| Mariusz Leszczyński
Nie uszła uszom i oczom Mariusza - bo ujść nie mogła - pomoc Mosci Pana Władimira za co gorąco mu podziękował i wypił za zdrowie jego toast solidny gdy już po rozmowach wszelakich było. Tak aby żołnieże nie widzieli bo niegodzi się wydawać rozkazy a samemu złym przykładem świecić. Mariusz czuł już oddech śmierci na plecach bowiem widział psa zdradzieckiego co od tyłu go zachodził sam jednak odpierając wściekłe ataki obronić się nie mógł. Z tym większą ulgą przyjął więc pomoc Władimira i huk wystrzału tak bardzo mu drogi. Po walce wskazał leżące truchła jako przykład jak skończą im podobni - kazał jednakoż pochować ich żołnierzom i krzyże jakoweś przygotować.
"Teraz to Bóg najwyższy sąd nad ich duszami sprawuje a wobec jego woli jam uniżony sługa" odmówił jeszcze krótką modlitwę - prosząc Boga co by to i inni napastnicy jako i te truchła skończyli.
Mariusz przebrał się tuż po walce w najlepszy strój jaki posiadał - widać było, że przystroić się umie - czysty ładny żupan założył z czystego aksamitu a nań wzorzasty kontusz ze złotymi guzikami, na nogach hajdawery luźne a wszystko zakończone butami z czerwonej skóry. Przepasał się jeszcze jedwabnym pasem i dopiero tak ubrany na zamek Potockich ruszył.
Zdziwił się nieco gdy go Potoccy z zamku odprawili, jednakże zaraz mu uśmiech na twarz wrócił gdy złoto zaświeciło i zmieniło swego właściciela.
Nie wszystko szło po myśli Pana Brata jednakże na takich wyprawach - szczególnie z początku mało co idzie po myśli dowódców. Przeto wziął się za naprawę rzeczy jak tylko zamek opuścił i w obozie za przegląd wojska sie zabrał. Rzecz jasna w obozie tak pięknie odziany już nie chodził - szaty mu było szkoda bo na okazyje specjalne ją zakładał a w drodze zniszczyła by się niechybnie - wrócił więc do żupana i kolczugi.
Gładził wąsa długiego słuchając i sprawdzając ludzi kolejno, czasem aż klasnał z radości gdy mu dobry żołnierz na rozmowe przyszedł. Zerkał czasem w stronę Pana Władimira co by sprawdzić czy on ma podobne odczucia wobec żołnierzy co przed nimi stają. Gdy już wszyscy żołnierze przed nimi staneli i w końcu został on sam na sam z Mosci Panem Władimirem na wspomniany wcześniej toast czas przyszedł. Stary kozak ma rację prawiąc, że reszta co to uciekła lepiej, że teraz to zrobiła aniżeli później. Ja taki zamysł miałem od początku surowe normy wprowadzając. Wiedziałem, że ci najbardziej tchurzliwi zrejterują na sam słuch o tym, że niczym wojsko ruszymy a nie pospolite ruszenie. Widziałem raz co tak zwane pospolite ruszenie wyczynia - pospolicie rusza w kierunku przeciwnym do wroga gdy go czasem zobaczy. Została nam się i tak dobra gromada a z niektórych tom nawet bardzo zadowolony. Na szczególną uwagę wziąść trzeba braci Badenowiczów - by ich dobrze w zwiadzie obsadzić, Igor Krasun widzi mi się dobrym dowódcą oddziału i wszelako z jego pomocy i doświadczenia czerpać pragnę gdyż widać, że zna się na rzeczy i pewnikiem największą korzyść nam przyniesie. Dobrze więc będzie gdy i on w planach i organizacyji wyprawy udział brać będzie.
Florian Stuziński z koleji też mi się widzi jako dobry dowódca oddziału - jeno trza mu więcej szlachciców przydzielić a mniej kozaków, bo zwady jedna po drugiej wystąpić mogą a tego to nam do wyprawy nie trzeba.
Hansowi Wurstowi ludzi trza przydzielić - więc dostanie rosłych i krzepkich bo zapewne naszą "małą" Zośkę obsługiwać bedą - a że to jedyne nasze działo na szczególną uwagę zasługuje.
Nim noc zapadła i nim dalsze obrady toczyć się poczęły ( z udziałem Brata Władimira i Igora Krasuna ) Mariusz ludzi raz jeszcze do siebie zwołał - z większą lub mniejszą pomocą przysżłych dowódców i tak oto do nich rzekł. Bóg mi świadkiem, że chęci mam do tej wyprawy wielkie, żem myślę o wielkich łupach które z Turcji przywieziem, wreszcie żem jest wielce rad
z tego żeście przy mnie się ostali. Chwała wam za to, żeście jak te podłe psy nie stchórzyli lecz nie tylko dla chwały tu jesteście ( Mariusz wątpił by którykolwiek z kozaków lub tych banitów czy infamisów polskich przybył tu dla chwały nijak jednak nie mógł pominąć wątku tego w przemówieniu) ale i dla skarbów i zarobku przybyliście. Ja Wam ten zarobek gwarantuje a żebyście wiedzieli po co i na co wraz ze mną przebywacie oraz w nagrodę żeście ze mną ostali każdy z Was bez wzgledu na pozycyję czy urodzenie po jednym polskim złociszu z rańca dostanie. Przybyliście tu jako wolni ludzie i jako wolni stąd odejdziecie - wiedzcie jednak, że gdy ruszymy tom nie bede narażał pozostałej gromady z powodu ucieczki zdrady czy innego nieposłuszeństwa. Ci którzy mieli odejść już to zrobili na tych co zostali czeka bogactwo jeśli wraz ze mna do końca wyprawy zostaną.
Jak przed każdyw ważniejszym wątkiem Mariusz przerwę krótką zrobił, żeby byc dobrze usłyszanym i zrozumianym. Co wiecej każdemu z Was wystawię po wyprawie glejt, żeście podemną służyli w wyprawie na Turka, banitom i infamisom w miarę możliwości pomogę zdjąć ciążące na nich wyroki - Wam kozacy glejty moje przydadzą się gdy do kozaków rejestrowych przyłączyć się bedziecie chcieli - szlachta bowiem ma na uwadze dokonania tych co do braci szlacheckiej przystąpić pragną. Wiem, że ilość miejsc w rejestrach bardzo ograniczona - przeto glejt taki nie lada argumentem okazać się może. Tłumaczyć przywileje wynikające z wpisu na rejestr chyba nie muszę. W zamian żądam karności i posłuszeństwa - jeśli po mej myśli działać będziecie wiedzcie, że i na troche luzu pozwolę Wam czasem jeżeli jednak gromadę co to przedemną stoi trapić będzie alkochol, zwada czy nieposłuszeństwo to na odwilż w mym dowodzeniu nie macie co liczyć. Jako wasz stosunek do mnie i moich słów bedzie takoż i mój do Was. Rankiem trzeźwi do namiotu mego przychodźcie po odbiór złocisza jako i po przydzielenie do właściwego oddziału - poznacie wówczas waszych przełożonych a słuchać sie ich macie jakby to ja Wam rozkazy prawił.
Rozejdźcie się już do namiotów swoich, wypocznijcie dobrze bo jutro ruszamy.
Na tym skończył swe przemówienie powrócił do namiotu wraz z Władimirem i Igorem co by o organizacyji oddziałów i sposobie wymarszu pomysleć. W namiocie upewnił sie jedno że ma spis ludzi co mu pozostali - wyciągnął go by im łatwiej z przydzielaniem ludzi poszło - tym bardziej, że zapiski owe przy nazwiskach zawierały także zwiezły opis wyposarzenia i umiejętności.
Upewnił się też, że zna nazwisko i herb - ludzi których wraz z Władimirem usiekł - jeśli to infamisi jacyś lub banici toż to po powrocie nagroda za nich czeka (jeżeli pierścień szlachecki na potwierdzenie wziąść trzeba to Mariusz zrobił to jeszcze przed pochówkiem a że czyni wszystko w zgodzie z prawem i obyczajami to wstydzić się nie ma czego)- może się też okazać, że dla spełnienia obietnicy którą złożył przy przemówieniu udział w walce i usieczenie infamisa przypisze inszemu infamisowi ( wiadomo przecież, że kłamstwa w dobrym celu użyte odpuszczane są przez najwyzszego ) z oddziału co by infamie przeto zdjął z siebie - jak bowiem powszechnie wiadomo infamis za zabicie innego infamisa, infamię swą traci.
Co prawda nie wiedział on ilu kozaków na rejestr wejść może, ani czy jego glejt w czymkolwiek im może pomóc - jednakże jesli przeciwskazań innych nie było to obiecał im co powiedział. Z tego co zrozumiał wyprawa ta nie może być splątana z nazwiskiem Potockich i z szlachcicem co to wyprawił Pana Mariusza - jednakze nigdzie dotad nie usłyszał co by to on oficjalnie zaatakować Turczyna nie mógł lub żeby nazwisko skrywał przed grożącymi konsekwencjami. Jeżeli takowych nie ma to z radoscia glejty takie na koniec wyprawy wypisze - jesli nie dla większego zapału zołnierzy co to z nim ruszą to chocby dla rozsławienia własnego nazwiska bo sława i honor żadnemu poważającemu się szlachcicowi obca nie jest i pragnie on ich niczym białogłowy. Żal mu było prawie 100 złotych na rozdawnictwo poświęcić wszelako dawało mu to pewnosć, że z rana ludzie trzeźwi bedą - a później o zadbanie trzeźwości bedzie już łatwiej, chciał też skonsolidować grupę - zwady na pragnienie bogactwa przemienić, dać znać kozakom, że jako żołnieże są równi i równoż tyle dostaja co i inni - przeto myśli pan Mariusz, że i wolnosci w ten sposób kozakom da odczuć - choc ograniczonej przez rygor wojska.
Ostatecznie chciał im też do zrozumienia dać, ze dostana to po co sie tu zebrali - a złocisz w kieszeni jeszcze nie raz w wyprawie tej o celu im przypomni i bedzie pilnował karności może nawet i lepiej niż niejeden dowódca - przeto nad stratą długo nie biadolił a reszte pieniedzy na zaciagnięcie pozostałego wojska zatrzymał. Przystąpił też zaraz do obrad gdy już w namiocie w trójke byli. |