Przepraszaj Araś, przepraszaj
A co do husarii. Jak najbardziej odbrązawiać. Husaria spod Kircholmu, Kłuszyna czy Byczyny, to faktycznie potęga, ale m.in. dlatego, że na zachodzie koncepcja jazdy przełamującej odeszła w zapomnienie i nie umiano wtedy walczyć z doskonale wyszkoloną jazdą tego typu. Dla mnie ówczesna husaria to jak Normani w XI wieku, któzy jako jedni z nielicznych umieli w klinie poprowadzić szarżę kopijniczą (husaria "noga w nogę").
Niestety wróg głupi nie jest. W wojnie ze Szwedami lat 20 XVII wieku już pojawiły się nowe koncepcje walki z husarią. I nie wystarczyło już wtedy puścić towarzyszy do szarży, bo ta rozklepywała się na muszkietach i działkach regimentarzowych "śledzi" króla Gustawa. Trza było kombinować jak m.in. podczas obrony Chocimia (choć to już z Turkami).
Pozdr