Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-25-2007, 08:33   #2
mataichi
 
mataichi's Avatar
 
Reputacja: 6 mataichi jest jak klejnot wśród skałmataichi jest jak klejnot wśród skałmataichi jest jak klejnot wśród skałmataichi jest jak klejnot wśród skał
$: 76 115
Jan Czetkowski

Był jednym z ostatnich lisowczyków jacy wjechali do Sańska. Na minie jego jak zwykle gościł ponury wyraz twarzy. Podróżowali od dłuższego czasu bez wiekszego odpoczynku nie bacząc na wyczerpanie i stosunkowo niskie morale żołnierzy. Wioska zdawała się być wybawieniem dla oddziału. Jan wraz z kilkoma ludzi zajął niewielki budynek przygotowując jednoczesnie kolacje z zapasów należących do zbiegłych mieszkańców Sańska.

Cisza była uderzająca, wszyscy wydawali się być zmęczeni drogą i dręczącymi wspomnieniami z ostatnich kilku lat służby. Każdy bez słowa zajmował się wykonywaniem swoich obowiązków. Dopiero gdy rozeszła się wieśc o znacznych zapasach miodu jakie zgromadzili właściciele miejscowej karczmy humory zaczęły sie wszystkim poprawiać zamieniając na powrót odział "trupów" w wesołą roześmianą gromadę. Janowi nie było do śmiechu okazało się że to własnie on będzie stał tej nocy na straży. Nie miał najmniejszej ochoty na wykonanie tego rozkazu ale dzęki temu mógł chociaż pobyć w spokoju. Nie chciał pić wraz z innymi, miał bowiem słabą głowe i zazwyczaj jako pierwszy padał pod stół co wielokrotnie stawało się obiektem kpin reszty oddziału a Jan szczególnie był drażliwy na tym punkcie.

Straż przyszło mu sprawować z niejakim Bogdanem Łęckim o którym wiedział stosunkowo niewiele i nie miał zamiaru poszerzać swojej wiedzy co niestety było przeciwnieństwem zamierzeń współtowarzysza. Ten męczył go nudnymi opowieściami które Jan słyszał już w wielu wersjach i wątpił aby choc jedna z nich była tą prawdziwą. Z upływem czasu natręt zamilkł widząc obojetność ze strony drugiego strażnika. Godziny mijały, jedyne co dało sie słyszeć to śmiech i śpiewy kamratów, jednak i one z czasem ucichły. Jan wpatrywał się w czarne jak smoła niebo starajac sie ze wszystkich sił nie zasnąć. W końcu został zluzowany przez druga zmianę. Pierwszy raz odkąd zjwili się w Sańsku odetchnąl z ulgą. Udał sie wolnym krokiem w stronę swojej kwater z zamiarem napicia się i wypoczynku którego tak bardzo mu brakowało...
 
mataichi jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem