Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-09-2016, 11:47   #23
Layla
 
Layla's Avatar
 
Reputacja: 8354 Layla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputację
#4

Dziewczyna nie odwróciła wzroku od płomieni na słowa Alexy. Dopiero, gdy Mysza klepnęła ją delikatnie dłonią trzymającą jabłko w ramię, ta wzdrygnęła się i spojrzała na nią. Przez chwilę patrzyła kobiecie w oczy, a następnie delikatnym ruchem odebrała od niej jabłko, jednak nie ugryzła ani kęsa, chowając je w obu dłoniach i wracając do poprzedniej czynności, czyli obserwacji płomienia. Mysza tylko wzruszyła na to ramionami, bo i co miała więcej poradzić? Tymczasem Kaspar odpowiedział Hagenowi.
- Weźmiecie jeszcze jeden, jednoosobowy pokój, ja się przekimam przy koniach. Wy odpoczniecie w normalnych warunkach; jak tak będzie sypać do rana, to jutro albo czeka nas ciężka droga do domu, albo w ogóle tu utkniemy, dlatego chcę was mieć wyspanych i w dobrej formie. - Wyjaśnił.

Złożyliście zamówienia, lecz nim karczmarz zdążył się oddalić, najpierw Aldric wziął go na spytki, a potem - nieco bardziej otwarcie - Marko. Lothar nie wiedział zbytnio, jak odebrać nachalne wręcz zachowanie Tileańczyka i aż stężał w sobie, gdy żołnierz usadził go obok siebie, a twarz gospodarza wyrażała jednocześnie niepokój i zdziwienie.
- Jakoś takoś mi coś dzwoni gdzieś odnośnie tej dziewczynki, ale nie jestem pewny, czy żem ją widzioł tu kiedy, czy nie. Tyle różnych ludzi czasami tu obsługujemy, że przecie nie zapamiętam wszystkich gąb, no tak, czy nie? - Holt rozłożył ręce, a Gaspard i Haug przysłuchiwali się coraz uważniej. - Może i u mnie była już kiedy, a może i nie. Mało to piegusów po świecie łazi? Jak se przypomne, to na pewno wam powim. A co się o gości rozchodzi... - Zerknął przez ramię. - Jakieś same podróżniki przy mieczach, nożach i łukach. Jakiś kupczyna co do Vorderbergen jedzie, ale jakiś taki skwaśniały, bo mu obstawę banity pozabijały dwa dni temu w lesie i tera czeko, aż się kto chętny do ochrony znajdzie. Karla Franza jeszcze mi się ugościć nie udało - rzucił Lothar, siląc się na żarcik. - A na wsi, jak to na wsi. Jak pewno wieta, wieś spokojna, to i wieś wesoła. A tero się słyszało o ty jakiś bestyji co ludzi morduje po lasach, to i chłopy nerwowe się zrobiły i wieszają w drzwiach jakieś czosnki, nie czosnki i inne duperele, jakby to co pomóc miało. Każdy się boi i w sumie to się nie dziwuje. Nawet patrole obywatelskie wokół wiochy chciały robić, ale na gadaniu się skończyło - jak zmrok nadchodzi, to nagle wszystkie srają po nogach i już im się patrolować odechciewa. Tak tu jest, a ludziska i tak swoje wiedzą, bo tam gdzie szlam, tam są niziołki.

Gospodarz przejechał dłonią po włosach, potem po brodzie i wbił spojrzenie w odwróconą w kierunku paleniska dziewczynę.
- A żem się też tak gapił, bo ona dziwnie się zachowuje. Jo to w swoich latach młodych był tu i tam, trochę żem mieczem robił, to żem człowiek trochę kulturniejszy i wiem, że się różne rzeczy z ludźmi dzieją w głowach, ale jak chłopy zoboczą, że una taka inna, to będą podejrzliwe. A jak podejrzliwe, to wieta o co chodzi. - Skinął im głową porozumiewawczo. - Za widły i na stosik, coby wypalić z niej to zło, co w środku siedzi. Nikt by tu na łowcę czarownic nie czekał. No chyba, że mata takiego w oddziale, to przepraszam. - Uniósł ręce na wysokość piersi. - A tera wybaczta, musze pogonić córy i żonę, żeby się z żarciem uwinęły ino szybko.

Obrzucając małą jeszcze jednym, podejrzliwym spojrzeniem, Lothar zniknął na zapleczu, a wy czuliście na sobie wzrok pozostałych gości. Nie widzieliście dokładnie, kto się przyglądał, bo część nieznajomych miała na głowach głębokie kaptury, ale wyczuwało się w powietrzu dziwną atmosferę. Niepokoju? Strachu? Oczekiwania na coś? Ciężko było sprecyzować. W każdym razie nie czuliście się tutaj całkowicie komfortowo. No, pomijając może Wagnera, który wyciągnął z torby zawiniętą w jakieś ścierki butelkę przezroczystego napoju i wziął dwa solidne łyki, nie krzywiąc się nawet.
- Prawdziwa uciecha życia. Butelka zmrożonego kvasu i dobra dupa przy boku to wszystko, co mężczyzna potrzebuje. - Zarechotał rubasznie i cmoknął w stronę Myszy. - Nie chciałabyś jeszcze dzisiaj pojeździć na jednym rumaku, Alexa? Widać, że ci chłopa brakuje.

Najwyraźniej nic sobie nie zrobił z wcześniejszych pogróżek Ezachera na temat odpowiedniego zachowania. Kobieta odgryzła się celną uwagą, a niedługo później do stołu doniesiono pięknie pachnącą strawę i napitek. Od samego patrzenia i wąchania potraw żołądek wykręcał się na drugą stronę.


Dla Kaspara, Alexy i Pieguski była jakaś zupa zalatująca grzybami, do tego micha kaszy i butelka wina. Aldric dostał pieczoną dziczyznę, chleb oraz kaszę, a całości dopełnił dzban piwa i wielki gar pędzonej w gospodzie okowity (jak zapewniał Lothar z samych najlepszych składników), którą chętnie częstował się Venturini, raz po raz wznosząc coraz to sprośniejsze toasty z Falkenem i Wagnerem, a ten ostatni był już w stanie - jak on to zawsze określał - kontrolowanego rauszu. Samogon był mocny i paskudny, ale taki miał być. Żołnierze mieli chwilę wolnego, zatem należało to wykorzystać. Oczywiście byli i tacy, którzy nie przesadzali z alkoholem, w końcu jutro też czekała służba. Götz tylko raz upomniał swoich ludzi, by się nie upili, a potem skupił na własnej misce. Co ciekawe, zawołana do stołu dziewczynka zaczęła... jeść. Najpierw upiła trochę gorącej zupy, uważając, by się nie poparzyć, a następnie w ekspresowym tempie pochłaniała swoją porcję kaszy. Patrzyliście na to ze sporym zdziwieniem.
- Wpierdala, jakby ze trzy dni nie żarła. - Skomentował Wagner, racząc się podanym alkoholem, niczym koneser.
- A ty chlejesz jak zawsze. Już mógłbyś skończyć - mruknął Kaspar znad miski z zupą.
- Dopiero się rozgrzewam, sierżancie. Ale spokojnie, nie dam się ponieść chwili. Jeszcze tylko parę kolejek z Venturinim i Falkenem. Ręce muszą w końcu przestać drżeć od zimna. - Puścił Tileańczykowi oko, co znaczyło mniej więcej tyle, że jak nie uchleją się tutaj, to zrobią to na piętrze, z dala od wzroku przełożonego.

Pieguska skończyła swoją porcję, po czym, wciąż się nie odzywając do nikogo, wróciła przed palenisko, wpatrując się w tańczące płomienie i ściskając w dłoniach jabłko otrzymane od Alexy. Wydawała się zamknięta w innej rzeczywistości i nawet dach nad głową oraz strawa nie poprawiły waszego kontaktu z nią.
- Jak jutro nie napada tak, żeby nie dało się przejechać, to odstawimy ją do Enzesberga. Niech inni się martwią, co z nią zrobić. Niańczenie dzieci to nie nasza rzecz. - Zarządził Kaspar.
- Myślisz, sierżancie, że jest jakimś... no... wąpierzem? - Zapytał Falken.
- Trzeba brać wszystkie okoliczności pod uwagę, zwłaszcza, że niedaleko granica z Sylvanią. Dobrze, że specjalistów od tych stworów mamy ze sobą. - Spojrzał na Hagena i Gasparda. - Jeśli jednak nie jest potworem, który próbuje nas zwodzić swoją delikatnością, to możliwe, że ta mała widziała coś, co już na zawsze odcisnęło na niej swoje piętno. Sam wiele razy stawałem przeciwko bestiom, na których widok dupa sama chciała srać, chociaż bebechy ściśnięte były w pięść. - Kaspar polał sobie wina i odpłynął gdzieś myślami.


Rozmawialiście, jedliście i piliście, a im bliżej nocy, tym sala pustoszała, aż w końcu zostaliście tylko wy i dwóch mężczyzn przy mieczach siedzących w dalekim kącie sali. Lothar to kręcił się przy szynkwasie, to dorzucał drew do ognia, bądź znikał na zapleczu. Było spokojnie. Leniwie. Sennie.

Nagle, w ciszy sali, usłyszeliście to dość wyraźnie. Wysoki, przenikliwy ton, jakby dźwięk skrzypiec, albo czyjś lament i wtórujący mu, przeciągły, wilczy skowyt dochodzący gdzieś z oddali, najpewniej z lasu. Po chwili dziwny dźwięk powtórzył się, tak samo wyraźnie, jak wcześniej. I znowu.
- Co to, do cholery, jest? - Zapytał Falken, patrząc po towarzyszach.
Wagner, do tej pory wesoły i rzucający prostackimi żarcikami na lewo i prawo, stężał w sobie i spoważniał. Oczy przesłoniła mu mgła wspomnień.
- Zajęczy lament - powiedział, wychylając szybko zawartość szklanki.
- Że co? - Sierżant uniósł brew.
- Zajęczy lament. Stara metoda do zwabiania wilków w zasadzkę. Łapiesz zająca, zawiązujesz pętle z drutu na szyi i przywiązujesz do drzewa, tak aby zaciskała się coraz bardziej gdy będzie starał się uwolnić. W końcu przerażone, konające zwierzę zaczyna wydawać odgłos, przypominający płacz. Wtedy schodzą się wilki. Nie atakują od razu. Czekają, jakby upajając się odgłosami strachu i bólu. - Zdawało się, że Christian sięgał wspomnieniami gdzieś w przeszłość, do czasów gdy był jeszcze myśliwym w Steinbachthal.
- Jak żem się do wojska zaciągał te parenaście lat temu, to słyszałem, że myśliwi polując w ten sposób w okolicy lasu Rohrwald ściągnęli ponoć na siebie wilkołaka. Nikt nie wrócił żywy z tamtej wyprawy... a zima wtedy tak samo dawała się we znaki. - Wagner skrzywił się.
- Pierdolenie starego pijaczyny - mruknął Kaspar. - Jak mi chcesz morale obniżać wśród ludzi, to w sumie chyba lepiej, żebyś się skuł wódą i wreszcie zamknął.
Sierżant dopił wino z kubka i wstał, zabierając ze sobą pełną do połowy butelkę. Zarzucił ciężki płaszcz i ruszył do wyjścia z gospody.
- Nie kłaść mi się późno do łóżek, bo rano będę budził jak zły o świcie. Jakby co się działo, jestem w stodole, a w razie jakiejś poważniejszej sytuacji, zbieramy się tutaj. - powiedział na odchodne i po chwili wyszedł z karczmy, wpuszczając do środka wirujące płatki śniegu.

Niedługo później, rozmawiając, zwróciliście uwagę na siedzącą przy palenisku dziewczynkę. Wbijała mocno paznokcie w jabłko otrzymane od Alexy, a gdy Falken zagadał do niej, ta nie odpowiedziała, czego można się było spodziewać. Dopiero, gdy Mysza położyła jej dłoń na ramieniu, dziewczynka odwróciła się energicznie i ostrym spojrzeniem powiodła po waszych obliczach.
- On tu jest. Wszyscy zginiecie.
I nagle drzwi gospody otworzyły się z hukiem, wpuszczając zawodzący wiatr i sypiący śnieg, a wy aż podskoczyliście w miejscu. Czyżby Götz nie domknął dobrze drzwi i mroźny wicher z łatwością je otworzył? A może to było coś zupełnie innego? Drzwi obijały się o ścianę z każdym mocniejszym podmuchem wiatru wdzierającym się do izby, a ciemność za nimi nie zachęcała do ruszenia się z siedziska. Lothara nigdzie nie było widać, tak samo jak dwóch mężczyzn przy mieczach, siedzących po przeciwnej stronie sali. Dziwne, bo przecież byście zauważyli, że wchodzą na piętro, prawda?

 
Layla jest offline