Radosłąw ma tu rację w jednym aspekcie. Podpalenie stepu przez Tatarów psu na budę by było faktycznie. Wojsko polskie w większej części było dobrze wyszkolone i sprawnie dowodzone. Ale... No właśnie jest pewne "ale". Jak zauważył jeden z moich wykładowców. Gdyby pod Cecorą dowodził Chodkiewicz nie Żółkiewski do tragedii cecorzańskiej by nie doszło. Otóż podczas wycofywania się doszło do buntu w obrębie wojsk polskich. O ile pamiętam, ale tu pewien nie jestem, zbuntowały się wojska magnackie i pospolite ruszenie. Chodkiewicz, znany z twardej ręki, rozwaliłby buntowników. Żółkiewski popełnił błąd łagodności. Powiedział, że z buntownikami rozliczy się dopiero w Rzplitej. Jak łatwo przypuszczać, im bliżej taborowi było Polski, tym bardziej pod rzycią się buntownikiem ogień palił. I tutaj sztuczka Tatarów była tylko dopełnieniem. Rozerwać tabor nie było łatwo. Na wzór husytów wozy od wewnątrz łączone były grubym sznurem, od zewnątrz łańcuchem. To trzeba było chcieć rozerwać.
Przynajmniej taką wersję wydarzeń znam

.
A co do "Tronu we krwi". Bóg mi świadkiem , że i9nteresuję się Japonią, ale te choroągiewki w tyłku małych, wrzeszczących ashigaru zawsze mnie rozkładają na łopatki. Ale Japonia o wiele szybciej przyswoiła koncepcję oznakowania oddziałów i mundurów. Specyfika wielotysięcznych armii ówczesnych daimyo. Chodzi mi tu głównie o okres walk o zjednoczenie (Toyotomi Hideyoshi i późniejszy Tokugawa.
Pozdr