Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-03-2016, 20:02   #10
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 106131 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Rin przemełła mało wyraźną wiązankę przekleństw i przywaliła na koniec lewą ręką w ścianę co zostawiło na niej wgniecenie.
Usiadła na podłodze opierając się plecami o ścianę. Czuła cholernie wielkie rozgoryczenie. Nie miała nic do gadania. Musiała się zgodzić, bo każdy sprzeciw byłby dla niej opłakany w skutkach. Gniew w niej wzbierał.
Jeszcze do ta dwójka pożal się Mocy padawanów od siedmiu boleści którą będzie musiała znosić cholera wie ile…
“I o co w ogóle tu chodzi?”
Rin zmarszczyła gniewnie brwi.
“Co to za potwor?”
Nerwowo podrapała się po lewym przedramieniu na wspomnienie “wizji”. Nigdy nie była dobra w tych pierdołach związanych z interpretacją niejasnych przekazów od Mocy. Nie chciała też wierzyć, że jest ktoś gorszy od tej Jedi.
“Teraz kurwa, jak akurat trafiła się świetna fucha”
Prawie warknęła ze złością mląc przekleństwa pod nosem.
“I przez nią go wystawie. I tak mu się odwdzięczę za uratowanie mi dupy” pomyślał ze wzbierającą w niej złością.

- Pip beep weezeep! - pisk droida zaświergotał jej koło ucha. Mały astrodroid podkradł się do niej jak jakiś skrytobójca.
Rin wzdrygnęła się z obawy kto się do niej zakradł. Zmrużyła gniewnie oczy patrząc na droida. Dała się tej konserwie zaskoczyć. Niewybaczalne.
- Nie, nie przeproszę - warknęła do droida, gdy ten ją strofował za niszczenie statku jakim było dla niego wgłębienie na ścianie jej autorstwa. - Idź sobie.
- Wzuuu wee beep, ziip dueezz tip! - był bardzo uparty.
- Tak? Lepiej popatrz na siebie, wcale czystszy nie jesteś - fuknęła na niego kobieta, gdy droid zasugerował by doprowadził się do porządku. - Nigdzie się stąd nie ruszam - skrzyżowała ramiona przed sobą. - Idź sobie.
- Zeeip jizz dii! - nagle się czymś ucieszył.
- Masz uszkodzoną optykę skoro tak sądzisz. Nie jesteśmy podobni. Nikt cie nie uświadomił, że jesteś metalową puszką? - odparła, ale tym razem odrobina rozbawienia wkradła się do jej tonu głosu.
- Deeizz wiz? - zauważył. Wydawało się, że jest w świetnym humorze.
[i]- A ty co, rentgen masz w oczach? Odrobina metalu nie robi ze mnie twojego krewniaka - odparła i palcem lewej ręki pstryknęła go lekko w optyk. - Idź sobie. Zanim tamta będzie cię szukać - westchnęła ponuro.
- Beep di zip? - zupełnie się nie obraził za prztyczek w swój “nos”.
- Tja dołączyłam do załogi... Zostałam wybrana na ochotnika, żeby się z wami szlajać po kosmosie w cholera wie jakim celu - mruknęła z ironią w głosie. - Że też po prostu nie mogłam zaspać na tamten statek, albo zgubić bilet… - jęknęła.
Jej potwierdzenie droid przyjął z bardzo głośną radością. Rozpiszczał się na całe pomieszczenie na co Rin zareagowała zakryciem twarzy dłońmi. T3 zaczął ją natarczywie poganiać.
- Nie chce oglądać kajuty załogi - prychnęła.
- Wee beep! Zeeip jizz dii! Wzuuu wee beep! - kakofonia pisków zgrzytów i trzasków wypełniła pomieszczenie
- No dobra, zamknij się w końcu! Idę wezmę ten pieprzony prysznic… - odparła obawiając się, że zaraz ktoś będzie chciał sprawdzić co się stało, że droid się rozwrzeszczał. I miał po trochu rację. Doprowadzenie się do porządku było wskazane.
Wyciągnęła pet z ust i zgasiła go na podłodze.
- Pip weezeep!
- Jasne, proszę bardzo, oskarż mnie o palenie na pokładzie! - warknęła Rin na tą naganę ze strony droida za śmiecenie na pokładzie. - No idź już, pokaż mi gdzie ta kajuta co ją tak zachwalasz - burknęła wstając z podłogi. Chwyciła do ręki swój plecak i niechętnie podążyła za T3.

Statek był mocno przerobionym modelem jednego z koreliańskich frachtowców. Kajuta o której tyle popiskiwał astrodroid była na prawej burcie i tam też ją poprowadził. Po drodze minęli garaż na śmigacz wykorzystywany teraz jako warsztat, co można było wywnioskować z licznych rozłożonych części. Zadomowić próbował się tam teraz mandolarianin. T3 nie zaszczycił tegoż nawet drobnym pisknięciem i przeszli dalej. W korytarzu pomiędzy główną częścią statku a kajutami załogi minęła się z twileczką, która najwidoczniej nadal nie mogła zrozumieć decyzji Meetry o pozostawieniu mrocznej Jedi na statku.
Rin z rękami schowanymi w kieszeniach spojrzała na młodą z wrednym uśmieszkiem i pełnym pogardy wzrokiem.
Na miejscu nie spotkała nikogo. Tylko jakieś szpargały rzucone na jedno z łóżek - biorąc pod uwagę, że droid poinformował ją że kajuty są osobne dla żeńskiej i męskiej części załogi to Rin założyła, że smarkula już tu była.
Blondynka rzuciła swój plecak na wolne łóżko i zaczęła rozbierać się. Zrzuciła płaszcz, który niezwykle ciężko upadł na posłanie co świadczyło, że nie mało w nim było schowane. Rozpięła suwak kombinezonu odsłaniając głęboki dekolt . Usiadła by zdjąć buty.
W tym czasie T3 zdecydowanie nie zamierzał opuścić pomieszczenia. Zdecydowanie nie uznał, że przyprowadzenie jej w to miejsce zakończy towarzyszenie jej.
- A tylko spróbuj coś nagrywać ty mały perwersie. Jak zobaczę jakiś film ze mną na sieci to cie rozbiorę śrubka po śrubce na czynniki pierwsze! - przestrzegła droida i pociągnęła suwak kombinezonu do końca. Zdjęła z siebie strój zostając w samej bieliźnie i brązowych skórzanych rękawiczkach sięgających jej za łokcie.
- Jak nie chcesz sobie iść to przydaj się i pilnuj drzwi, żeby żadna łajza tu nie wlazła - po tych słowach nieśpiesznie zdjęła prawą rękawiczkę rzucając za siebie na łóżko. Lewą natomiast niechętnie ściągała z ramienia. Powodem tego mogło być to, że zdjęcie jej ujawniło o co chodziło droidowi, że “są po części tacy sami”.
Rin przyjrzała się uważnie czarnej protezie przedramienia. Był to bardzo zaawansowany mechanizm zastępujący brakującą część ręki wykonany z lekkich stopów, a receptory podłączone do układu nerwowego ramienia pozwalał nawet na posiadanie zmysłu czucia w sztucznej kończynie. Lekka i prosta konstrukcja sprawiała, że można było zapomnieć, że kiedyś się coś straciło.
- Beep woop woo?
- Nie, nie możesz zrobić diagnostyki - odparła od niechcenia i zacisnęła mechaniczną pięść. Droid smutno pisnął. Kobieta wstała i zdejmując bieliznę otworzyła drzwi do prysznica. T3 ruszył za nią, ale Rin zatrzymała go wypychając na zewnątrz stopą.
- Won! - warknęła.
- Beep boop…
- Nie, nie zamoknie. Jest wodoszczelna... A z resztą co cie to obchodzi? - krzyknęła już zza zamkniętych drzwi do upierdliwca

Rin włączyła by woda zaczęła lać się na nią z góry kabiny. Ciepła i parująca intensywnie. Kobieta usiadła na podłodze ze spuszczoną głową. Woda ściekała po niej, jej szum zawsze działał na nią uspokajająco.
Mogła teraz pokontemplować nad swoim jestestwem. Głównie to jak bardzo ma w tym momencie przerąbane. Surik na szczęście zdawała się nic, a nic jej nie poznawać. Dobrze, ale Generał słynęła z tego, że pamięć do twarzy miała genialną.
“Dobrze, że dałam się namówić na zmianę imidżu” uśmiechnęła się kwaśno.
Zamknęła oczy i uniosła głowę by woda omywała jej twarz. Oparła się o ściankę, podkuliła nogi i oparła na kolanach ramiona.
Zdecydowanie nie było opcji, żeby wymigała się od tego. I tak za długo sobie pożyła. Pięć lat beztroski poszło się pieprzyć. Była zdeterminowana, żeby jakkolwiek skontaktować się z Reossem. Ostrzec go, że jej nie będzie na miejscu i kończy współpracę. I zrobi to choćby miała postawić się Generał…
Szyderczy uśmiech pojawił się na jej twarzy.
“Zdrajca, a nie generał” pomyślała.

Jednocześnie z nostalgią wspomniała swój początek znajomości z Reossem…

+++

Obudziła się wtedy z tępym bólem głowy, boleśnie pulsowało jej w skroniach. Minęła dłuższa chwila nim wyostrzył jej się wzrok na tyle by mogła w półmroku ocenić, gdzie się znajduje. W głowie strasznie jej się kręciło. Nie było jej lekko widząc, że prawą rękę ma przykutą do poręczy leżanki, na której leżała. Drugą ręką zainteresowała się dopiero, gdy chciała się na niej podeprzeć. Syknęła z bólu a łzy pokapały na jej bluzkę. Niestety ten kawałek ręki, którego brakowało najwidoczniej nie zamierzał w najbliższym czasie odrosnąć. Co prawda kikut miała wprawnie obandażowany to ślady po wkłuciach igieł nie dawały nadziei na lepsze jutro. Ostrożnie i powoli oparła się na łokciach. Teraz zauważyła, że leży na jakimś futrze. Było przyjemnie ciepłe, ale trochę szorstkie w dotyku. Idąc tym tokiem myśli spostrzegła, że jej włosy zwykle długie do bioder były teraz ścięte na tyle krótko że ledwo sięgały do połowy szyi. Dziwne mogło się wydawać, że dopiero w ostatniej kolejności zauważyła, że ubranie, które miała na sobie na pewno nie należało do niej.
Pozostawało czekać. Nie trwało długo gdy znów pogrążyła się we śnie.
Obudziło ją szturchnięcie w bark i mrukliwy głos. Otworzyła oczy i odruchowo chciała mocą odrzucić od siebie tego kogoś. Nie mogła jednak zebrać myśli do kupy, dlatego jedynie drobne elementy zatrzęsły się lecz nic więcej. Rin natomiast w tym momencie poczuła się potwornie bezbronna i przerażona niczym małe dziecko. Tym kto ją wybudził był Trandoshanin o czarnych niczym smoła łuskach. Przedstawił się jako Reoss Xenn i zaraz po tym pogratulował jej waleczności i zapewnił, że dobrze zajął się jej trofeum. Bardzo płynnie mówił on we wspólnym. Zwykle pyskata dziewczyna zapomniała języka w gębie. Trofeum? Waleczność? Przecież uciekła zanim wszystko na dobre się zaczęło!

Reoss na spokojnie wytłumaczył jej, że bardzo zaimponowała mu, gdy będąc tak małą i wątłą istotą do tego ze świeżo odciętą ręką pokonała wściekłego Wookiego. Wyjaśnił jej dlaczego on sam znajdował się na tej planecie w tamtym momencie i skąd wiedział o jej walce z kosmatym obcym.
Według jego słów Reoss natrafił na trop wookiego – w tym momencie pozwolił sobie na wtrącenie historii jaką łączą trandoshanie z tą rasą– dlatego nie omieszkał za nim podążyć. Znalazł go, gdy sierściuch podchodził do słaniającego się na nogach małego człowieczka. Wtrącił tu, że nie zamierzał przeszkadzać swojemu celowi w zanurzeniu pazurów w cele tej drobnej osoby – było mu to nawet na rękę, bo miał więcej czasu, żeby przycerować z karabinu paraliżującego.
Wtedy w wyszukanych słowach dokładnie opisał jak Rin doprowadziła do śmierci futrzaka. Ona jednak nic z tego nie była w stanie sobie przypomnieć. Okazało się też, że futro, na którym leżała zostało zdjęte z Wookiego i było wspomnianym przez Reossa trofeum.
Przestrzegł ją zaraz, że dopóki nie będzie miał pewności, że Rin nie zacznie szaleć będzie pozostawać przywiązana do łóżka i na wielkiej dawce leków, które dostawała w zastrzykach. Nie miała pojęcia jak on zamierzał to sprawdzić, ale fakt był taki, że i tak nie miała siły, ani ochoty się przeciwstawiać. Z czasem co raz mniej czasu traciła na sen. Nie miała pojęcia ile minęło, bo w pomieszczeniu, w którym przebywała nie był okien ani żadnych chronometrów. Wiedziała jednak na pewno, że znajdują się na statku kosmicznym.
Na pytanie Rin dlaczego nie zostawił jej na śmierć w tym błocie na tamtej planecie, Reoss odparł, że po pierwsze praktyczne leżała na pozostałościach Wookiego, więc tak czy inaczej musiał ją podnieść, a że była lekka to nie robiło mu to różnicy zatargać ją i truchło na pokład. Po tych słowach zaśmiał się widząc jej minę i powiedział prawdziwy powód.
Uznał, że Rin ma duszę łowcy, zaimponowała mu jej waleczność i nie mógł pozwolić, by taki talent się zmarnował. Pocieszył ją, że co prawda porażka wyzerowała jej całkowicie punktację, ale wyraził pewność że nie tylko odrobi straty, ale nawet zwiększy swoją punktację.

Rin okazywanie wdzięczności Trandoshanowi nie sprawiało problemu. Z braku pomysłu co ze sobą zrobić postanowiła zostać z Reossem. Spodobało jej się jak on pozostając w zgodzie ze swoją dziwną religią zarabiał na życie na handlu niewolnikami z Kashyyk oraz okazjonalnym dorabianiem jako łowca nagród. Zarabiał na tyle dobrze, że bez większego problemu Rin dostała robioną na zamówienie mechaniczną brakującą część ręki.

+++

Przetarła prawą ręką twarz. Niedowiary, że tęskniła za tym szurniętym jaszczurem. Za jego dziwnymi teoriami i nudnym prawieniem jej morałów.
Rin wstała z podłogi i w końcu skupiła się na myciu, a nie wspominaniu. Sięgnęła po ręcznik gdy skończyła i wychyliła się z kabiny.
- Miałeś pilnować, żeby nikt tu nie wchodził - zganiła droida widząc zieloną twilek stojącą za nim. - Jakbyś nie miał pewności to określenie “łajza” do niej również się tyczy. Co się gapisz? - warknęła na koniec do Arthori, która patrzyła na jej rękę z rozdziawioną buzią.
- Mi.. Mistrzyni kazała mi zawołać cie na mostek… - ton jakim odezwała się do niej Rin oraz fakt, że były tu same pozbawił dziewczynę pewności siebie i zadziorności jaką tak chętnie okazywała, gdy miała za plecami Jedi.
- Zaraz przyjdę - odparła kobieta oschle. - A teraz wynoś się.
- Ale tu też są moje… - nie dokończyła nie chcąc ryzykować. Wyszła z kajuty.
- Boop beep beep?
- A niech skarży. Wisi mi to niezmiernie - powiedziała zrzucając ręcznik. Zaczęła przebierać się w świeże ubranie.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram jako: Irya, Marion i Venora!
Mag jest offline