Wątek: Deus le volt
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-03-2007, 02:30   #47
welf
 
Reputacja: 2 welf jest na bardzo dobrej drodze
$: 9 104
Arturo

Ksiądz pędził wielkimi susami w dół uliczki zręcznie przeskakując nad pojawiającymi się co chwila przeszkodami. Udawało mu się cały czas utrzymywać niewielką przewagę nad goniącym go tłumem. Niestety raz po razie trafiały go kawałki błota oraz innej śmierdzącej substancji. Smród był straszny i w innych warunkach Arturo pewnie by zwymiotował, teraz jednak nie miał na to czasu.

Biegnąc wprost przed siebie w ostatniej chwili zauważył chłopaka zbierającego z ziemi monety, z trudem minął go bokiem tracąc nieco równowagę. Niestety jego kompan nie miał tyle szczęścia. Arturo tylko kontem oka zobaczył jak Ragnar przeleciał przez chłopaka i jak długi wpadł pomiędzy zabudowania.

Mnich zaklął w myślach, nie było jednak czasu na udzielenie pomocy kompanowi. Wykorzystując powstałe zamieszanie skręcił w drugą stronę między zabudowania na podwórze. Pościg był cały czas tuż za nim, lecz w wąskich i krętych zaułkach udało się mu nieco zwiększyć odległość nad goniącymi go na tyle by znaleźć czas na zerwanie dużego białego kawałka materiału, jakich pełno suszyło się na sznurach i owinięcie się w niego tak by wyglądało to na strój tubylców.

W innych warunkach z łatwością można by było rozpoznać jego nieudolne przebranie. Jednak rozpędzony tłum był zbyt zajęty pościgiem by zwrócić uwagę na niego.
Gdy już prawie się udało i większość pościgu, w który się wmieszał go minęła został niestety rozpoznany. Zdradziło go jednak nie kiepskie przebranie, ale smród jaki od niego było czuć..

Cała ucieczka zaczęła się od nowa, znów pędził pierwszy z powrotem tą samą drogą a rozwrzeszczany tłum biegł za nim rzucając w niego czym popadnie. Wkrótce biegł w dół tą samą uliczką, co poprzednio.Za sobą miał jedną grupę goniącą go, przed sobą zaś drugą. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Arturo uniósł wzrok w górę i westchnął
-o święta panienko i wszyscy święci ratujcie- i właśnie, gdy wznosił wzrok ku niebu zobaczył biegnącego po dachu Ragnara. Widok był niecodzienny, jego kompan skakał po dachach bez spodni z klejnotami na wierzchu. Arturo prawie gwizdnął z uznaniem Jego natura obdarzyła hojnie, ale do Ragnara jednak trochę mu brakowało.

Tak jak zwykle tak i w tym wypadku bieg z podniesionym wzrokiem w niebo mógł skoczyć się tylko w jeden sposób. Arturo poczuł jak coś zahaczyło jego nogę poczym stracił równowagę i z niepokojąca prędkością zaczął zbliżać się do ziemi. Jego upadek zamortyzowała kałuża błota lub innej płynnej substancji. Mnich czym prędzej podniósł się z ziemi cały umazany od stóp po głowę. Ręką starł bród z oczu a resztki błota wypluł z ust. Na jego szczęście chwilowo uwaga tłumu przeniosła się z niego na Ragnara. Nie pozostało nic innego jak dalsze kontynuowanie ucieczki po krętych uliczkach.

Arturo z trudem łapał oddech, gdy zobaczył obok siebie biegnącego tym razem już w spodniach Ragnara. Chwilę później razem stali ukryci w jednej z ciemnych bram.

I jak się uciekało?- Usłyszał pytanie kompana. Spojrzał na Ragnara i zobaczył uśmiech na jego twarzy. Sam też uśmiechnął się
– całkiem nieźle, choć nie tak efektownie jak ty. Teraz przydałaby się porządna gorąca kąpiel, coś do picia i porządne żarcie.
 
welf jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem