Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-03-2016, 21:18   #22
Panicz
 
Panicz's Avatar
 
Reputacja: 989 Panicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwuPanicz jest godny podziwu
@Komtur, dziadek nie zdążył zanadto w przekrętach wyjść poza planowanie, więc nie było czego ukrywać.

Co do rzeczy, które zajumał dla siebie to zwykła kwestia jego inicjatywy - jasno opisał, że przeszukuje rzeczy osobiste Hrabiego, co też było w moim poście (przerwane przez nadejście rannych). Biorąc pod uwagę, że część osób musiała stróżować na zewnątrz nie trzeba tu było wiele dyskrecji (choć zachowanie tej Tumuliz podkreślał).

Co do zarzutu o konszachtach z Heinrichem to pewna niejasność - Mike wiedział po prostu, co można zrobić z materiałów na statku (czego nie wiedzieli inni, a co wynikało z jego testu wiedzy), więc kiedy pojawił się Heinrich był krok przed innymi. Z notatek Hrabiego wiedział też, że Heinrich to gnida, której ufać nie należy (sam Hrabia tak pisał), ale która ma szansę ogarnąć temat narkotyków, jak należy. I tyle. Nie doszło do żadnego tajnego tet-a-tet, ani niczego co wpłynęłoby na stosunek Heinricha do kogokolwiek (poza tym, że oczywiście od początku domyślał się, że nie jesteście od Hrabiego, bo ten nie wpuściłby na łódkę krasnoluda, ani elfki).

- - -

Co do Hrabiego to jego atak był efektem bardzo pechowych rzutów. Elfka wykorzystała swoją zdolność (którą zresztą opisała), by "wejść w sen" jednego z ludzi Hrabiego (aby wydębić od niego dostęp do łódki - słuszna inicjatywa!), ale krytyczna porażka, więc sprawy wzięły w łeb. Co było dalej, było opisane krok po kroku w moim poście z sesji.

A co do "Być paniczem!" to zostanę przy swoim. Za "wygodnie" sobie to wszystko ułożyłeś

@Clutterbane, Ty z nudów czytasz, ja z nudów piszę, więc szafa gra Trochę Cię wciągam z nicka w post, bo Tobie odpowiadam, ale odpowiadam też szerzej graczom, więc wybacz, jak się dalszy ciąg rozmyje i nie będzie już w temacie, o którym mówiłeś.

Przyznam, że używam określenia "sandbox" intuicyjnie do opisania świata bez ograniczeń i sztywnego narzucania reguł, ale piszesz o jakichś losowanych spotkaniach i tego typu rzeczach, więc nie wiem, czy używam terminu poprawnie. W każdym razie w sesji nie zakładam "drzewka" przygody, gdzie wszystko posuwa się krok po kroku czy stacja po stacji - gracze mogą działać dowolnie, a "stałość" pewnych elementów wynika ledwie z logiki świata i motywacji NPC-ów. Wprawdzie nie rzucam kością wg tabel, ale - powiedzmy - to, co nadarza się po drodze nie jest nigdzie zakładane.

Tym niemniej, zawsze w okolicy jawi się jakiś "main quest", żeby wystartować i nadać ścieżkę tym mniej anarchicznym duszom. Fajnie mieć rozrabiaków z pomysłem na wszystko, ale większość graczy lubi jakieś światło w tunelu i bez tego często skupia się na opisywaniu przemyśleń i sufitu w oberży. Co zrobi się z takim questem - i czy ktokolwiek postanowi cokolwiek z nim robić zamiast zająć się czym innym - to już inna sprawa.

Fakt, że bohaterowie byli osadzeni w świecie (mieli długi i motywację, by podążać za main questem), ale Mike - choć finalnie wiele dobrego z tego nie wynikło niestety - pokazał, że wszystko można ułożyć po swojemu. I śmierć Revalda żadnym tam końcem sesji by nie była (nie była zresztą).

Ale finalnie to tak, nie ma się co wykręcać, to była przygoda drogi z tykającym zegarkiem. Do "głównego questa" nie można byłoby "wrócić później". Co wcale nie znaczy, że nie pojawiliby się tacy, którzy mieliby dość odwagi, żeby go bez żalu porzucić. I byliby w prawie.
 
Panicz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem