Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-02-2016, 22:17   #3
Turin Turambar
 
Turin Turambar's Avatar
 
Reputacja: 11785 Turin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputacjęTurin Turambar ma wspaniałą reputację
Hubak 8, mostek
Pierwszy oficer sięgał właśnie ku dźwigni odpowiadającej za uruchomienie silników nadprzestrzennych. Wrogi statek ostrzeliwał ich, ale wyraźne były jego zamiary abordażu. Rękaw z tunelem dla piechoty już się podłączył i pewnie zaraz zabiorą się do przepalania przejścia. Skok będzie niebezpieczny, ale lepsze to niż dać się tym piratom złapać. Życie pasażerów uratują śluzy awaryjne. Wszystko było pod kontrolą.
W tym momencie rozbrzmiał cichy odgłos wystrzału i zastępca kapitana padł martwy. Sam kapitan nie zdążył się nawet zdziwić, kiedy stojąca w cieniu postać ponownie ściągnęła spust. Po chwili na podłodze leżały dwa ciała z dziurami w czaszkach.
Zakapturzona postać schowała z powrotem karabin blasterowy pod swój szeroki płaszcz i podeszła do sterów. Wszystko działo się zgodnie z jego planem. Żadnych śluz awaryjnych. Niech ten abordaż się dokona.

Korytarz na pokładzie pasażerskim
Jej kajuta była praktycznie na samym końcu korytarza patrząc od strony wejścia na pokład. Za nią były już tylko silniki. Użytkowników mocy wyczuwała gdzieś bliżej środka. Panował tam taki tłok, że Rin nie była w stanie wyłapać którzy z pasażerów to Jedi. Większość z nich była roztrącona przez dwóch rosłych Mandalorian w pancerzach. Oni musieli się w nich chyba nawet kłaść spać.
Wtedy rozległy się pierwsze strzały. Ktoś zaatakował mężczyzn w pancerzach i ci odpowiedzieli ogniem. W korytarzu pojawił się też trzeci osobnik w charakterystycznej dla niedoszłych zdobywców Galaktyki pancerzu. Tylko w jego przypadku był bardzo uszkodzony. W dodatku miał inne insygnia, więc należał zapewne do innego klanu.
Mando w czerwonym pancerzu sięgnął za pas i wyciągnął granat. Rin nie widziała jaki, ale jedno było pewne - użycie go w tych zamkniętych przestrzeniach było śmiertelnie niebezpieczne dla każdego kto nie miał ochrony przed dekompresją.
Ów szaleniec nie zdołał go odbezpieczyć. Nagle oderwał się od ziemi i poleciał do przodu przyciągnięty Mocą. Drugi zaczął strzelać serią.
Przerwał dopiero wtedy, gdy w pierś wbiło mu się czerwone ostrze miecza świetlnego. Jego właściciel stanął w przejściu nad trupem mando w niebieskim pancerzu.
Krzyki i hałasy jakie wypełniały korytarz umilkły w mgnieniu oka. Groza bijąca od tego mężczyzny była oszałamiająca. W milczeniu spoglądał na obecne tam istoty. Szukał czegoś. Kogoś.
Wtedy spośród pasażerów wyłoniły się dwie postacie.

Choć rozsądek mówił inaczej, to nauki ich mistrzów i ich własna natura oraz postawa mówiły jasno - byli gotowi bronić reszty przed Lordem Sith.
Pierwszą była kilkunastoletnia zaledwie twilek.
Stanęła raptem kilka metrów przed istotą w czerwieni. W jej dłoniach zajaśniał miecz świetlny o niebieskim ostrzu, które skierowała w przeciwnika. Na twarzy malowało się ponure zdecydowanie.
Tuż za nią do walki stanął młody mężczyzna, zapewne ledwo po dwudziestce.
On włączył zielone ostrze, ale postanowił zadziałać w inny sposób. Skupił się i wyglądało na to, że będzie wspierał towarzyszkę bezpośrednim użyciem Mocy.

Rin zatrzymała się w półkroku. Z mieszaniną zaciekawienia i obawy dostrzegła kogoś jeszcze bardziej ciekawego niż dwójka padawanów, która nawet nie potrafi prawidłowo trzymać mieczy. Postawa szermiercza twileczki była zdecydowanie lepsza niż chłopaka, ale i tak zasługiwała na pełne pogardy spojrzenie palącej papierosa.
Za to ten trzeci... Nieufnie przyglądała się mu. Nie spotkała nikogo takiego jak on od lat. Z jej doświadczenia tacy jak on byli martwi.

Vlad w końcu nie wytrzymał napięcia i wykonał szybki gest pchnięca Mocą. Uderzyła ona w Sitha, jednak jedynie załopotała połami jego płaszcza. Ten ruch był sygnałem do działania dla Ori. Wybiła się z obu nóg atakując przeciwnika mieczem.
Quel-thazarowi ledwo zadrgały kąciki ust. Przez chwilę mierzył wzrokiem oponujących mu padawanów po czym podniósł lewą dłoń i wystrzelił z czubków palców błyskawice. Ich potęga była jednak zupełnie odwrotnie proporcjonalna do niedbałości gestu użytkownika Ciemnej Strony.
Pioruny wypełniły cały korytarz przechodząc po zebranych na nim, odbijając się od ścian i ponownie trafiając każdego po kilka razy. Jedi próbowali zablokować je mieczami, ale obrywali ze wszystkich stron. Rin również została zaskoczona. Odruchowo chciała osłonić się rękami, ale jej ciałem szarpnęły konwulsje bólu. Upadła bezwładnie na podłogę tak jak każdy inny znajdujący się w tym miejscu pasażer. Każdy z wyjątkiem jednego mandalorianina w podstarzałej zbroi.
Ostatnie co zobaczyła Rin, to właśnie ten jedyny stojący na nogach mando kierujący lufę swego karabinu blasterowego na Sitha. Wreszcie straciła przytomność, co było swoistym wybawieniem.

Tyrax nie tak wyobrażał sobie ten lot. Dopiero co stracił statek lądując z orbity. Wciąż miał osmalony po tym pancerz. A teraz to. Nie wiedział co myśleć. Wcale nie zamierzał pakować się w sprawy tych pieprzonych Jedi. Nie miał nic przeciwko walce z nimi, ale to nie były do tego najlepsze okoliczności. W dodatku gość w czerwonym wdzianku wyglądał na kozaka pierwszej wody.
Jego własny sprzęt na szczęście zadziałał, inaczej zostałaby z niego taka sama usmażona frytka jak ci wokół.
Westchnął. Nic nie wskazywało na to, żeby mieli brać kogokolwiek żywcem. On sam też nie zamierzał pójść solo do piachu. Zabierze ze sobą kogo tylko będzie mógł. Miał jeszcze parę sztuczek w zanadrzu. Najpierw postanowił sprawdzić jak szybki jest ten koleś.
Karabin pojawił się w jego rękach momentalnie. Strzelał raz za razem, co chwila przełączając tryb strzału.
Bez sukcesu. Sith odbił każdy pocisk. W końcu, widocznie znudzony podniósł Mandalorianina i grzmotnął nim o ścianę korytarza. Kiedy Tyrax próbował się podnieść, sytuacja się powtórzyła. Za trzecim razem już się nie ruszał, ale i tak oberwał. Czwartego i kolejnych uderzeń już nie pamiętał…

Quel-thazar ruszył niespiesznie przez korytarz. Zatrzymał się na chwilę przy ciele Vlada i podumał nad śmiercią, która zapanowała w tym wąskim korytarzu. Po chwili wpadło tam również czterech żołnierzy. Sith powiedział krótko.
- Żywych przenieście do wejścia. Nie chcę się tutaj brudzić – i zawrócił chowając niedbale swój miecz za pas.
Jego podkomendni zabrali się do sprawdzania stanu ofiar ich pana. O dziwo przeżyli oboje padawani. Zasłona mieczami uratowała im życie. Podobne szczęście spotkało Rin. Stała na końcu korytarza i oberwała lżej niż reszta.
Jeden żołnierz podniósł Vlada i wziął go na bark, tak samo drugi zrobił z Ori. Pozostała dwójka podniosła Rin. Zanieśli ich wszystkich do wyczyszczonego luku bagażowego. Po drodze padawani odzyskali przytomność, ale nadal byli mocno obolali. Niezbyt kojarzyli co się z nimi dzieje.
W końcu położyli ich na ziemi w przejściu pomiędzy mostkiem a kajutami. To samo uczynili z Rin, do której podszedł jeden z żołnierzy i wstrzyknął jej coś. Kobieta jęknęła i obudziła się.
Podnieśli ich z ziemi zmuszając do klęczenia. Ręce spięto im z tyłu kajdanami.

Lord Sith stał pomiędzy nimi jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu powiedział wysokim i zimnym głosem.
- A już wiem. To jest ten wasz barbarzyński język. Więc jednak to prawda. Poza naszą cywilizacją istnieje coś… Jakieś systemy... W których żyją istoty zdolne władać Mocą! – krzyknął im w twarz.
- Gdzie nauczyliście się władać mocą?! – jego nawykły do wydawania rozkazów głos nie znosił sprzeciwu, a spojrzenie powędrowało na twarz Rin.
 

Ostatnio edytowane przez Turin Turambar : 10-02-2016 o 22:37.
Turin Turambar jest offline