodze.
„Zadanie zostało wykonane” – pomyślał patrząc jak jeden z jego ludzi dosłownie „wysadził z siodła” tego zenthskiego psa. Z zadowoleniem patrzył jak jego adiutant i pomocnik znikają w lesie wraz z dzieckiem. Alouruna – przywódczyni ich klanu będzie zadowolona z niego – uśmiechnął się na samą myśl, znów ocalił głowę. Wiedział, że jeśli zwiadzie, zostanie rzucony na pożarcie pupilom kapłanki – czterem ogromnym pająkom.
„Nienawidzę tej suki” – pomyślał, aż przestraszył się własnych myśli. „I jeszcze ten jej nowy współpracownik, czerwony Mag – renegat, słaby ludzki robak. Pewnie jest jej do czegoś potrzebny, inaczej już jego kości bielałyby w
Pajęczej Jamie.”
Przyłożył kościany gwizdek do ust i dmuchnął w niego z całych sił. Echo świstu rozbiegło się po lesie. To był umówiony znak – jego oddział maił się wycofać i spotkać przy Kaer Ithil, by stamtąd ruszyć do siedziby klanu – Velorn w prastarym mateczniku Cormanthoru.
Zeskoczył z pnia wprost na siodło jaszczura. „Zadanie wykonane zenthcy agenci zlikwidowani, dziecko było w jego rękach. Szkoda mi tylko Vela i Aratha, którzy teraz walczyli z tymi przygodnymi wędrowcami i milicja z Doliny, nie wiedzą biedacy, że oddział, który miał przyjść im z pomocą właśnie się wycofuje.” Manor zaszeptał pod nosem:
-Śmierć ku chwale Lolth! – i uśmiechnął się szyderczo.
*******

Takllin i Coeln stali na środku drogi dzierżąc oręż. Krasnolud przyjął postawę obronną, naparł lewym ramieniem na tarczę, a prawą ręką podniósł ciężki, bojowy topór do góry. Elf zakręcił młynka swoim dwuostrzowym mieczem, wprawne oko dostrzegłoby, iż wykonanie oręża przypadło zdolnemu zbrojmistrzowi.
Drowy były już pięćdziesiąt kroków od nich … czterdzieści, ... trzydzieści. Czuli już odór gadzich wierzchowców, ziemia drżała pod ciężarem ich szponiastych stóp. Jeden z mrocznych elfów wysforował się naprzód, wymachując sejmitarem i wrzeszcząc wściekle. Coeln i Takllin już szykowali się by zadać ciosy, kiedy tuż przed nimi gad wyskoczył w powietrze, wylądował za ich plecami i pognał dalej z szybkością najlepszych shaarskich wierzchowców bojowych. Uderzeniem masywnej łapy odrzucił na bok biegnącego z naprzeciwka Dintalatha i popędził jak oszalały pod górę.
Avenal i Neel napięli jednocześnie cięciwy swoich łuków. Dwie długie, opierzone po mistrzowsku brzechwy o błyszczących od lodu grotach pomknęły na spotkanie z wrogiem. Avenal posłał swój pocisk wprost w pierś drowa, którego bojowe okrzyki urwały się jakby ucięte nożem. Ciało spadło na ziemię. Neel posłuchał rady kapłana i jego strzała wbiła się, aż po lotki w oko gada. Rozpędzona bestia upadła dwa kroki od stóp łuczników.
Drugi mroczny elf nie zdążył zaatakować Coelna i Takllina, ponieważ kobieta – dowódca milicji, zrównała się z nim w biegu i cięła go na odlew w szyję. Drow osunął się na ziemię we fontannie własnej posoki. Jego wierzchowiec w pełnym pędzie rzucił się na krasnoluda, obalając go swoim ciężarem razem z tarczą. Gad już obnażył kły aby odgryźć Takllinowi głowę, kiedy dwa precyzyjne ciosy Coelna pozbawiły go potwornej głowy.
Kobieta w otoczeniu podwładnych podjechała kłusem do elfa i krasnoluda, ciężko dyszących nad cielskiem potwora. Zeskoczyła z konia i schowała miecz do pochwy. Mogliście podziwiać jej smukłą sylwetkę, długie blond włosy i harmonijne „prawie” elfie rysy twarzy. Jej pięknie wykonana kolczuga lśniła zdradzając, iż do jej wykonania użyto mithrilu.
- Dzielnie walczyliście – jej głos był opanowany i spokojny – te drowy nękały nas już od kilku dni, krążąc po okolicy jakby na coś czekały. Jej smutne spojrzenie pobiegło ku ciału kobiety zamordowanej kilka chwil temu. Właśnie w tym momencie bezsilni kapłani Lathandera kładli jej ciało na prowizorycznym nosze. – I okazało się, że na coś jednak czekali. Wy i wasi towarzysze – wskazała ręką na szczyt więzienia gdzie stał Avenal, Neel, Astaroth i Grimul– Jesteście świadkami całego zajścia. Myślę, że musicie iść z nami, jest ktoś kto zechce usłyszeć waszą relację.
Nieznaczny ruch ręką i czterech uzbrojonych po zęby najemników, którzy jej towarzyszyli podjechali na szczyt wzgórza, odcinając nam drogę powrotna.
- Zapomniałam się przedstawić, jestem Storm Silverhand, przyjaciółka Dolin. Zakładam, że niektórzy z Was kojarzą to imię. Zapewniam, że nie macie się czego obawiać, w Cienistej Dolinie nie stanie się Wam żadna krzywda. Musicie tylko opowiedzieć co tu widzieliście mojemu dobremu przyjacielowi. Moimi kompanami się nie przejmujcie.
Spojrzała jeszcze raz na drużynę, długo mierzyła wzrokiem każdego z nas, jej spokojne spojrzenie było dziwnie namacalne, mimo woli czuliście, że nie macie do czynienia z podrzędnym porucznikiem jakiejś wiejskiej milicji.
- Chcecie mi teraz jeszcze coś powiedzieć? Obecna sytuacja powoduje, że każda minuta zwłoki może nas kosztować bardzo wiele. Możemy ruszać?
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg
Niestety, wciąż bez netu (dopis. Mira)

Ostatnio edytowane przez merill : 04-24-2007 o 17:04.
merill jest offline