Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-06-2016, 01:12   #4
Pipboy79
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 46724 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Dawid "Dave" Nowakowski - optymistyczny Europolak



~ No świetnie. Po prostu świetnie. Normalnie superbajerancko i w ogóle zajebiście... ~ skrzywił się gdy już z grubsza się ocknął i nie zasnął ponownie. Z drugiej strony no już musiałby być nieźle spruty by zasnąć ponownie. Nie co dzień zdarzało mu się budzić w Stonhenge. Właściwie to dotąd ani razu. W pierwszej chwili te wielgachne głazy skojarzyły mu sie od razu z jedną z ikon planety ale druga myśl była nieco trzeźwiejsza bo co by niby miał robić w Stonhenge? Bez sensu. Przecież był... Noo... Był... Na imprezie. No właśnie, na imprezie w klubie, tym nowy a nie w jakimś... Tylko kurwa jak się rozejrzał drugi i trzeci raz to się okazało, że jednak jest mimo wszystko w tym sławnym Stonhenge. ~ Co ja tu kurwa robię? ~ rozejrzał się dookoła pewnie równie inteligentnym spojrzeniem jakim miała większość jego towarzyszy.

Przypatrzył im się. Nieco podejrzliwie. Wywieźli go? Starał sobie przypomnieć czy kojarzy któreś z nich z imprezy w klubie. Bo skądby ich miał znać? Przecież nie znał więc pewnie poznał ostatniej nocy w tym klubie. Ale jakoś nic nie kojarzył nikogo. Wywieźliby go i siebie też? Ktoś jeszcze tu był co ich zostawił i gdzieś pojechał? Rozejrzał się dookoła licząc, że zobaczy dach samochodu czy co. Całkiem chyba nawet spory jak ich pomieścił na raz. Pewnie jakiś minibus czy co. Albo kilka aut. Zastanawiał się. Sprułby się wczoraj aż tak bardzo by pojechać z obcą bandą do Stonhenge? Po cholerę? No dobra, przyznał, że jak obczaił z jedną czy dwie "cholery" dla których faktycznie dałby się pewnie skusić. Tylko że...

Coś co mu szwendało się po zmęczonych oczach gdzieś na marginesie postrzegania jakoś teraz dotarło wreszcie pod kopułkę. ~ O kurwa! Biłem się? ~ zdumiał się normalnie widząc swój stan. No jakby się z kimś bił czy szarpał chociaż.I ta krew... No może nie był nią zalany jak z jakiegos wiadra ale miał jej tu i tam. No krew. Na pewno. Znał się na tym. Przecież nie raz oberwał no to wiedział jak to jest z tą krwią. W sumie głupio bo najczęsciej z nosa a niby w sumie nic a lecieć potrafiła jak z kranu. Ale to było na macie a tam jakoś tak było bezpieczniej bo pod kontrolą, z instruktorami, znajomymi, kolegami, kumplami a tutaj... W tej dziczy? Z tymi obcymi? Czuł jak momentalnie zaschło mu w ustach i kark zrosił mu pot. Mógł być ranny? Dumał chwilę czy mógłby być w szoku po tak długim czasie by nie czuć ran. Obmacał sobie noc i twarz szukając opuchnięć, zadrapań i otarć. Skrzywił się trochę gdy brudne palce przejechały po świeżych urazach. Ale drobnica. Nie powinno być chyba tyle krwi. Podniósł więc bluzę razem z koszulą i sprawdził tors. No podobnie. Siniak tu czy tam, jakieś zadrapanie, trochę piekło ale w sumie nic poważnego. Potem do oględzin poszł ramiona i nogi ale wreszcie z ulgą stwierdził, że nic specjalnego. Chyba nie powinno byc tyle krwi. Tylko kurwa... Jak to nie była jego krew...

Rozejrzał się znowu po zebranych towarzyszach. Ale wyglądali podobnie do niego. Wszystkich tak poszarpało na raz? On się z nimi szarpał? Ich ktoś szarpał, oni z kimś jeszcze? Może biegli? Po pijaku? Po ciemku? Całą ósemką? Bez sensu.Po co? Ścigali się? Po pijaku? Po ciemku? W Stonhege? No kurwa... To było tak głupie, że leżało gdzieś na skrajnym pograniczu sensownych pomysłów Polaka. Choć nie wykluczał takiej opcji, po pijaku to człowiek robi różne rzeczy. No ale on. A oni też? Cała ósemka? No ganiałby się z jedną czy dwoma osobami ale całą czeredą? Musiałoby by chyba ich pojebać bardziej od niego by się na to zgodzić czy wpaść w ogóle. Bo on chyba by na to nie wpadł... Chyba... Ale już, że by się podpiął pod taki numer to nawet było już całkiem sensowne. Bo co? Ja nie dam rady?! Taa... Ale z całą ósemką? Chyba, że... Uciekali. No tak, to mogło by ich całkiem od ręki spiąć w ten pijacki peleton po nocy. Tylko przed kim? I skąd? Miał niezłą formę ale nie był maratończykiem by do Stonhege dobiec z tego klubu. I po pijaku. I po nocy. Niee... brednia jakaś. Ktoś ich musiał tu przywieźć no i coś na miejscu musiało się stać, że ich popędziło. Tyle,że paru skinów jedną osobe czy parę mogło ale osiem to już niezła banda. To ilu było musiało być tamtych?

Kolejna niezgodność wyszła gdy za śladem innych zaczął się trzepać po kieszeniach. No miał portfel i te podarte ubranie. Koonieec. Dowód, karta, kasa, wizytówki, bilety no w sumie wszystko jak powinno. Ale telefon wcięło tak samo jak i innym. Bez sensu ten rabunek. Jeśli by uciekali i ich jednak zmogło czy dopadli no to przecież kasę powinni mu zabrać w pierwszej kolejności a telefon? Po co? Teraz każdy miał jakiś czy kilka nawet więc bez sensu było je kraść, sam kłopot jedynie.

- Jestem Dave. - wychrypiał wreszcie ciężkim głosem. Od przyjazdu na Wyspy zrezygnował się z przedstwiania "kontynentalnym" imieniem na rzecz miejscowej wersji swojego imienia. Odcharchnął i splunął po czym odkaszlnął bo jakoś dziwnie mu się mówiło. Ale na kacu żadna nowość. - Też mi zabrali telefon. - wychrypiał już nieco mniej i stęknął podnosząc się na nogi. Zamarł tak na chwilę gdy świat mu zawirował więc zgiął się opierając dłonie na kolanach. - Poszukajcie. Może leżą gdzieś w trawie. Jeden chociaż. - mruknąl wodząc wzrokiem po trawie wokół kręgu stardawnego obserwatorium czy co to tam miało być. Miał nadzieję, że może sami w jakimś pijackim amoku wywalili precz telefony. Albo jak ktoś kto ich tu zostawił. Albo jak zajumał to zgubił gdzieś który po nocy i gorączce... No tego co się działo.

- Cali jesteście? Obejrzyjcie się. Czasem się nie czuje bo szok czy co. Znaczy jak rana jakaś... - odezwał się już prawie normalnym głosem. Jeszcze trochę i w sumie będzie mógł zastosować się do powiedzenie z rodzimej tradycji, że najlepsza na kaca jest ciężka praca. Nie chciało mu się pracować ale w końcu zaczął dość flegmatycznie brodzić po trawie wślepiając się w nią i mając nadzieję, że znajdzie jakiś telefon.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline