Wątek: [autorski] 8dni
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-04-2007, 17:48   #6
Sir_herrbatka
 
Reputacja: 1125 Sir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumnySir_herrbatka ma z czego być dumny
To był Adam, z całą pewnością, znam jego twarz której sam nie wybrał, znam jego imię które mu narzucono więc mogłem go zidentyfikować i rozpoznać. Wciąż jednak nie wiedziałem tak naprawdę kogo rozpoznałem.

Naprawdę jesteśmy żałośni i ograniczeni. A przynajmniej ja, tak egoistyczny że nie mogłem nawet spróbować zrozumieć kogoś kto nie był mną, a jedyna osoba która była mną byłem ja sam. Mit drugiej połówki pozostaje mitem, martwą opowieścią pretendującą do przekazywania mądrości. Zmyślonych, wyssanych z palca mądrości. Lekarstwa na poczucie samotności, niezrozumienia czy własnej słabości. Jeżeli rozbudujemy taki mit otrzymamy pełną religię.

Nie wyznawałem i dalej nie wyznaje żadnej religii. Mity to dla mnie bajki dla dorosłych dzieci. Nigdy nie przyszło mi do głowy myśl by szukać miłości, nigdy nie próbowałem zwalczać samotności. Nigdy nie uwierzyłem, że warto podejmować taki wysiłek, tak samo jak nie warto stwarzać świata.

Pustka i chaos są tyle samo warte co cały świat, samotność jest warta tyle samo co miłość. Dlaczego?

Świat przemija, umiera, zmienia się, nie pozostaje wieczny i niezmienny. Ostatecznie nic nie jest w nim trwałe, wszystko w końcu rozpływa się i zamienia w milion innych rzeczy. Tak naprawdę świat jest pustką i chaosem. Aby jednak funkcjonować umysł podpowiada setki pozornych wyjaśnień, usprawiedliwień, zakłada dla rzeczywistość maskę tak by była znośna. Tak by pozwalała istnieć, i by umysł mógł się dopatrzyć w tej masce jakiegoś celu, jakiegoś rodzaju sensu.

Miłość; cóż tyle człowiek może zrobić ze swoją samotnością. Może udawać że ktoś go kocha, że ktoś go rozumie, że komuś na nim zależy. Ale wciąż zapomina że to też jakiś rodzaj kłamstwa...

Elitarność kultury-masowość kultury. Nie ma różnicy. Naprawdę nie ma.

Kultura to kłamstwo, wygodne kłamstwo pozwalające zobaczyć na świecie miłość, cywilizację, sens istnienia i wiele innych rzeczy potrzebnych pojęć. Kłamstwo jednak nigdy nie pozwoli na zobaczenie prawdy. Więc co za różnica czy oszukują się elity czy też masy? Kłamstwo dla wszystkich, po to by zbudować dla każdego wygodny wszechświat który ma sens to chyba równie dobry wybór jak kłamstwo dla elit? Bo jeśli zostawimy świat taki jakim jest to będziemy musieli się zmienić...

Naturalnym wyborem po zrezygnowaniu z kultury jest kult zła. Czy tak wielu wierzących, fanatycznie wierzących, uważali naprawdę że światem rządzi miłościwy Bóg? Czy raczej groźna gromowładna istota zdolna do niszczenia wszystkiego co sprzeciwi się Jego woli ale wciąż mogąca chronić przed innymi, jeszcze bardziej mściwymi siłami... To też jakiś rodzaj kultury ale dużo bardziej pierwotna. A jeśli zrezygnujemy jeszcze nawet z tych strzępów? Czym w tedy będzie świat?

Świat w którym ludzki umysł poddał się w walce z samym sobą o istnienie duszy to świat cielesny... z konieczności bo nic więcej nie zostało. A jeżeli nie będziemy mogli żyć dla duszy to będziemy żyć dla ciała. To też będzie jakiś rodzaj kultu zła nastawiony na hedonizm...

Ja zawsze żyłem dla siebie. Ja jako cały świat, ja jako istota która wszystko może stworzyć i zniszczyć. Wszystko można okłamać tak by się stało, można uciec tak by nie istniało. Jeżeli czegoś nie widać równie dobrze można powiedzieć że to coś nie istnieje. Ale...

Ja to też te kłamstwa. Więc tworzę sam siebie, oszukując sam siebie na własny temat.
Doprawdy wszyscy jesteśmy żałośni.
 
__________________
Arriving somewhere but not here
Sir_herrbatka jest offline