Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-08-2016, 16:59   #20
Asenat
 
Asenat's Avatar
 
Icarius & Asenat

Mildrith na powrót dłoń Seathana ujęła, na swoje kolana ją przekładając i przykrywając swoją ozdobioną białym złotem. Twarz lady Milly pokrył wstydliwy rumieniec.
- Bogowie pozwolą, to i prawnuków doczekacie niebawem, jeśli nie małych Seaverów, to małych Haighów. Jeśli jednak marzenia macie ponad to, rzeknijcie, toć naszym – spojrzała na małzonka – obowiązkiem jest uszczęśliwić cię. A jeśli nie marzenia to, a plany, to uczestniczyć i wspierać ze wszystek sił.

Jednocześnie wzrokiem po sali powiodła, lustrując Eleanor, przed którą Adden rozrysowywał coś na obrusie palcem w winie umaczanym. I o ile znała smarkulę, deseń na sukniach najmodniejszy w dniach ostatnich w stolicy raczej to nie był. Od miny Garetha Kenninga, który również obserwował tę dwójkę, wino w kielichach na całej sali winno obrócić się w ocet. Milly pochwyciła spojrzenie wędrującego za plecami meastera i przywołała go dyskretnym gestem, po czym nachyliła się na powrót do seniora rodu, by odpowiedzi wysłuchać.
-Jak bogowie dadzą, to może ich doczekam. Staram się cieszyć z każdego dnia na tej ziemi. - Lord Seaver mówił to dość swobodnym tonem. Nie wyglądał na kogoś, kto zaprzątałby sobie zbyt długo głowę swoją śmiertelnością. -Co do marzeń - ton jego głosu stał się nagle dość poważny, dało się w nim wyczuć dużą dozę refleksji i smutku -Gdy mój ojciec umierał przekazał mi abym pracował, aby ród stał się potężniejszy niż był wtedy. Obawiam się, że popełniłemd parę błędów, które nas drogo kosztowały. Chciałbym dożyć jeszcze chwili, w której spełnię prośbę mojego ojca - na chwilę zamilkł wpatrując się w swój kielich i salę. Być może wspominał dawne dzieje? Po jakimś czasie wyprostował się jednak w swoim krześle
-Ha. Wybaczcie staremu człowiekowi, ten ckliwy ton. Najpierw muszę zadbać jeszcze o twoją edukację Seathanie - powiedział do wnuka -Cieszę się przynajmniej, że w kwestii małżeństwa wybrałeś doskonale - stary Lord uśmiechnął się do dwójki młodych i chwilę skupił się na swoim posiłku. Jego stary służący podszedł, dolał mu wina do kieliszka, aby po chwili znów wtopić się “w ścianę”.
- Obiecuję ci jako memu seniorowi ale również ukochanemu dziadkowi - dziedzic pozwolił sobię na pewną dozę swobody.- że będziemy pracować na chwałę naszego rodu. Nad wnukami intensywnie też pracu… będziemy pracować- szybko się poprawił. - Co do Adena skoro chcemy go wybadać, może warto wysłać naszego barda. Niech porozmawia z jego ludźmi. Pić lubi, żołnierze też… Ma giętki język i dar przekonywania. Gdyby porozmawiał z tymi którzy są z nim od początku, tymi jeźdźcami których przywiódł z północy. Może dowiemy się czegoś ciekawego. Niezależnie od tego jak chcemy go podejść, to rozumiem… że chcemy zatrudnić jego kompanię? Na tym weselu może dostać wiele propozycji. Każdy obecnie szuka żołnierzy.
- Pozwoliłam sobie posłać już Vaenora. Giermek ser Addena dzieli z nim krew - rzekła Milly, ponownie się rumieniąc. - Jednakże, mój miły, prosiłam go głównie o to, by wywiedział się, kiedyż to Wilk ostatnio potykał się… Bowiem moje oko mi mówi, że ostatnimi laty robił to raczej językiem i umysłem… a nie mieczem rąbiąc w ciżbie czy pojedynku. I nie traktowałabym go… jak najemnika.
- Och oczywiście kochanie, że to nie najemnik. Ma jednak zbrojnych którzy zarabiać i jeść muszą. Stąd myślę, że z kimś zawrą umowę. Mniej lub bardziej formalną. O ile oczywiście już tego nie zrobili. Pytaniem jest wciąż takie samo czego pragnie Ser Adden? Wiedząc to mamy lepszą pozycję. Poszerz moja droga zakres wiedzy jaką ma dla nas zdobyć Vaenor. - uśmiechnął się do niej urzeczony i zapatrzony w jej oblicze. Czekał również na opinię Lorda Simona. Dziadek ciągle unikał konkretnych decyzji czy wskazówek. Była to mądrość płynąca z wieku. Ludzi pod bronią potrzebowali jednak pilnie.
-Niech Vaenor spróbuje się więcej dowiedzieć, wtedy zadecydujemy czy chcemy ich zatrudnić. Najważniejsze, aby nie wykupili ich nasi przeciwnicy. Czeka nas dwudniowy turniej, myślę, że będzie to jeszcze czas na podjęcie decyzji
- Zdaje się, iż o uwagę Eleanor zabiega więcej niż jeden konkurent - zmieniła temat Mildrith. Wyglądała na wybitnie tym faktem zadowoloną. - Czas przydzielić jej jakowąś stateczną niewiastę jako przyzwoitkę. Albo - wzorem mego ojca - obrońcę. Zawsze byłam zadowolona z obecności ser Caldwella… Nikt nie broniłby mojej czci i bezpieczeństwa z większym oddaniem.
Stary Lord kiwnął powoli głową -Jedno nie wyklucza drugiego, jakaś dama, która mogłaby towarzyszyć naszej drogiej Eleanor i jakiś stateczny zaprzysięgły miecz. Czy rozglądnęlibyście się za odpowiednimi kandydatami? - zapytał Simon młodą parę - Nie chciałbym mniejszej wersji Cristona Cole’a -
- Poszukamy kogoś. Na razie będzie musiała jej wystarczyć przyzwoitka. Dziś przydzielmy jej jakąś twardą służąca i jakiegoś zbrojnego. Cicha obstawa. Na weselach różnie bywa. Measterze przekaż sir Duncanowi nasze życzenie odnosnie zaufanego zbrojnego i dobierz odpowiednią służącą. Mildrith kochanie dobierz jakąś niewiastę na stałe. Ja pomyślę nad mieczem. Nasz ród potrzebuje wzmocnień. Co powiesz dziadku na próbę ściągnięcia krewnych od strony twojego brata? Myślę, że już minęło odpowiednio wiele czasu by zabliźnić pewne ramy.
Senior popatrzył na swojego wnuka wzrokiem nie wyrażającym żadnych emocji -Jeżeli druga strona wyrazi skruchę … mogę to rozważyć.
Mildrith przesunęła dłonią z kielichem, zatrzymując ją nagle, i tylko ktoś bardzo spostrzegawczy wziąłby ten gest za wskazanie na szczyt bocznego stołu, gdzie jej dziadek i ojciec przepijali sami do siebie w pełnym godności milczeniu i zaskakującym - dla niektórych - braku agresji wobec reszty stołu, a najmłodszy brat Mildrith próbował wcinać się nieśmiało na zakrętach energicznej dyskusji Elanor z ser Addenem.
- Rodziny się nie wybiera. I zawsze jest ona największym skarbem - oznajmiła stanowczo. - Dopóki nie zacznie się jej traktować jak brzemię nie do udźwignięcia, to tym brzemieniem nie będzie. Mój ojciec liczy na umieszczenie Tybolta przy kimś ważnym… dlatego nie przyjechał z resztą mych braci… - Milly wyciągnęła kielich, by służący go napełnił. - Tybolta od małego chowaliśmy już do życia na dworze. Jeśli udzielimy w tym zamierzeniu memu ojcu pomocy - i on nas poprze w naszych planach. Każdy ma marzenia, jako rzekłeś - Milly nachyliła się, by złożyć na dłoni Simona córczyny pocałunek, pełen szacunku i czci. - Jakiż on był, ów wygnany twój bratanek?
-Uparty, porywczy i lojalny aż do bólu. Szkoda, że musiał to lojalność ulokować akurat w nieodpowiednim człowieku - pokiwał spokojnie głową -Poza tym był to porządny rycerz, może trochę zbyt religijny jak na mój gust … ale cóż zrobić.
Mildrith kuła żelazo, póki gorące leżało na kowadle. Potem mogło stracić na elastyczności i odmówić współpracy.
- Zgodzicie się zatem, lordzie Simonie, by Seathan list do wuja w waszym imieniu posłał? Z żądaniem twym? Ja poświęcić się mogę i do Królewskiej Przystani pojechać, gdy trzeba będzie łaskę dla niego wyjednać. Łatwiej niewieście prosić niż dumnym rycerzom… i trudniej niewieście odmówić.
Coś w lśniących oczach lady Milly mówiło za to jasno, że wyjazd do stolicy byłby dla niej zaiste przeogromnym poświęceniem…
Stary człowiek westchnął -Jak mogę odmówić pannie młodej na weselu? Dobrze, poślijcie do niego list. Jeżeli zgodzi się na tą propozycję, mogę mu wybaczyć. Będziemy musieli oczywiście zadziałać w Królewskiej Przystani, ale to … gdy otrzymamy odpowiedź-
- Zatem list. - skinął głową Seathan. Kończąc tym samym rozmowę w tym temacie. - Dziadku, dawno mnie tu nie było. Czy jest coś co powinniśmy wiedzieć? Odnośnie całej obecnej sytuacji. Mądrość twych myśli zawsze poszerzyła mój obraz świata.
Lord Simon zastanowił się chwilę nad odpowiedzią -O wielu sprawach przekonasz się sam. Mimo upływu 15 lat Czarny Smok pozostawił w nas głębokie rany. Być może uczestnicy tych wydarzeń będą musieli umrzeć, aby wszystko wróciło do normy. Na razie … cóż na razie gdzieś głęboko w ich głowie czy duszy siedzi uprzedzenie do drugiej strony. Nawet jeżeli świadomość mówi coś innego. Trudno jest budować mosty, ale … może warto - przerwał na chwilę aby zwilżyć usta winem - Uważaj też na naszych seniorów. Nie ufam do końca Geroldowi … jest jakiś śliski … ale może to tylko moje uprzedzenia? -
 
Asenat jest offline