Ja w realu grałam tylko w dwie sesje. Jedna to była na szybko, autobusowa. Ta jeszcze była ok, chociaż trochę komediowa. Druga natomiast, to był koszmar! To było na obozie. Zleciały się wszystkie dziewczyny z klasy. Każda stworzyła swoją postać ("świętą" elfkę czarodziejkę) i zaczęło się granie. Tak naprawdę to nie była gra. 5/6 graczek się wygłupiało. W końcu MG też się zaczęła wygłupiać i z jakiejś tam jeszcze rozsądnej przygody, zrobił się robaczek Binladen rozstrzeliwujący wszystkich wokoło. Żałosne...
