Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-26-2007, 14:39   #4
Arango
 
Arango's Avatar
 
Reputacja: 10 Arango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnieArango jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 164 289
Sańsk - wioska arian. Zmierzch.

Patrząc na odchodzących oficerów Dydyński zasępił się. W końcu otrząsnął i nie tyle rozkazał co warknął :

- Jak koń jest to i właściciel gdzieś być musi. Ruszyć się, a żywo i znalezć... Kogo znajdziecie na kwaterę do rotmistrza.

Nie poświęcając więcej uwagi żołnierzom skierował się za Pobidzińskim i jego towarzyszem. Wkrótce na ich stole znalazły się pęta kiełbas dobrze wysuszonych, miska kaszy choć bez omasty, śliwek suszonych kwaterka i jabłek zeszłorocznych. Nie brakło i miodu dobrze syconego, a żołnierze na rynku zdążyli odbić już wieko od znalezionej beczki piwa.

Cała trójka podpiła już dobrze, gdy zamieszanie i hałas kazały im podnieść się od stołu i podejśc do okna. Na zewnątrz towarzystwo beczkę już widać opróżniwszy, siekierami rąbało węgieł najokazalszego budynku. Niesporo im jednak to szło, widać że stawiany był z wybranego dębu, dobrze wysuszonego, tak więc na razie szczapy tylko odłupywali.

- Igrców im się zachciało ? Każ no kochaneczku alarm otrąbić odechce się im w kolacji przeszkadzać.

Zwrócił się Pobidziński do Twarowskiego. Poczerwieniał na twarzy, widać już cholera go zaczęla chwytać, co też często po gorzałce albo i miodzie zdarzało.

- Niech rąbią. Zbór to heretycki to i uciecha dla Pana naszego będzie.

Odparł zapytany spokojnie pogryzając kawał kiełbasy i ani zamierzając wyjść.

-Panie rotmistrzu to gwałt.

Dydyński musiał być wzburzony skoro ośmielił się szarpnąć za ramię przełożonego. Kontynuował jednak jakby tego nie widząc.

- Gwałt panie rotmistrzu na swobodach naszych, co każdemu wiarę pozwalają wyznawać według własnego przekonania.

Twarowski popatrzył koso na młodzieńca i roześmiał się.

- Czego król nasz miłościwie panujący Sigismundus przykładem najlepszym. Podpisał pakty wolność wyznania gwarantujące bo musiał. Jezuitami się otacza i ich tylko słucha, na msze i po razy parę chętnie na dzień by chodził.O wojnę nie dba, odkąd go Moskwicini na tronie widzieć nie chcieli, pieniędzy na wojsko też nie łoży. No, ale może za to teraz alchemią się ulubioną w spokoju parać i powiadam wam, że od onych sztuczek puści z dymem Warszawę jako i Wawelu całego malo nie puścił.

Zaśmiał się powtórnie i sięgnął po kubek miodu ze stołu.


Dydyński zaczął coś zapalczywie tłumaczyć Pobidzińskiemu, a że ze łbów obu się już kurzyło pogrążyli się w kłótni o obiekcie sporu zapominając.


Nie wiedzieli, że zbór innego ma już obrońcę.

Pojawił się nie wiadomo skąd, pewnie wyszedł z chałupy którejś, choć przecież żołnierze każdą przepatrzyli. Szedł z początku niezauważony wśród blasku ognisk rozlicznych, w zapadającym zmierzchu.
Zmizerowany był bardziej nawet od lisowczyków, albo widać z niewoli niedawno wypuszczony, albo biedy znacznej ostatnio doznał. Człek musiał być niestary jeszcze, ale szpakowata czupryna i pobrużdżona twarz do trzech dziesiątek lat i czwartą dodawała.
Koszulę miał zwykłą lnianą, rozpiętą do pasa spodnie i buty kozackie jakby. Przy boku rapier długi zawieszony nosił, teraz zaś rękę lewą na rękojeści położył i jakby sprawdzał czy dobrze z pochwy wychodzi.
Roztrącił najbliższych i do rąbiących zbór podszedł.

- Zostawcie.

Głos miał stanowczy, kiedyś do komendy widać nawykły.

- A ty szto ? Jak diw z spod ziemi wyskoczył.

Rosły Kozak rozebrany do pasa odrzucił topór i zbliżył sie do przybyłego. Twarz miał okropnie francuską chorobą skażoną : nos i górna warga zniknęły nadając jego obliczu wyraz nieludzki.

- Dość napaliliście już, wystarczy.

Kozak popatrzył wokół jakby się przesłyszał.

- Bo szto ? Wy każecie pane rapierzysty?

- Tak. Bo ja każę.

I przymknął oczy jakby pewny był że go posłuchają, albo rozmowa go znudziła.
Żołnierze jak ich było ze trzydziestu wokół rykneli śmiechem. Drgały wąsy, drgała twarz beznosa Humanja - Kozaka. Wreszcie przestawszy się śmiać otarł oczy ręką.

- Ja ne łycar, to i pytać nie będę czy szlachcic, czy ciura. Mnie za jedno kogo pochowają. Stawaj.

I szablisko ogromne wydostał, a wokół zaraz koło się utworzyło.

Stanął ów obrońca zboru naprzeciwko ogromnego Kozaka, niechętnie jakby rekaw zakasał i rapier dziwaczny wydobył. Pomacał nogą wokół czy grunt równy, widać nie pierwszyzna mu to była.

Złożyli się raz i drugi, ostrza mogotały w blasku ognisk, przycięli, odskoczyli.

- No pane, widać, że ty człek wojenny, nie raz komuś łeb podgoliłeś. Ale nie dasz ty mi rady. Jak cię zwą, na krzyżu wyryją. Bo ja nie czytaty ni pisaty, mnie zarówno co tam stać będzie.

Humanj założył za ucho osełedec i natarł ponownie. Odbił przybysz cięcie Kozaka, "nyżkiem" go zajechał, a gdy ten na kolana padł za żywot rozpłatany rękami się trzymając niechętnie jakby ostrze na kark mu spuścił.
Potoczyla się głowa kozacza pomiędzy ognie zęby okrutnie szczerząc, teraz juz do ludzkiej zgola niepodobna.

Na chwilę zapadła cisza, potem towarzysze zabitego rzucili się na zabójcę. Ten zwijał się za trzech, ciosy odbijał, zastawiał, ale że zabijać juz widać nie chciał wkrótce zmogli go i wnet skrępowany klęczał przed gromadą.
Wystąpił jeden z lisowczyków.

- Ktoś Ty ? Gości takich nam nie potrzeba co głowy ścinają. Powiedz czyś szlachcic szablą zatniemy jak urodzonemu przystało. Inaczej jak cham od topora zginiesz.

Ten nie odrzekł nic. Pytający kontynuował.

- Krzyżyk na piersi nosisz, a heretyków bronisz, przeto katolik czy innowierca ? I jakie imię na grobie napisać ?

Zapytany dalej milczał. Szlachcic potoczył wzrokiem po obecnych.

- Po tym jak szablą robi zda mi się szlachcic, albo przynajmniej żołnierz dobry. Ale chyba on niespełna rozumu. Zna go ktoś ?

Cisza zapadła.

- No to bracie kładz głowę na pień, sprawiać Cię będziemy, a że dobrzy ludzie z nas, to uczciwie po szlachecku - szablą głowę utniemy. Pomodlić się nie chcesz ? Nie ? Jak uważasz.

Zadecydował szlachcic wznosząc szablę.

- Stój mości Czerwiecki. Ja go znam.

Ozwał się z tłumu głos...

Jan Czetkowski

Zwolniony przed zmierzchem ze służby powlókł się w stronę ognisk ku jadłu i napitkowi. Dalej tłum zabrał się za niszczenie zboru, ale jemu to i jedno było, spalą czy nie. Gwar jednak, a może raczej cisza jaka na chwilę zapadła zwabiła go w stronę gromady.
Ujrzał tu człowieka co bezwolnie zda się szedł na śmierć. Głowę położył na pniu, oczy zamknął i wydawało się, ze drzemie. Oblicze jego zdawało sie Janowi znajome. Popatrzył uważnie. Tak, nie mógł sie mylić. Widząc pana Czerwieckiego co już szablę nad skazanym wznosił, odrzucił kubek.

- Stój mości Czerwiecki. Ja go znam.

Mateusz Ankwicz

-
Pochwalony, ale czy dobry to się okaże.

Wartownik z bandoletem nie kwapił się do rozmowy. Lustrował tylko przybysza bacznie.
Drugi za to, szlachcic widać gadał jak najęty.

- Waszmość w gości do nas, czy do kogoś z miasta? Bo gospodarze wyjechali, już i martwić się zaczynamy i jutro pewnie szukać ich zaczniemy, czy aby w lesie nie pobłądzili. albo i zwierz ich nie napadł. Tacy my już o bliznich bojący się jesteśmy.

Parsknał śmiechem z własnego dowcipu.

- No, a może Waszeci kondemnatka jaka, albo i wyrok nad karkiem wisi ? Bo jakoś tak bez bagaży Waszmośc jedziesz, bym nie rzekł w jednej koszuli na grzbiecie. Jak tak to prosimy do kompaniji na wieczerzę. Towarzyszy sławnych i zacnych wśród nas bez liku.

Słysząc za plecami nagły wybuch wrzawy, a potem chwilę ciszy znów się uśmiechnął. Zda, wesoły musiał być z niego człek.

- Ot i słychać, ze i miska jedna dziś na wieczerzę pusta zostanie. Widać kawalerze, ze szczęscie masz. Zwę się Piotr Gasztołd z Wilczysk na Litwie. Słyszałeś Waszeć może o mnie ?

Herb Piotra Gasztołda.
 
__________________
Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie.
Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija...

Ostatnio edytowane przez Arango : 04-26-2007 o 20:55.
Arango jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem