Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-01-2016, 23:49   #2
Pipboy79
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 43327 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Frank Jackson - małomówny optymista.


Gdy usiadł w swoim siedzeniu a maszyna zwiększyła obroty i mocny, wojskowy silnik uniósł ja ku górze Fran wreszcie poczuł, że zmartwienia dni codziennych zostają gdzieś tam własnie na tym lądowisku. Wreszcie doczekał się tych wymarzonych wakacji i wypuści się z tego miejskiego molocha i swojej przegródki w biurze na świeże powietrze. Szkoda, że nie dało się zabrać roweru. Ale właściwie na rajdzie rowerowym był w zeszłym roku więc na ten, ten spływ wydawał się całkiem pociągającą perspektywą.

Ekscytacja ekscytacją ale przez ponad półgodziny lotu w dudniącej maszynie nieco wyhamowało jego entuzjazm. Naoglądał się współpasażerów tyle samo co widoków za oknem. Gadać się sensownie nie dało. Choć to nawet lepiej. Cyknął parę fotek za oknem ale zgadywał, że wyjdą pewnie zamazane. Ale miał oko i rekę. Jak wróci dobierze odpowiednio fotki, i takie zamazane, znikające w dole lądowisko będzie świetne na otwarcie fotorelacji z tego urlopu.

- Ja jestem Frank. - przedstawił się młodo wyglądający, szczupły mężczyzna w nijakiej czapce gdy ich przewodnik skończył wstepną odprawę. Wziął od niego teczkę z dokumentami do podpisania i rozejrzał się po reszcie swojej kajakarskiej grupki czekając na ich reakcję. Spojrzenie miał bystre choć nie rozbiegane w wodoodpornej kurtce i spodniach - szturmówach nie wyróżniał się od większości turystów których stać było na przybycie w to miejsce. Wiek miał "młody" czyli pewnie gdzieś koło trzydziestki z kilkuletnim marginesem błędu w obie strony.


---



Po pierwszym spotkaniu zaniósł otrzymaną teczkę wraz ze swoimi rzeczami do narożnego pokoju na końcu korytarza. Chawira wyglądała całkiem jak w prospektach i to mu się podobało. Malownicza i faktycznie ładna kreska tradycyjnej archietkury wtopiona płynnie w teren bez zbędnych, sztucznych udziwnień i krzykliwości. Akurat jak na pocztówkę albo kalendarz.

W pokoju póki był sam zajął łóżko rzucając na nie teczkę i plecak. Chwilę zastanawiał się co dalej robić. Ostatecznie nie było sensu się zbytnio rozpakowywać jeśli zaraz trzeba było dobrac "służbowy" sprzęt i przygotować łodzie. Postanowił zostawić swoje graty i zobaczyć naocznie i naręcznie jak ten służbowy sprzet wygląda i jak to połączyć potem ze swoim. Ruszył więc i podpytując się to tu to tam dotarł do magazynu i łodzi.

- Mogę zobaczyć jak się tutaj tym pływa? - spytał obsługanta wskazując na jedną z łodzi. Do tej trzeciej miał jeszcze całkiem sporo czasu. Pływał już czyms takim ale jednak co się karnąć nową zabawką to się karnąć. Zakładał, że Sajgon na rzece nie zaczyna się o metr czy dwa od mola więc miałby szansę poszuflować sobie na spokojnie dla relaksu. No i pocykac fotki. Te góry też wyglądało kozacko. A jakby wypłynął na jezioro mógłby porobić fotki ośrodka. Z godzina czy dwie powinna mu starczyć na taka wycieczkę. I tak miałby jeszcze cały dzień na przepakowanie się do kajaka.


---



Do południa sprawdził co się dzieje w pokoju, złaził ośrodek i okolice a potem polazł na lunch i trzeba było się wziąc za te pakowanie łodzi. Był ciekaw jak sobie poradzi z tym reszta i jak podejdzie do sprawy. Uznał, że sam powinien sobie poradzić z tym całym pakowaniem ale nie zależało mu by się jakos wybijać. Jak skończył spytał Mount'a czy może być. Właściwie mógł komuś pomóc jakby się wydał sympatyczny czy czna ale nie zamierzał robić z siebie naiwnego durnia. Była dobra okazja by zoriencić się kto jest kim. Sam nie ukrywał, że tego typu wyprawy lubi ale stać go najwyżej raz do roku by sobie fundnąć taką imprezę a właściwie to pierwszy raz wybulił tyle kasy na jednorazowy wypad. Bo na co dzień obrabia dźwięk i oobraz w bostońskiej telewizji.


---



Akurat robiło się ciemno gdy zgłodniał i wrócił na tą kolację. Zaczynała się też wspomniana impreza integracyjna. Z twarzy już rozpoznawał ludzi ze swojej grupy. Zastanawiał się jak to jutro wyjdzie i kto mu się trafi do pary. Nie znał ich więc nie miał pojęcia czego się spodziewać. Do machania wiosłami przydałby się ktoś silny choć już wiedział z doświadczenia, że jednak przy dłuższej bytności lepiej być z kimś niekonfliktowym nie nie narwanym a z tymi mięśniakami to różnie bywało. Niby fajnie by się sparować z jakąś laską no ale to też niczego nie gwarantowało. Się trafiłaby jakaś lambadziara, gwiazdeczka czy panikara miałby więcej kłopotu niżpozytku. ~ Trudno, co będzie to będzie... Rranyy... Piąta rano... Zgłupieli? Co szkodzi ruszyć o ósmej czy dziewiątej? ~ dumał trochę markotnie. Nastawił sobie budzik w telefonie ale nie lubił tak wcześnie wstawać. Wcześniej niż do roboty.

Ale przynajmniej niebo było ładne i bezchmurne. Machnął pare fotek tak samo jak ludziom i budynkom tu czy tam. Wątpił by mu ta integracja się udała więc nie napalał się zbytnio ani na alk ani na towarzystwo innych. Pogadał trochę z jakimś Alem czy Alanem z paralotniarzy. Nawet się wkręcił trochę w rozmowę bo kto wie. Może w nastepnym roku własnie spróbowałby czegoś w ten deseń.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline