Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-03-2016, 19:53   #5
Agape
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1764 Agape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłośćAgape ma wspaniałą przyszłość
Rozpadanie się na kawałki zdecydowanie było niepokojącym odczuciem toteż kiedy tylko Vixen wrócił do przytomności skwapliwie zabrał się za sprawdzenie czy siła, która zabrała go z przed szklanej bramy poskładała te kawałki z powrotem do kupy i co równie ważne czy zrobiła to właściwie. Pazurzaste dłonie pokryte drobną czarną łuską nie zmieniły się nic a nic, muskularne przedramiona bez problemów pozwoliły mu podnieść się do pozycji siedzącej z mokrej kamiennej posadzki na której do tej pory leżał. Klinowaty smoczy pysk, czupryna srebrnych włosów teraz mokrych i przyklejonych do czaszki, dwa długie skierowane do tyłu rogi, wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Duże błoniaste ociekające wodą skrzydła zdolne unieść go w powietrze również nie ucierpiały, giętki ogon był dokładnie tak długi jak być powinien, wyposażone w pokaźne szpony smocze łapy również należały do niego. Poza kilkoma niegroźnymi zadrapaniami był cały, zdrowy, przemoczony i cholernie zmarznięty. Wstał. Osiągając pełne dwa metry wzrostu, nie licząc rogów, nie zaliczał się do ułomków, na szczęście trafił do kwatery przeznaczonej dla istot w podobnym rozmiarze. Pełgający w kominku ogień, drewniana ława ustawiona przy stole, na którym stała misa pełna pieczonych kawałków mięsiwa i dzban wina, wszystko to zachęcało czarnołuskiego by się rozgościł i pewnie tak właśnie by zrobił gdyby nie jeden element, który do reszty wystroju zupełnie nie pasował. Całkiem spora czarna tafla zajmująca centrum jednej ze ścian pomieszczenia za bardzo rzucała się w oczy żeby Vixen mógł ją zignorować. Nie mając bladego pojęcia z czym ma do czynienia, oczywiście postanowił to sprawdzić. Najpierw znalezisko obwąchał, pomacał, wreszcie polizał, a kiedy i to nie pomogło mu odgadnąć przeznaczenia tego czegoś postanowił wypróbować na obiekcie swoje pazury. Paskudny raniący uszy zgrzyt gwałtownie zmącił panującą w pomieszczeniu ciszę, nie dając żadnych odpowiedzi. Nie mając więcej pomysłów smokowiec zajrzał przez drzwi do kolejnego pokoju gdzie zastał… sadzawkę. “O nie nic z tego!”- pomyślał natychmiast opuszczając to miejsce, zdecydowanie miał dość kąpieli jak na jeden dzień. Zbadawszy wszystko co było do zbadania i nie znalazłszy drzwi na zewnątrz Vixen postanowił wreszcie zadbać o swoje potrzeby. Z półmiskiem mięsiwa i winem u boku siadł jak najbliżej ognia delektując się ciepłem i strawą. Nie miał pojęcia jak się tu znalazł, gdzie właściwie jest to “tu”, ani co będzie dalej, nie czuł jednak niepokoju. Złoty smok zadał sobie trud by go nakarmić toteż w tej chwili czuł się jak gość, nie jak więzień mimo iż brak drzwi mógł sugerować co innego. Zresztą jeśli będzie miał ochotę to na pewno znajdzie jakiś sposób żeby się wydostać, był o tym przekonany. Na szczęście nie było takiej potrzeby, jeszcze zanim zaczął się nudzić czarny prostokąt ożył stając się jakby oknem przez które przemówiła kobieta w bieli. Smokowiec zerwał się na równe nogi gotowy na wszystko, a tym czasem administratorka zaczęła udzielać wyjaśnień. Zafascynowany Vixen zbliżył się i właśnie machał dziewczynie ręką przed oczami, stukał w szklaną powierzchnię zdumiony tym że osoba po drugiej stronie nijak nie reaguje, zupełnie jakby go nie widziała. A potem nagle zniknęła zastąpiona przez litery, jakby okno zmieniło się w książkę. Dziwne to wszystko.
Cytat:
W czasie walki najbardziej polegam na:
-Na sobie oczywiście.- odpowiedział kiedy już oswoił się z sytuacją. A na ekranie wyświetliło się kolejne pytanie.
Cytat:
Stojąc przed zamkniętymi drzwiami, w jaki sposób je otworzysz?
-Zależy od drzwi. Jak się da wyważę.
Kolejne pytania pojawiały się po odpowiedzi na poprzednie:
Cytat:
Twój towarzysz walczy z przeważającą liczbą wrogów. Jest ranny. Tylko ty możesz mu pomóc. Jednak robiąc to, sam narazisz się na odniesienie ran. Co robisz?
-Towarzysz w jakim sensie? Że niby go lubię i chcę mu pomóc? Jeśli tak, to nie znam nikogo takiego.
Cytat:
Co przynosi więcej korzyści, działanie w pojedynkę czy w grupie?
-Durne pytanie. To zależy od tego co chce się osiągnąć.
Cytat:
Poświęcisz swojego towarzysza, by osiągnąć własny cel? Dlaczego?
-Zależy od towarzysza i od celu, od tego co będzie dla mnie ważniejsze.- Vixen po raz kolejny nie potrafił odpowiedzieć konkretnie, nie rozumiał też co kobieta chciała przez to osiągnąć, zresztą średnio go to interesowało. Za to latająca fioletowa kula która ni stąd ni zowąd pojawiła się koło jego głowy natychmiast przykuła jego uwagę. Nie zastanawiając się wcale spróbował ją złapać, co udało mu się bez żadnego problemu. W dotyku była chłodna i gładka a w jednym miejscu na jej powierzchni pojawiały się i zmieniały cyfry zupełnie jak pytania chwilę wcześniej na ścianie, za to zajrzeć do środka nijak się nie dało. Czarnołuski postanowił przetestować przedmiot ściskając go najpierw lekko, potem coraz mocniej i mocniej, sprawdzając jak wytrzymały jest materiał z którego została zrobiona. Nawet kiedy użył całej swojej siły nic się nie stało.
-Mocne.- stwierdził wypuszczając przedmiot i pozwalając mu zająć poprzednią pozycję.
- I już mnie wkurza. Będzie tak cały czas nade mną wisieć?- spytał, tymczasem kobieta w bieli zupełnie go ignorując wyjaśniała klasy.
-Łowca, zostanę łowcą, słyszysz? Tak zdecydowałem.- nie pozostawił administratorce wątpliwości co do swoich preferencji, ale chyba nie słyszała albo udawała, że nie słyszy, bo jak gdyby nigdy nic kontynuowała swój monolog, dopiero na koniec raczyła zwrócić się bezpośrednio do Vixena.
-Czemu nie porozmawiasz ze mną normalnie? Boisz się?
- Ponieważ jesteś jednym z wielu regularnych, którzy dzisiaj trafili do Wieży. Rozmowa z każdym osobiście byłaby niemożliwa. - Yshio w końcu odpowiedziała.
-Pieprzysz. Co za problem zebrać wszystkich razem?- zdziwił się smokowaty, nadal nie pojmując działania monitora. -Zresztą mam to gdzieś. Gdzie są drzwi?- zmienił temat.
- Ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że część z was zje drugą część. - odparła na pierwsze pytanie. - Drzwi nie ma.
-Zje?- powtórzył i zastanowił się kilka sekund. -Przekonałaś mnie.- zaakceptował logikę stojącą za powodem nie łączenia “regularnych” razem.
-Kim są regularni?-dopytał, niepomny słów administratorki rozglądając się po pomieszczeniu jakby spodziewał się, że drzwi na zewnątrz jednak się pojawią.
- Regularni, to osoby, które trafiły do Wieży i nie osiągnęły jeszcze jej szczytu. Ci, którym to się udało są nazywani rankerami.
- A administratorzy? Ty jesteś administratorem.
- Administratorzy, to istoty, które zarządzają poszczególnymi piętrami Wieży.
-Ile jest tych pięter?... I gdzie są drzwi? Mam sam je znaleźć?- pytał dalej.
- Pięter jest 123. Pokój, w którym się znajdujesz nie posiada drzwi. Gdy odpowiem na wszystkie twoje pytania zostaniesz przeniesiony w inne miejsce, gdzie odbędzie się dalsza część testu. - administratorka cierpliwie odpowiadała na pytania. Tym razem chyba udało jej się zadowolić Vixena, który przestał wypatrywać drzwi, skoro to i tak on decydował jak długo tu zostanie, ich brak przestał mu przeszkadzać.
-Dużo... Jest jakiś sposób żeby to przestało koło mnie latać jak natrętna mucha?- kontynuował wskazując na fioletową kulę.
- Wyobraź sobie, że jest niewidoczny. Wtedy zniknie.
Smokowiec spojrzał na kobietę z powątpiewaniem, ale posłusznie przeniósł spojrzenie na ATS, skoncentrował się, jeszcze chwilę i jeszcze.
-Nie znika.- oznajmił jakby to była wina administratorki.
- Musisz bardziej się na tym skupić. To nie takie trudne. - poleciła kobieta.
-Nie potrafię sobie wyobrazić że tego nie ma kiedy, to jest tuż przede mną.- wyjaśnił po czym zamknął oczy, a kiedy otworzył je kilka sekund później ATSu już nie było, nawet obrócił się w koło własnej osi i rozejrzał po kątach sprawdzając czy kula gdzieś się nie schowała albo nie robi go w konia unosząc się za jego plecami. Nie robiła, naprawdę zniknęła.
-Długi jest ten test?
- Czeka cię jeszcze jedno zadanie, po czym zostaniesz przeniesiony na pierwsze piętro, do akademii początkujących.
Vixen wyraźnie się skrzywił.
-Tam podzielą nas na oddziały i będą szkolić?-spytał tak jakby zdawał się już znać odpowiedź.
- Tak, chociaż tutaj nazywa się to drużynami. Każda drużyna liczyć będzie sześć osób.
Czarnołuski wyraźnie stracił entuzjazm.
-Durni dowódcy i głupie zasady.-zawyrokował. -Długo będą mnie tam chcieli trzymać?
- Sto dni, jeśli oczywiście tyle przeżyjesz. - padła odpowiedź.
-Nienawidzę tego.-odparł bardziej do siebie niż do kobiety. Kompletnie przeszła mu ochota na dalszą rozmowę, toteż wyszedł do łazienki, zostawiając ekran samemu sobie.
Minęło pół godziny zanim zdecydował się wrócić, a kiedy to nastąpiło postać administratorki wciąż była na miejscu. Czekała na niego.
-Nie mam więcej pytań, przenieś mnie.
- Dobrze, czy masz przy sobie wszystko czego potrzebujesz? - teraz to ona zadała pytanie.
Vixen wzruszył ramionami, nie miał niczego oprócz potarganych spodni i tej dziwnej niewidzialnej kuli.
-Niczego w tej chwili nie potrzebuję, a jak będę potrzebował to, to sobie wezmę.- odparł butnie.
Kobieta nie odpowiedziała. Vixen tym czasem znów poczuł jak jest przenoszony. Pojawił się… na arenie. W ręku trzymał miecz. Na przeciwko niego stał inny smokowiec. Z wyglądu był dość mocno do niego podobny, z tym, że tam gdzie Sivak był ciemny, tamten był jasny.
- Twoja pozycja to łowca. Twoim celem jest wygranie tej walki używając tylko swojego ciała i broni. - usłyszał głos Yshio.
Znikanie z jednego miejsca i pojawianie w innym może i było praktycznym sposobem transportowania regularnych dla administratorki, ale Vixena kompletnie dezorientowało. Potrzebował chwili żeby ogarnąć sytuację. Nie tylko wylądował na arenie przed przeciwnikiem, ktoś nawet wsadził mu w rękę miecz, niby wszystko się zgadzało, ale jakoś nie miał ochoty walczyć.
-Do twojej wiadomości Yshio: nie jestem tresowanym psem który rzuci się na ofiarę gdy tylko krzykniesz “bierz go”.- powiedział w przestrzeń. Zamiast atakować po prostu przyglądał się drugiemu smokowcowi, zbyt podobnemu do niego samego, by można to było uznać za przypadek.
-Kim jesteś? Prawdziwym smokowcem czy kolejną sztuczką?- zapytał oponenta.
- On nie odpowie. Można powiedzieć, że jest twoją kopią. Nie jest żywą istotą, lecz jeśli cię trafi, to zaboli. Ty go zabić nie możesz, bo nie jest żywy. - odparła Yshio.
-Aha. Kolej na sztuczka.-podsumował Vixen nadal nie kwapiąc się do walki.
Przeciwnik nie miał zamiaru jednak cierpliwie czekać, aż czarnołuski wykona pierwszy krok. Dobył miecza i ruszył na niego, szykując się do poprzecznego cięcia, które oryginał postanowił sparować i cofnąć się kilka kroków. Miecze uderzyły o siebie, dystans między walczącymi się zwiększył, co dało tylko okazję dla jasnego smokowca na kolejne natarcie. Cięcia nadchodziły z każdej strony i były systematycznie parowane. Vixen miał niecodzienną okazję przyjrzeć się swojemu własnemu stylowi walki. Szczerze powiedziawszy myślał że stać go na więcej.
-Nie możesz mnie pokonać. Wiem co zrobisz zanim to zrobisz bo jesteś mną. Znam siebie.- wyjaśnił kopii, chociaż wiedział że mu nie odpowie.
Klon jednak nie robił sobie z tego niczego. W końcu słowa Vixena działały też w drugą stronę. Przeciwnik znał go i wiedział co zrobi. Jednak fakt, że tylko jeden smokowiec mówił, dał przewagę drugiemu. Jasny natarł nim czarnołuski skończył mówić. Cios skrzydłem otrzymanym w twarz zabolał regularnego. Co o dziwo wywołało na pysku Vixena uśmiech, wreszcie postanowił włączyć się do gry i sam zaatakować. Wyprowadził poziome cięcie celując w pierś jasnego. Właściwie nie liczył na sukces dlatego cięcie płynnie przeszło w obrót pozwalający zaatakować ogonem i podciąć nogi klona.
O dziwo, atak doszedł do skutku. I to w bardzo dobrym stylu. Na arenie rozszedł się dźwięk pękającej kości. Lewa noga klona wykrzywiła się pod nienaturalnym kątem, a kość wyszła na wierzch. Pomimo to, jasny smokowiec nie miał zamiaru się poddać. Jednak jego ataki były bez trudu unikane przez Vixena, który właśnie zrozumiał jak czuli się niektórzy jego przeciwnicy. Patrzenie na samego siebie odnoszącego rany było mocno nieprzyjemnym odczuciem.
-Miałem o sobie lepsze zdanie.- podsumował i ruszył do natarcia chcąc zakończyć starcie jak najszybciej. Wykorzystując ograniczoną mobilność przeciwnika starał się zadawać kolejne ciosy gdy tylko tamten się odsłonił, sam nie narażając się zbytnio.
Walka z samym sobą pozwalała zobaczyć luki w swoim sposobie walki. W przypadku Vixena był to praktycznie brak obrony. Klon zamiast przyjąć postawę obronną postanowił atakować. Co skończyło się tym, że na jego lewa strona szyi zyskała dość głęboką ranę, jednak za płytką by odebrać mu życie. Smokowiec był dość twardy.
-Zdechł byś wreszcie. Nie mogę na to patrzeć.- powiedział czarnołuski przyspieszając i po raz kolejny atakując już zranioną szyję z zamiarem dekapitacji.
Atak nie powiódł się tak jak smokowiec zakładał. Trafienie miało miejsce jednak głowa klona nie zamierzała rozstać się z resztą ciała. Vixen mógł czuć się dumny na swój sposób. Jego ciało było twarde jak cholera. Z drugiej strony jasny wyglądał teraz jak właśnie zarzynana świnia, chyba będzie mu się to śniło po nocy.
-Umrzyj.- poprosił ładnie, zadając kolejny cios w szyję.
Vixen nie popisał się techniką walki, za to skuteczności nie można było mu odmówić. Cios dotarł do ciała klona, który od teraz był krótszy o rogi i głowę. Drgające jeszcze przez chwilę ciało rozwiało się, zupełnie jakby nigdy nie istniało.
- Test pozycyjny zakończony. - usłyszał głos Yshio. - Jeśli nie masz innych pytań, zostaniesz przeniesiony do swojej drużyny.
-Żygać mi się chce… To była cenna lekcja.- w specyficzny sposób wyraził swoje podziękowanie, patrząc w miejsce gdzie jego sztuczny brat bliźniak przestał istnieć.
-Już zdecydowałaś z kim będę w drużynie?
- Tak. - padła krótka odpowiedź.
-Oczywiście nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia.
- Regularni zostali podzieleni na grupy według swoich możliwości, w taki sposób, by każda z drużyn miała takie same szanse.
Vixen machnął lekceważąco ręką, dając do zrozumienia administratorce że ma gdzieś jej usprawiedliwienia. Po czym… znów został przeniesiony. Jakby zwyczajne chodzenie czy latanie wyszło w Wieży z mody.
 

Ostatnio edytowane przez Agape : 09-03-2016 o 20:16.
Agape jest offline