| Aydenn
Elf słuchał słów dziewczyny w zamyśleniu, w międzyczasie wyjętym nie za bardzo wiadomo skąd skrawkiem materiału czyszcząc pamiątkę, jaką „Król” zostawił na jego płaszczu. Zanim jeszcze elfka skończyła mówić, do karczmy wszedł kolejny gość, a Aydenn począł odliczać w myślach. ~~ Raz... dwa... trzy... ~~
Człowiek, który właśnie wszedł skierował się, podobnie jak on jeszcze przed kilkoma chwilami do baru. Tymczasem Luinehilien, jak przedstawiła się kobieta, akurat skończyła zdanie. - Ojć. Ja się jeszcze nie przedstawiłam. Jestem Luinehilien. Pochodzę z Narnes - ~~...cztery...pięć...~~ - No cóż, zdaje się, że te nienajlepsze czasy sprawiały, że ja również zapomniałem o dobrych manierach. Wybacz proszę. Nazywam się... - - Co wiesz o Człowieku w Czerni? - ~~ Nie tylko ja jak widać. ~~ pomyślał kwaśno elf, mierząc zaczepiającego go człowieka uważnym spojrzeniem, mimo, że ukryta pod kapturem głowa nawet się nie poruszyła. ~~...sześć... siedem...~~ - ...Aydenn. - dokończył zdanie, nie zrażony wyraźną zaczepką, po czym zwrócił się do stojącego przy nim człowieka głosem równie spokojnym i łagodnym, jak wcześniej do elfki. - Hmmm... to, że ma mało oryginalny gust? Przykro mi przyjacielu, nie wiem, o czym mówisz i niemoge Ci pomóc. -
Aydenn nawet nie drgnął. Wdział kostur i miecz w dłoniach tamtego, ale nawet nie zmienił swobodnej pozycji na karczemnym zydlu. W końcu, szkoda by było, bo już znalazł wygodne zagłębienie w ścianie za plecami... ~~...osiem...dziewięć...- - Nie chce też żadnych kłopotów. Na bitkę z dwójką krasnoludów ochoty nie mam, podobnie jak na powrót na zewnątrz w taką... pogodę. Ty też nie, prawda przyjacielu? -
Tymczasem wilczyca Luinehilien powoli stawała się atrakcją wieczoru. No cóż, kobiety lubią przyciągać uwagę, wiec, czemu się dziwić nieprawdaż? Jej pani zdaje się, też to zauważyła. - Coś Nuhilia budzi spore zainteresowanie wśród obecnych - powiedziała jakby do siebie i uśmiechnęła się - Rzadko się teraz spotyka osoby, które umieją docenić piękno takich zwierząt jak ona. Większość widzi w wilkach tylko zabójców - - Bo są zabójcami, piękna... -
Cichy, niesłyszalny dla nikogo poza właścicielem szept był odpowiedzią na słowa dziewczyny. Wchodzący przed momentem do karczmy mężczyzna właśnie odchodził od baru w poszukiwaniu wolnego miejsca. Aydenn uśmiechną się kącikiem ust. ~~ ...dziesięć... No, ktoś tu się spóźnia. Chyba faktycznie musiałem zrobić niezłe wraże... -
Elf już miał się uśmiechnąć do swoich myśli, gdy usłyszał znajomy głos. - Łaskawco! -
Ostatnio edytowane przez malahaj : 05-11-2007 o 23:35.
|