Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-03-2016, 17:11   #26
Clutterbane
Konto usunięte
 
Clutterbane's Avatar
 
Reputacja: 7493 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
Na Gygaxa, nie spodziewałem się tak długiej odpowiedzi!

Cytat:
Sandbox - jak zakończyłeś na tym swego posta i wypowiadasz sakramentalne zdanie - co robicie? - to wtedy jest sandbox. Wizimia w grze, jak na tamte czasy, była duża i świetnie opisana/zrobiona. To taki nasz setting. Tam jest karczma, tam sklep, tam słup ogłoszeniowy, tam burdel, tam kanały, slamsy, dzielnica kupców, szlachty, itd. Róbta co chceta, MG wam co najwyżej opisze, co z tego wyszło. I co ja wtedy robię jako gracz? Zatrudniam się w burdelu jako ochroniarz, cały dzień gapie się na dziwki a wieczorem przepuszczam z nimi zarobiona kasę. I tak przez wszystkie sesje :P No co? Mój BG by tak zrobił. To w końcu o wiele lepsze życie niż łażenie za zleceniami i mordowanie czterech szczurów w piwnicy za 5 złotych monet.
Jeśli miałbym porównywać piaskownice do cRPG, wziąłbym którąś z gier TES. Pierwszy Wiedźmin nie miał jednak aż tak otwartego świata jak chociażby Morrowind. A tam było co robić.

Najlepsze jest to, że na taką ewentualność też jestem przygotowany (zasady ze starego In The Labyrinth), ale D&Deki z reguły zakładają, że bohaterowie graczy są awanturnikami, którzy są jednak skłonni zaryzykować bezpieczne życie dla kilku zer wypłaty więcej, więc jeśli taki rozwój wypadków zaistniał na sesji, to błąd pojawił się już wcześniej, na etapie komunikacji założeń. Zwykle podrzucam nowym graczom ten tekst.

Cytat:
Scenariusz - Tak jak powyżej, z tym, że dopowiadasz, to co jest w grze. Czyli:
Fajnie, tylko tak jak pisałem, taka inicjatywa równie dobrze mogłaby wyjść od graczy - ich przy stole jest zwykle więcej niż mistrzów gry, czemu więc brać na siebie ciężar określenia nieraz całej fabuły z góry, skoro mamy tyle głów? Taki mistrz gry od razu zaczyna zadawać sobie pytania - czy na pewno dał odpowiednio zbalansowane spotkania, czy w jego scenariuszu jest "coś miłego dla każdego", czy nie zignorował historii napisanych przez graczy, itd. itp. Kończy się na tym, że zdesperowany mistrz gry żongluje i żongluje rozpisanymi scenkami, żeby zadowolić żądną przygód gawiedź. A stąd o krok do wypalenia się. A w moim "modelu" mógłby to wszystko olać i zająć się tym, czego na pewno nie zrobią za niego gracze - przygotowaniem i przedstawianiem świata gry na tyle dokładnie, aby gracze mogli odnaleźć w nim prawdziwą wolność i cele dla swych bohaterów. Całą resztę dopisze "niewidzialna ręka erpegie", czyli nasza najbardziej ludzka tendencja do tworzenia historyjek, niezależnie od tego, czy jako siedmiolatkowie biegamy po podwórku z kijami, czy rzucamy kośćmi przy stole - nie ukrywam, że najciekawszymi erpegowymi fabułami, jakie w życiu widziałem, nie były te spisane w scenariuszach mistrzów gry, ale te, które powstawały przy partii w "Magię i Miecz". Gdzie na LI znajdę sesję, w której jako krasnolud na rumaku (nota bene temat na czasie) podróżujący z wiedźmą i przeklęty przez poltergeista natrafiam na pustkowiach na władcę demonów w mojej drodze po koronę władzy? Odlot i to nawet mimo założonego przez planszówkę celu - podobny cel zresztą był jak mniemam założony w Waszej sesji, choć na mniejszą skalę. Jakbym miał poprowadzić przygodę typu "przewieź od A do B" to analogia z "Magią i Miecz" byłaby właśnie na miejscu - mamy kartę "przyjaciela", którego trzeba odeskortować na określone pole, a że po drodze napotkamy niechcący tego władcę demonów... Cóż, kości.

Podane przeze mnie opisy z WoHF są dlatego na tyle dokładne, żeby po prostu umożliwić interakcję z tymi lokacjami na sesji, bez żadnego skryptu przygody. Gracze mogą równie dobrze usiłować podbić Blackwell Keep (wiesz od razu, ilu jest mieszkańców, itd. bo jest to opisane), jak i pomóc przedstawicielowi satrapy w sprawie wioski Blackfriars. A może są już ścigani listem gończym przez satrapę i w ogóle będą musieli ominąć te miejsce, przedzierając się przez dzicz, gdzie niechcący natrafią na blink dogs. Na blink dogs mógł być wystawiony list gończy, więc równie dobrze mogą i tam natknąć się na ludzi satrapy. I tak dalej, i tym podobne. A może gracze będą próbować zwabić blink dogs, żeby za ich pomocą wykurzyć catoplebasa z jego siedliska? Historie same powstają, według zachcianek graczy i historii BG - nikt nie potrzebuje do tego scenariusza. W piaskownicy bardziej przydają się kości i tabele losowe, rozumiane bardzo szeroko jako narzędzia do symulacji żyjącego świata.

Nota bene wziąłem losowe heksy z zupełnie innych części tego settingu, a i tak historie piszą się same przez się.

A tak w ogóle, to łączę się z Tobą w bólu nad pasywnymi graczami - u mnie nigdy nie było lepiej, zarówno na żywo, jak i pewnie w PBF, choć drużynę, z którą gram najdłużej, udało się mi i drugiemu mistrzowi (rozmiłowanemu z kolei w indykach i FATE) jakoś uchować.

PS. Wódki się chętnie napiję.

PS2. Propsy za zdroworozsądkowe podejście do kwestii Charakteru w D&D.
 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 19-03-2016 o 17:24.
Clutterbane jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem