Wątek: Wojna o Miguaya
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-05-2007, 15:06   #3
Sylvain
 
Reputacja: 14 Sylvain nie jest za bardzo znany
Gerd

Ogłoszenie o naborze było najprostszym rozwiązaniem w sytuacji, w której się znalazłem. Rozważałem jeszcze kilka, ale to wydawało mu się być najprostszym. Tymczasowa renta od Państwa, wyżywienie, zakwaterowanie i jak sądzę możliwość nabycia nowych oraz ćwiczenia już poznanych umiejętności brzmią kusząco. Kolejnym atutem tego rozwiązania wydaje się być dość bezpieczny a na pewno pewny transport do innego, mam nadzieję dużego miasta.
Nieco już mi zbrzydło krycie się po norach, wśród szczurów i mętów. To by było jeszcze do przeżycia, ale odkąd Szczury i Łasice zgarnęli rewir Alfreda straciłem możliwość spokojnego zarabiania na chleb. Fakt, że najprawdopodobniej nie wiedzą jak wygląda nieco uspokaja, ale zawsze jest to tylko najprawdopodobniej poza tym o skuteczności pierwszego ze skrytobójców Grubego Alfreda już nieco opowiadań wśród hołoty krąży. Sporo ekwilibrystyki słownej wymagałoby wytłumaczenie szefom gildii nagłe objawienie się nieznanego talentu na ich nowym rewirze. Zresztą skutek i tak niepewny. Pora wynieść się z tego cuchnącego bagna i zacząć od nowa, gdzieś gdzie zamiast sklepikarzy i drobnych szlachciur będzie można "znikać" prawdziwych Panów za prawdziwe, pańskie pieniądze od ich konkurentów.
Wizyta w koszarach wskazała na parę minusów obranego rozwiązania. Ciężko będzie udawać, że słucham i poddaję się rozkazom jakichś wioskowych, oderwanych od pługa całkiem niedawno ćwierć albo w pełni debili. No cóż...nie ma złotych rozwiązań. Na szczęście ten idiota mieniący się kapralem był w stanie na tyle ruszyć swoją durną pałą by powiedzieć, gdzie będzie można złożyć podpis pod tym, jak oni bredzą atrakcyjnym i honorowym kontraktem. Czy oni w ogóle umieją pisać i czytać czy może wszystko na gębę idzie. Zresztą co za różnica. To i tak tylko chwilowa niedogodność.
Do szczurzej nory szumnie zwanej karczmą trafiłem bez większych trudności. Wystarczyło dać parę miedziaków pierwszemu z brzegu pijusowi w tej części miasta by wskazał drogę. Kretyn jeszcze chrzanił, że to lokal prima sorta. Dla tego buraka każda knajpa, w której na łeb nie pada i leją w pysk tylko z jakiejś przyczyny jest lokalem pierwszej kategorii.
No trudno..skoro zdecydowałem się na to szambo trzeba się w nim zanurzyć.
Po otwarciu drzwi nosa mi nie ukręciło. Spodziewałem się przemieszanego ze sobą smrodu nie mytych gaci i rozlanego wszędzie piwa. Kolejne wolne kroki pomiędzy stolikami przy których z lewej we własnym pawiu usnął jakiś kupiec a przy prawym jakiś drab wsadzał ręce pod spódnicę barmanki pozwoliły do reszty przyzwyczaić się oczom do ciemności a powonieniu do smrodu.
Nie ma specjalnego tłoku, zresztą nie ma co się dziwić, więc dość sprawnie udało mi się dostać do baru.
„-To chyba Ty jesteś tą Rudą Jędzą o której w koszarach powiedzieli, że przyjmuje zapisy na wycieczkę w imię Gustlika i tego burdelu którym zarządza?!”
„-Chciałbym się zapisać, ale nie wiem jakie jest kieszonkowe, wyżywienie i czy znaleziska wynikające z gier i zabaw przynależą się znalazcy?”
 

Ostatnio edytowane przez Sylvain : 01-05-2007 o 16:00.
Sylvain jest offline